You are not connected. Please login or register

Łąka Marihuany

Idź do strony : Previous  1, 2

Go down  Wiadomość [Strona 2 z 2]

26 Re: Łąka Marihuany on Czw Paź 30 2014, 19:20

Kejn

avatar
Latający Doświadczony Łowca
Admin
Kein zdążył się już do tej pory nawalić w 3 dupy tak jak to wiele osób mawia.
- Wohohoho Tsuku! Stary nie widziałem cię chyba od...! Laaaaatt... nie, shssssss... głooosy. You're toxic man! Shss..... noże mają też głoooos!!! Wsłuchaj się! - powiedział jak na totalnego zapitego i zjaranego przystało po czym wyjął swój nóż i przyłożył sobie ostrze do swojego ucha...
Idiota podczas fazy, no co?
- Wieeeeeeem! Zapalmy!
Po chwili ni stąd ni.. no po prostu wyjął zapalniczkę po czym niestety upuścił ją na ziemię.
Leżały jeszcze co najmniej 3 piwa na ziemi oraz 1 skręt.
Życie panowie... coś się zgubi, a potem znajdzie nie?!
Wilk wstał i zaczął się kręcić wokół szukając zapalniczki, po czym upadł na bok i próbując się podnieść rozejrzał się dookoła. Nic takiego. Jednak się poddał i zwyczajnie leżał.

Zobacz profil autora

27 Re: Łąka Marihuany on Czw Paź 30 2014, 19:40

- Oho widzę że ktoś ma dziś imprezę.

Stwierdził wilk gdy poczuł wyraźnie alkohol oraz usłyszał Keina. Nie miał teraz w sumie co robić, nikt na niego nie czekał, nie miał nikogo bliskiego, czemu więc nie poimprezować trochę?

- No pewnie, zapalę sobie.

Powiedział i wyjął kilka liści oraz wepchnął je do fajki, drewnianej. Trwało to trochę ale w końcu udało mu się zapalić i zaciągnąć. Za kilka postów może się w tym miejscu bardzo wiele wydarzyć, szczególnie gdy obaj będą po takich używkach.


___________________________________



Ekwipunek:
Sztylet Srebrny
Sztylet Stalowy
20 kości
Torba z ziołami
Amulet Artoriasa
Drobne graty

Towarzyszy mi:
Upiór błędnego rycerza - Ornsteina



Zobacz profil autora

28 Re: Łąka Marihuany on Czw Paź 30 2014, 19:50

Kejn

avatar
Latający Doświadczony Łowca
Admin
Wilk w końcu się na kilka sekund opanował i spojrzał na Tsu rozwścieczonym wzrokiem.
Jednak jak to każdy mógł przewidzieć, basior padł ze śmiechu i zaczął się jak totalny idiota tarzać na ziemi czekając na to aż jego mózg zareaguje na taką głupotę. Niestety, ale to się nie wydarzyło.
W pewnym momencie chyba potknął się o rozmówcę i natychmiast się opamiętał próbując usiąść. O dziwo ta rzecz mu się udała. Jest.. dziwny ten wilk po prostu.
- Tsuku! Życie stary jestttt idellane! Ideanalne....Iiiiidddd....eee...alne! O! Jak nie zemsttta... to się przeleci wszystko co sięrusza! A nie chwillla... to nie ja, a Beta... chociaż, za wielkiej.. no ten tego... dziury?... Różnicy! No ten, nie ma. Poza tym młode w drooodze! Poczekam sobie, ale sięęęę dzieje! Ostatni czas wolny... no cóż, spędzę go tookkk.. jook szysima.g..aaa.q... - rzucił i mu się w tym dokładnie momencie mózg wyłączył.
Wilk nie wiedział co się dziej w ogóle.
I małe info - WSZYSTKIE BŁĘDY SĄ CELOWE W TYM POŚCIE.

Zobacz profil autora

29 Re: Łąka Marihuany on Czw Paź 30 2014, 22:23

Tsuku natomiast zaczynał być powoli w innym świecie. Bardzo ciekawe odczucie którego nie sposób opisać prostymi słowami. Cały świat, otoczenie a nawet jego myśli i wspomnienia nabrały zupełnie innego koloru. Mózg zaczął myśleć inną częstotliwością która problemami raczej się nie przejmuje.

- Dzieci w drodze? A gdzie jadą???

Zapytał z zdziwieniem, nie mógł zrozumieć gdzież on je wysyła!

- Jesteś wolny niczym ptok, wolny latający ptok...

Kiwał się na boki aby doznania były jeszcze lepsze. Dorzucił też nieco do swojej fajki.


___________________________________



Ekwipunek:
Sztylet Srebrny
Sztylet Stalowy
20 kości
Torba z ziołami
Amulet Artoriasa
Drobne graty

Towarzyszy mi:
Upiór błędnego rycerza - Ornsteina



Zobacz profil autora

30 Re: Łąka Marihuany on Pią Paź 31 2014, 15:39

Kejn

avatar
Latający Doświadczony Łowca
Admin
Czarny wilk o dziwo był w totalnie innym świecie już dłużej. Znaczy się samo to iż nie kontrolował już siebie i swoich myśli było bardzo normalne, ale trzeba dodać tylko to iż marihuana nie oddziałała tak na niego jak i sam alkohol. Właściwie narkotyku już w ogóle nie czuł, bo za dużo chyba razy na ten odlot się załapywał. Niby nie uderzało mu to do głowy... było to bardzo dziwne, ale pech. Dla niego lepiej i tyle.
-On? Bąków szuka... a nie.. chwilka, ni szzzzuka.. leje? Hmm.. podlewa, o! Dreeee...wno! Drewno!
Tak brzmiała jego pierwsza wypowiedź która tak jak zawsze nie miała sensu.
Czego się dziwić? Zapił się i tyle. Zresztą chyba nawet i jak zwykle w sumie. Jak coś się działo to ten sobie to zalewał alkoholem.
Jak nie AM, to Tsu. Do jarania miał kogoś innego kiedyś. Ach z tamtą waderą mógł faktycznie sobie zostać dłużej.. byłoby pięknie.
- To w takim razie płynąć trza! Za mną pani! - rzucił agresywnie.
Coś się działo... Nieważne.
Wstał i poszedł na wyznaczony przez jego samego teren. Zgadujcie, bo on nawiedzi nie jeden temat!

ZT.

Zobacz profil autora

31 Re: Łąka Marihuany on Sob Lis 01 2014, 17:18

- Płynąć?! Mam chorobę morską, utonę...

Rzucił realnie wystraszony słowami Keina, znajomi wiedzą że ma on chorobę morską i z całą pewnością by utonął w odmętach ciemnej wody. Po chwili basior uświadomił sobie kolejną rzecz która go zastanawiała.

- Jaka pani? Jakaś ładna? Pokaż mi ją!

Starał się rozglądać w około, zapomniał jednak iż jest niewidomy. Ciekawe o jakiej waderze jego przyjaciel mówił, czyżby jakaś pani do towarzystwa. Tak czy siak ruszył za czarnym wilkiem, zapach alkoholu był idealną ścieżką.

ZT


___________________________________



Ekwipunek:
Sztylet Srebrny
Sztylet Stalowy
20 kości
Torba z ziołami
Amulet Artoriasa
Drobne graty

Towarzyszy mi:
Upiór błędnego rycerza - Ornsteina



Zobacz profil autora

32 Re: Łąka Marihuany on Czw Sty 08 2015, 19:52

Lea

avatar
Latający Doświadczony Lekarz
Czemu tutaj?
Odpowiedź jest w miarę prosta. To był rewir Lei, dawne terytorium, nad którym ze swą paczką władała niepodzielnie.
No dobra, nikt o tej władzy nie wiedział. Ale i tak tu przybyła...
Po co? Możliwe, że podświadomość podsuwała jej obraz Jael'a, Schatta, Viktorii i Ady, spędzających tu beztrosko czas, jak dawniej.
Zastała jednak wyłącznie zmarniałe od braku słońca roślinki, ciągnące się po horyzont.
Usiadła gdzieś po środku, przyglądając się roślinkom. Te są już ledwo żywe... Dopiero na wiosnę wykiełkują kolejne. No chyba, że słońce nie wróci.
Szczerze mówiąc, wilczyca czuła się jak te roślinki. Pozbawiona wszelkiej energii i ciepła, oklapła, bez sił do życia.
Jej serduszko pękło ponownie, nie zrósłszy się jeszcze nawet po poprzednim złamaniu, po jego zniknięciu...
Odszedł...
Znów była sama. W ciągu paru dni efekt jego krótkiego pobytu, ta iskierka w oczach Lei, sens życia... Wszystko zniknęło. Ponownie.
Zerwała jeden uschnięty listek, przyglądając mu się uważnie.
Może to by jej pomogło? Dawniej, w młodości, nie żałowała sobie tego rodzaju przyjemności.
Ale teraz jest już dorosła. Wręcz powiedzieć można - stara. Bo i czuła się bardzo staro. W rzeczywistości wciąż była w wieku produkcyjnym. Gdyby przeliczać na ludzkie, była koło czterdziestki. A czuła się jak po osiemdziesiątce.
I tak zapewne wyglądała, od jego ponownego zniknięcia znów rzadziej jedząc i głównie przesypiając dnie. Jeszcze nie zaczęła "kuracji" lekami uspokajającymi, licząc, że przejdzie samo. Może jutro ból będzie lżejszy?
Jeszcze parę dni i zapewne zacznie.
W jej zielonych ślepiach pojawiły się łzy.
Odszedł...
Ostatnio często płakała. Teraz mogła sobie na to pozwolić... Była sama.
Przecież nie chciała nikogo martwić...
Mocniej docisnęła tylko bandaż na skrzydle, aż wpił się boleśnie w ciało. Prawie tego jednak nie poczuła, zobojętniała na wszystko.


___________________________________
Zobacz profil autora

33 Re: Łąka Marihuany on Czw Sty 08 2015, 20:11

Kejn

avatar
Latający Doświadczony Łowca
Admin
Userowi lekko się zrobiło smutno, ale to pewnie ze względu na to, że i sam Kein kiedyś przez to przechodził i chodzi tutaj o postać. Poza tym jakby sobie przypomnieć te wszystkie dni spędzone na zaniżonej okropnie samoocenie.
Patrząc na to wszystko i rozwój tego wilka sam użytkownik się bardzo wiele nauczył. Szczerze powiedziawszy to dokładnie tego samego, bo i trzeba przyznać... byłem tak samo głupi jak ten wilk kiedyś.
No ale koniec o mnie, wracajmy do postaci.
W każdym razie jeden nawyk który wpadł Kein'owi przez pobyt w tej Krainie to niestety i ćpanie. Oczywiście nie jest to nałóg czy coś w tym stylu. Miał ten basior również pewne wątpliwości co do powrotu w te tereny, bo i kto o zdrowym umyśle by to robił cały czas?
Hmm w sumie trzeba przyznać, że głównie to ten właśnie tutaj często bardzo bywał.
Ale no co? Jest w końcu w sytuacji możliwej do przegrania. Rodzina? Chyba sobie kpicie, nie ma szans na tą dawną prawdziwą miłość. Teraz jest coś w rodzaju separacji bądź i olania. Jak kto woli niech sobie to wmawia.
SBW? Rozleciało się. Armia Wiatru? Nie istnieje.
Co teraz... no nic, pozostało jedynie się poddać i oddać się temu co jest jeszcze dostępne.
Tylko problem polega na tym, że nie wszystko jest dozwolone dla niego.
Właściwie to może nawet i na śmierć się zaćpać.
Lea? Co ona tutaj robi? Wilczur sobie zwyczajnie przelatywał i wylądował dość bardzo mocno przywalając łapami w ziemię. Dla osób które nie potrafią sobie wyobrazić tego - to tak jak skok z drugiego piętra (przy rozbudowie niskiej).
- Lea? rzucił ze zdziwieniem, po czym do niej podszedł.

Zobacz profil autora

34 Re: Łąka Marihuany on Czw Sty 08 2015, 20:23

Lea

avatar
Latający Doświadczony Lekarz
N
a dźwięk lądowania wilka nie zareagowała w żaden sposób. Dopiero, gdy usłyszała swoje imię, znajomy głos, potrząsnęła łebkiem, zrzucając grzywkę na oczy. Szybko przetarła pyszczek. Nie chciała okazywać swoich problemów. Nie chciała martwić jednego z bardzo niewielu bliskich jej wilków.
Bo w końcu przyjaciel, osoba ważna.
Na pewno miał większe problemy, niż ona. Ważniejsze. W końcu gdy ostatnio się widzieli, uratowała mu życie. Nie pierwszy i nie ostatni raz.
- Witaj Kein!
Naprawdę się starała. Usiłowała wykrzesać trochę entuzjazmu, gdy w przykrytych grzywką oczach szkliły się łzy. Nawet zdobyła się na lekki uśmiech...
W każdym razie w jej odczuciu był to uśmiech.
Wstała, szarpiąc łapą bandaż, dociskając mocniej jeszcze.
Jako Lekarka powinna wiedzieć, że utrudnia w ten sposób krążenie. Że grozi to nawet utratą skrzydeł. I prawdopodobnie wiedziała, tylko... No właśnie.
Nie obchodziło jej to. Nawet, jeśli skrzydła jej sczernieją i odpadną, nie zauważy. Ból zbyt mocno zawiązanych kończyn był niczym w porównaniu z bólem serduszka.
Odszedł...
- Jak tam?
Głos jej się załamywał i drżał. Ale może Kein nie zauważy?
Dla ukrycia złego nastroju wprawiła ogon w ruch, z przesadnym entuzjazmem machając nim na boki.


___________________________________
Zobacz profil autora

35 Re: Łąka Marihuany on Czw Sty 08 2015, 20:36

Kejn

avatar
Latający Doświadczony Łowca
Admin
Kein zaś ogromnie się zdziwił przy jej.. ogólnym humorze.
Nie był jednakże jakoś zdruzgotany lub coś, więc postara się z nią pogadać. Pewnie jak zwykle zawali wszystko jak idzie, ale może jednak jest jakaś szansa na to aby mu powiedziała cokolwiek? Ach szkoda, że już pozbył się medalionu...
- U mnie leci jak zawsze czyli nic okropnie ciekawego i interesującego. Tylko widzę, że tylko mi się dobrze powodzi.
Trudno. ale zauważył wszystko co jej się działo, każdą reakcję, dosłownie wszystko co było możliwe wykrył to wilk od razu.
Spojrzał się na nią tak ni to błagalnie ni to współczująco.
Wiedział już co się dzieje... musiała to być sprawka AM lub Tempus w końcu kogoś w lecznicy załatwił, bądź Marano.
W sumie tej drugiej opcji by się spodziewał bardziej aniżeli pierwszej.
Podszedł do niej bardzo blisko próbując tak jakby wtulić się i poklepać po plecach.
Musiał jej jakoś pomóc. W końcu od tego jest czyż nie? Czy w przyjaźni czy w znajomości pomagać trzeba chyba, że ktoś jest mega dupkiem i wali na wszystko. Kein taki nie był.
- Co się stało? I spróbuj spokojnie...

Zobacz profil autora

36 Re: Łąka Marihuany on Czw Sty 08 2015, 20:57

Lea

avatar
Latający Doświadczony Lekarz
Wyczuć bez trudu mógł jej kości, wystające, jakby zaraz miały rozerwać cienką skórę. Zapewne zauważyć też mógł, że Lea była wręcz lodowata, trzęsła się cała.
Nie zareagowała na dotyk w pierwszym momencie.
Przejrzał ją. I to zrobił to wyraźnie bez problemu. Zaprzestała więc nadto energicznego machania ogonem, by zamiast tego lekko pokręcić łbem.
- Nic mi nie jest. Wszystko w porządku, nie przejmuj się.
Nie miała pojęcia, że zdradzają ją wypływające spod gęstej, nieco oklapłej grzywki łzy, ściekające po pyszczku i kapiące na ziemię. W końcu zza zasłony owej grzywki nie widziała nic prawie.
Nie chciała go martwić. Powinna być silna, wesoła, pełna energii, jak zawsze.
Jak to możliwe, że od razu wiedział, że coś jest nie tak?
Nie pokaże. Nie da po sobie poznać. Nie chciała, by ktoś widział, jak ona cierpi. To przecież ona jest od pomagania innym, nie na odwrót. Egoizmem z jej strony byłoby absorbować cudzą uwagę jej osobą. Nawet, jeśli chodzi o przyjaciela, jedną z dwóch bliskich złamanemu i krwawiącemu serduszku wadery istot.
Nie chciała go martwić...
Po prostu nie. Nie zasługiwała na jego uwagę.
Arthas odszedł... Zniknął. Nie było pewności, czy żyje. Czy to przez Leę? Może nie powinna go tak wypytywać, może stan, w jakim była, mu się nie spodobał? Każdemu może się znudzić opiekowanie dorosłą waderą jak szczeniakiem.
I co, że potrzebowała tej opieki, by stanąć na łapy? On po prostu nie chciał jej takiej. To całkiem możliwy scenariusz.
Może, gdyby podczas kłótni z Alkiem stanęła po jego stronie...?


___________________________________
Zobacz profil autora

37 Re: Łąka Marihuany on Czw Sty 08 2015, 21:04

Kejn

avatar
Latający Doświadczony Łowca
Admin
Czuł.. wszystko czuł. Szkoda jedynie, że ta cały czas zaprzeczała.
- Leo nie jestem ślepy, może i w wielu przypadkach nie znam się na psychologi i tak dalej ale tutaj wiem, że coś ci jest i Matko Boska co ci się stało? Czemu jesteś taka chuda i zmarznięta? Pozwól mi pomóc, choć ten jeden raz chciałbym ci się odwdzięczyć za uratowanie mi tych czterech liter które nieszczęśliwie zawsze wpakują się w problemy. Proszę daj powiedz mi..
Ach ta ironia. Chcesz pomagać komuś kto pomagał tobie i oboje dokładnie tak samo się zachowujecie.
Keim może i nie do końca wyzdrowiał, ale na pewno spróbowałby jej pomóc.
- Daj mi tą jedną szansę, ten jeden raz. - powiedział z ogromnym przejęciem, po czym zaraz zrobił minę w stylu ''nie, nie spławisz mnie''.
Stał tak cały czas próbując zrozumieć o co tutaj chodzi w końcu.
Poza tym przetarł jej te łzy. Kto by chciał oglądać ją w takim stanie? Nikt. Kto by chciał jej pomóc? Ten czarny, natrętny basior.
Wystarczy tylko jedna szansa.

Zobacz profil autora

38 Re: Łąka Marihuany on Pią Sty 09 2015, 03:44

Lea

avatar
Latający Doświadczony Lekarz
Lea milczała przez dłuższą chwilę. Bo i co ma powiedzieć? Nie miała pojęcia, czemu i kiedy schudła i w zasadzie miała to gdzieś. Czy to ważne? Może nie wpływało zbyt dobrze na jej wygląd, ale... Nie miała nawet dla kogo wyglądać.
Nie zrobiła więc nic z tym, że wyglądała jak szkielet.
Wypadałoby odpowiedzieć więc za nią. Chuda - bo nie je. Bo wiecznie brak apetytu. I bo poza lecznicą nie potrafi się zmobilizować w żaden sposób. Siedzi i płacze, biedna.
To, że zmarznięta, jest efektem dwóch czynników - po pierwsze, w depresji ciało wydziela znacznie mniej ciepła. Po drugie, brak tłuszczyku uniemożliwia utrzymanie nawet tych drobin. A i brak jedzenia źle wpływa na futro - robi się ono rzadkie, szorstkie, matowe. Również nie trzyma ciepła.
Ale czy to ma jakieś znaczenie? Straciła członka rodziny, jedną z najważniejszych osób w jej życiu. Jak straciła? Po prostu wyszedł i nie wrócił. Zniknął, gdy tylko spuściła z niego na chwilę wzrok.
Czy choć jedna rzecz, powiedziana od powrotu, była prawdziwa?
Obiecywał, że zostanie na zawsze. Że będzie jak dawniej. Że już nigdy jej nie opuści.
I coś takiego, bezpośrednio po tych słowach?
Dlaczego? Co ona zrobiła nie tak?
Miała tego dość. Gdyby wrócił, z wielkim bólem w serduszku sama by go wygnała. Miała dość jego znikania, dość kłamstw.
Cały czas go kochała... I chyba dlatego to aż tak boli.
Nie chciała jednak zrzucać swoich problemów na innych. Tak przecież nie można.
Jednak pod spojrzeniem przyjaciela pękła. Spuściła smętnie łepek.
- Nic się nie stało, naprawdę. Tylko... Arthas odszedł.
Pewnie Kein o tym wiedział. Z tego, co się orientowała, byli kumplami.
Pociągnęła delikatnie noskiem, wciąż płacząc.
Dlaczego on odszedł? Znowu?


___________________________________
Zobacz profil autora

39 Re: Łąka Marihuany on Pią Sty 09 2015, 16:52

Kejn

avatar
Latający Doświadczony Łowca
Admin
Kein westchnął jedynie. Ech, ten znowu dokładnie to samo zrobił. Następnym razem będzie lepiej jak go po prostu kopnie w zad i wywali z mieszkania.
Poza tym kto powiedział, że tam gdzie był jej nie zdradził co najmniej z kilkoma kobietami i nie wrócił zrobić dokładnie to samo?
Biedna wadera. Na niej akurat nie powinno się to odbijać ale tak niestety też i trafiło na nią.
- Wiem, że odszedł. Przez niego rozpadło się SBW oraz przejście graniczne stoi puste. Wiele narozrabiał przez ten czas i przykro, że muszę to powiedzieć ale musisz o nim Leo zapomnieć. Wiem, że jest ci ciężko i tak cały czas będzie ale postaram ci się z tym uporać. Nie chcę abyś była smutna ani nieszczęśliwa. Masz swoje lata to fakt, ale jednak są osoby którym na tobie zależy i jestem jedną z nich. Poza tym wszyscy pacjenci też tak zapewne myślą. Chodź ze mną, wpierw musimy się zająć tobą. Proszę zrób to jeden raz, jeden głupi raz mnie posłuchaj.
Powiedział to, po czym wstał i natychmiast zdjął to co gniotło jej skrzydła po czym się natychmiast schylił aby nie oberwał przypadkiem. Poza tym wskazał aby za nim podążała przy okazji wskazując żeby nie próbowała tego założyć ponownie. Jej skrzydła mają być rozpięte.

zt - stary zakątek Ami x Kein'a.

Zobacz profil autora

40 Re: Łąka Marihuany on Pią Sty 09 2015, 17:34

Lea

avatar
Latający Doświadczony Lekarz
Co miała powiedzieć? Wiedziała, że Kein ma rację.
Gdyby nie fatalny stan fizyczny i psychiczny, trzepnęłaby go zapewne w łepetynę na wspomnienie o wieku.
Ale teraz czuła się na to zbyt staro, zbyt źle.
Dodajmy też, że wydawała się nie zauważać bólu, jaki odczuć musiała, gdy krew ponownie zaczęła napływać do skrzydeł, przeganiając odrętwienie.
Skrzydła na razie zachowały bezruch. Bo i całkiem zesztywniały od pęt.
Wadera powoli, posłusznie powlokła się za nim. Szła powoli, chwiejąc się chwilami na drżących łapach. Szybciej nie była w stanie - wszak od dłuższego czasu nie jadła.
Czy Kein na nią poczeka?

zt. Krótko, bo z fona eseje tylko w nocy.


___________________________________
Zobacz profil autora

41 Re: Łąka Marihuany on Czw Paź 15 2015, 01:43

Hira

avatar
Młode
Kiedy łaziłam po lesie, szukając czegoś do jedzenia, zaskoczył mnie deszcz. Kropelki jedna po drugiej spadały na mój nosek, a pod łapkami chlupały kałuże. Nie mogąc się powstrzymać, zaczęłam najpierw uderzać o powierzchnię wody , żeby zaraz zacząć skakać po niej jak wariatka. Z początku wydało mi się to świetną zabawą, jednak zmęczona szybko opadłam z sił. Wcześniejsze wymioty dość mocno mnie osłabiły. Zdyszana stanęłam w miejscu, by chwilkę odpocząć. Po krótkiej przerwie, ruszyłam w poszukiwaniu schronienia, jednak dotarłam tylko na nietypową łąkę. Nie widziałam sensu w brnięciu dalej, więc przycupnęłam pod pierwszym napotkanum krzakiem i czekałam na koniec ulewy. Ugh... Byłam taka głodna, że zjadła bym konia z kopytami. -A gdyby tak... gdyby tak spróbować tego czegoś?- pomyślałam, przyglądając się bliżej nieznanej roślinie. -Nie wygląda tak źle...- stwierdziłam, przygryzając z zaciśniętymi powiekami jeden z liści. Spodziewałam się okropnego, gożkiego smaku taki też dostałam. Przeżułam powoli... połknęłam... i dopiero w tym momencie przyszło mi do łba, że może być trująca. Ale było już za późno.. Zaczęłam panikować. Poczułam dziwne ciepło we wciąż pustym brzyszku. Ponoszona przez wyobraźnię, z początku wyłam żałośnie, miotałam się na wszystkie strony, myśląc "umieram". Dopiero po minucie wrzeszczenia, zorientowawszy się, że nadal żyję, zaczęłam się dziko śmiać. Dlaczego dziko? Ponieważ śmiech był głośny, nieznośny i nie do opanowania. Nie mogłam przestać. Bawiło mnie dosłownie wszystko: drzewa, bo rosną... ziemia, bo mokra... błoto bo papkowate. Wszystko. Jak głupia przyglądałam się zezując każdej kropli skapującej z liści na mój pyszczek, który oczywiście również był przezabawny. Wreszcie, jakby tego było mało, uderzyłam w tany. Oczywiście nie mogło zabraknąć maskarady... Chwyciłam liść, wygryzłam dziórki na oczy i zawiązałam jakże piękną "maskę" wokół głowy. Wyglądałam przekomicznie. Mało tego! Musiałam się przecież wyróżniać z tłumu (krzaków), więc wspięłam się na dwie łapy i tak kontynuowałam "bal". A jakże! Nie ograniczajmy się! Nie będę balować sama! Szybko znalazłam towarzyszy do zabawy. Była to wielce dostojnz arystokracja spośród wszystkich gości- najwyższe w okolicy krzewy marihuany. Niech zabawa trwa w najlepsze!


___________________________________
Postać jest czarna (tylko przez "oświetlenie" na avie wydaje się być szarą)

Aktualny stan: brak obrażeń, niewielka blizna na prawej łapie

Nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś wbijał do mnie na fabułę, więc śmiało można wpadać (wystarczy wyrazić chęć na pw lub gg) ;)
Zobacz profil autora

42 Re: Łąka Marihuany on Sob Paź 17 2015, 11:44

Kejn

avatar
Latający Doświadczony Łowca
Admin
[Sry, jednak zaspałem xD]

Który to już raz Kein przychodzi dokładnie w to miejsce? Sam już nawet nie pamięta. Jednak tego dnia zmieni się dosłownie wszystko w jego życiu. Przekonacie się zresztą potem.
Najbardziej jednak nie spodziewał się tej co tutaj już znalazła przed nim. W końcu kiedy ona zniknęła? Ach, sekundka... no nieważne w każdym razie. Tamto miejsce można uznać przecież za skreślone.
Jak można zauważyć na starcie - nie miał niczego przy sobie. Zero broni, zero amuletów etc. To się równało jednocześnie z tym, że nie mógł już latać. Wiele zostawił rzucić ten czarny wilk. Czy to dobry był wybór? Oczywiście że tak! W końcu mógł wrócić do swojego poprzedniego ''stanu''. Tego który... no powiedzmy sobie szczerze - był o wiele lepszy. W tamtym okresie Kein był większą fajtłapą (bywało to śmieszne i tragiczne zarazem) oraz... no nie musiał się martwić o dosłownie nic. Teraz jest jakimś badziewnym ''Cieniem''. Wilk to nadal jest, ale z nadprzyrodzoną mocą? Serio? Tego się nie mógł spodziewać.
Spojrzał na młodą. Kojarzył ją skądś... jeno skąd? To jest pytanie! Ach, no tak. Przecież jego ostanie pojawienie się w Krainie równało się z ''poznaniem'' tej młodej. Była słodziutkim osobnikiem! Ciekawe czy w ogóle się coś w niej zmieniło.
Póki co jednak podszedł tylko z uśmiechem (tak, wysilił się na to) do niej. Stanął i obserwował dokładnie co ona robi. Kein już był ''przyzwyczajony'' do tego obrotu spraw. Postać, nie user. Wiedział dokładnie co zrobić aby się nie zaciągnąć przy samym staniu na tej łące. W końcu dla niego to byłoby akurat głupie... przynajmniej teraz.
Krótko bo jestem zaspany.

Zobacz profil autora

43 Re: Łąka Marihuany on Sro Paź 21 2015, 22:33

Hira

avatar
Młode
Ubawiona, nie zwruciłam z początku uwagi na wyłaniającą się z lasu postać, jednak po krótkim сzasie, odniosłam wrażenie, że coś lub ktoś mnie obserwuje. Gwałtownie się zatrzymawszy tuż przed czarnym wilkiem, zaczęłam węszyć, zaciągając się tym samym nieświadomie i szukałam wzrokiem tego czegoś. Jak zapewne nie trudno zgadnąć, pomimo tego, że basior zasłaniał mi połowę świata,  nie było wcale tak łatwo, jak by się mogło wydawać. Nim określiłam położenie obserwatora, okręciłam się kilkakrotnie, początkowo biorąc za niego własny ogon. Na całe szczęście z określeniem tożsamości prawdziwego celu nie miałam najmniejszego problemu. -Taaaaataaa - krzyknęłam, dosłownie rzucając się na uśmiechniętego basiora. Byłam TAAAAKA szczęśliwa, ale nie miałam pojęcia, że maczała w tym liście ta dziwna roślinka. Od naszego ostatniego spotkania nie minęło wiele czasu, ale sporo się nauczyłam, między innymi wielu słów i wymowy. To dość sporo. A no i przy okazji nabyłam doświadczenia, znajomych i ... -Tęskniłam wiesz?! - oznajmiłam. - Poznałam wilczycę taką jak ja. Fajnie się bawiłam z nią, ale musiałyśmy uciekać bo padało a wszystko się kleiło i bałam się, ale byłam dzielna wiesz?! Tylko jeszcze tak troszkę dziwnie mi w brzuszku... Ale to minie, prawda? - zapytałam, jednak nie czekając na odpowiedź, ani nie zastanawiając się nawet dlaczego może boleć, ciągnęłam dalej. - O i wdziałam taką dużą stworę! Zraniła mnie w łapkę, ale był taki... O właśnie! Najważniejszego zapomniałam: Mam przyjaciela!  Natsu się nazywa. Jest bardzo fajny, ale na  początku się mnie wystraszył, bo myślał, że czaruję...głuptas... - podsumowałam potok słów, który na jednym wydechu wydostał się z pyszczka. Nie przyszło mi do łebka, że czerwonookiego moje przygody mogą nie interesować,  za to strasznie mnie ciekawiło co porabiał on. Skoro ja, taki maluch mam takie przygody, to Kein pewnie codziennie walczy ze  złymi wilkami i potworami i ratuje innych. W mojej małej główce był bohaterem jak ich mało! Nie było mocniejszego! Ciekawe czy ja też taka będę?... Rozmarzyłam się o tym, jak to walczę u boku ojca, jak na własnych, takich silnych łapach wynoszę rannych, pomagam wielkiemu wojownikowi pokonać wrogów... Ach marzenia...Oczami wyobraźni błądziłam po przygodach, które nie miały miejsca, o pęłnych akcji polowaniach... No i wracamy do rzeczywistości. W myślach upolowana już obfita zdobycz, a teraz... kiszeczki marsza grają, aż tańczyć można. Niestety jako szczenie, już po wcześniejszej zabawie byłam zmęczona, więc nie miałam siły na kolejną porcję zabawy. -A co ty robiłeś? - zapytałam wreszcie, oczekując pęłnej akcji (nie koniecznie prawdziwej) historii.[/b]


___________________________________
Postać jest czarna (tylko przez "oświetlenie" na avie wydaje się być szarą)

Aktualny stan: brak obrażeń, niewielka blizna na prawej łapie

Nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś wbijał do mnie na fabułę, więc śmiało można wpadać (wystarczy wyrazić chęć na pw lub gg) ;)
Zobacz profil autora

44 Re: Łąka Marihuany on Wto Paź 27 2015, 18:43

Kejn

avatar
Latający Doświadczony Łowca
Admin
Basior z początku pokręcił łbem. Mimo wszystko - nieważne jakim ojcem by nie był - nie da się zaćpać córce. No dobra, jeden raz niech ma.. przynajmniej zapamięta na przyszłość co to za uczucie. Chwila.. ale to źle przecież! Nuh, będzie musiał jej to wybić z głowy za jakiś czas. Chociaż z drugiej strony, Kein taki nie jest w sumie. Jest dosyć nierozgarniętym ojcem bez wyraźnie określonych zasad. Co do wszystkich cieni, wszystkich umiejętności, rang etc - odwołuje się do sytuacji nad morzem (tzn nie ma już totalnie nic). Ale coś widzę userowi nie gra.. tak jakby nie działało przesuwanie się o jedną linijkę niżej. Szkoda, bo miałem ciągnąć kolejne wydarzenie, wypowiedzi etc.
(20 SECONDS LATER)
AAAA, więc ta opcja się przyblokowała, okeeeej. No informatyk ze mnie cienki skoro nie zauważyłem jednego głupiego szczegółu.
Wilk zaś chętnie rzucił by się na małą po tych 1 słowach. Oczywiście z radości!
- Córusia!
Albo jestem ślepy albo kolory w kodzie się nie wyświetlają. Albo znowu coś wcisnąłem przypadkowo -,-
- O to miałaś ciekawie! Nie martw się, na pewno jeszcze ją spotkamy po drodze. Poszukamy jej wspólnie, o! A skoro byłaś dzielna to jestem z ciebie dumny. Taka córka jak ty, na pewno uszczęśliwiłaby każdego ojca. Co do dziwnego uczucia w brzuszku.. oczywiście, że minie! To jest bardziej niż pewne, ale wpierw może lepiej iść z tego dziwnego pola. Nie jest to chyba miejsce ani dla mnie, ani dla ciebie.
Czekaj... zraniłaś się? No pokaż tą łapkę, muszę zobaczyć czy się nie stało nic poza zwyczajną raną (śmieszne że nie znał się na medycynie). Nah, muszę ich kiedyś spotkać z Tobą normalnie. Cóż... co do mnie, to nie za wiele. Właściwie to przez tyle czasu nie za wiele się wydarzyło. Ale dobrze, powiedz co tutaj ty robisz... i właściwie jakim cudem akurat tutaj? - zaśmiał się.
Mimo wszystko, trzeba pamiętać ile on przeszedł przez ten czas. Nie musi przecież mówić o drastycznych zmianach w jego... byciu? Tym kim był i się stał? No to na pewno nie temat dla takiej małej istotki, a przynajmniej nie teraz. Kiedyś pewnie zrozumie.

Zobacz profil autora

45 Re: Łąka Marihuany on Sob Paź 31 2015, 17:26

Hira

avatar
Młode
Mimo wszystko, nie spodziewałam się aż tak entuzjastycznej reakcji ze strony basiora. Przez nią poczułam się tak lekko i cieplutko w środku. Jeszcze był ze mnie dumny! On- najdzielniejszy z dzielnych... Jejku, nawet pewnie nie zdawał sobie sprawy z tego, jak WIELKĄ przyjemność mi tym sprawił. Z każdym następnym wyrazem wypływającym z jego pyska, te małe iskierki w moich oczkach, migały coraz mocniej. -Skoro Tata mówi, że dziwne cosie w brzuszku miną jak pójdziemy, to miną- stwierdziłam w myślach. Miałam spytać o to, co tutaj jest. No skoro uważa, że nie jest to miejsce dla nas, to coś musi być na rzeczy. On przecież jest najmądrzejszy, najszybszy na świecie. I..i najwspanialszy...i ...i najsilniejszy i z pewnością niczego się nie boi. Ale chwila... -Po drodze gdzie?- zapytałam zaciekawiona. Oczywiście nie od razu wychwyciłam te słowa, ale lepiej późno niż wcale i szkoda, że nastopne zdanie basiora to ominęło. Niestety nie uzyskałam odpowiedzi, ponieważ basior zaczął badać moją łapkę. Ranka nie była raczej groźna, troszkę się paprała, ale już się zagoiła. Oglądał ją z takim przejęciem... Martwił się o mnie! I.. ja go zmartwiłam... Byłam za razem zła na siebie oraz szczęśliwa, bo mu na mnie zależy. Odrobinkę zawiodła mnie odpowiedź "nie za wiele się wydarzyło", lecz skoro tak twierdzi, z pewnością tak było, więc nie dopytywałam. Nadal niebywale rozweselona, zaczęłam drobić łapkami w miejscu, nie mogłam ustać w bezruchu. Chyba jakieś ADHD mi się włączyło. - Jak mówiłam, uciekałyśmy, a kiedy się rozdzieliłyśmy, zaczęłam szukać czegoś do jedzenia. Ale na pewno nie słodkiego! O nie! A no tak.. Nom.. Szukałam suchego miejsca, ale nie znalazłam i jestem tu.- zakończyłam żywo, poszerzając uśmiech. -Tooo... Idziemy?- dopytałam zniecierpliwiona, co chwila rozglądając się dookoła w poszukiwaniu miejsca, do którego mógłby chcieć się udać.


___________________________________
Postać jest czarna (tylko przez "oświetlenie" na avie wydaje się być szarą)

Aktualny stan: brak obrażeń, niewielka blizna na prawej łapie

Nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś wbijał do mnie na fabułę, więc śmiało można wpadać (wystarczy wyrazić chęć na pw lub gg) ;)
Zobacz profil autora

46 Re: Łąka Marihuany on Nie Lis 01 2015, 20:53

Kejn

avatar
Latający Doświadczony Łowca
Admin
Okej, coś muszę szybko sprostować bo bd miał niespodziankę niedługo - przygotuj jedno miejsce sobie na.. nwm, grudzień? Może nawet i wcześniej, zależy jak to będzie.
W każdym razie wracając do fabuły która faktycznie się toczy.
- Po drodze do pewnego miejsca. Nie będzie ono może takie.. majestatyczne jak to ale i tak powinno się spodobać.
Przypomniało się Keinowi jedno. Miał głupi ale jednak niezawodny sposób do przenoszenia szczeniaków. Tyle, że w tym przypadku.. niee, Hira jest już za duża na takie coś. Przynajmniej sobie poćwiczy chodzenie dalej i tyle.
- Jasne, możemy już iść. - powiedział.
Wyprostował się ostatni raz i dał pstryczka córce (nwm jak określić ją dokładniej). Oczywiście takiego malutkiego, niewinnego. Żeby nie było że ją bije!
- No to zobaczmy jak szybka jesteś. Spróbuj mnie dogonić, ha. - rzucił swobodnie i zaczął iść trochę szybciej z tego pola.
Oczywiście nie dawał jej jakichś tam wielkich wyzwań. Tak żeby mogła też się trochę wysilić. Jak nie będzie w stanie iść albo coś, to po prostu weźmie ją na grzbiet i będzie prowadził przez całą drogę. Też bezpieczne i przynajmniej czarny wilk sobie poćwiczy dalej mięśnie, hua!
- Komu w drogę temu w czas jak to mawiał mój (...) - zaczął zdanie ale w pewnym momencie je urwał. Albo inaczej - nie mógł go wypowiedzieć. Cóż... zerwanie z tym wszystkim co było oznaczało też urwanie więzów krwi, co oznaczało tylko jedno - Kein według historii nie powstał więc od nikogo. Tak jakby został stworzony z komórki, bakterii czy czegoś innego. Według tej teorii nie miał rodziców, więc też nie dał rady wypowiedzieć słowa ''ojciec''. To będzie problem w przyszłości jednak. Tyle, że uda się to naprawić. Wpierw niech jednak córka podrośnie i może nabierze ochoty na wyprawę z ojcem. Do tego jednak długa droga.

zt -> Powiem na gg.

Zobacz profil autora

47 Re: Łąka Marihuany on Wto Lis 03 2015, 15:22

Hira

avatar
Młode
/córka jest ok

Jeśli Kein uważa, że miejsce mi się spodoba, z pewnością tak będzie. Co do noszenia.. jeśli sposób wiąże się ze wzrostem, to jako jedno z niższych szczeniąt mogę stwierdzić, że za wysoka nie jestem, jednak co do tuszy... to już co innego. Na całe szczęście jeszcze odrobinę energii się gdzieś zostało. Mam nadzieję, iż basior nie zechce zabrać mnie gdzieś wyjątkowo daleko, ponieważ na większej odległości nóżki prawdopodobnie ugną się pode mną. Pstryczek odebrałam jako zachętę do ruszenia- taki oficjalny start. Od razu zaczęłam podążać na ojcem, starając się dotrzymywać mu tępa. Nie było łatwo, już na początku moje łapki poplątały się, na szczęście udało mi się odzyskać równowagę, więc nie upadłam na ziemię. Uff. Chyba nie zauważył. Na wszelki wypadek podbiegłam troszkę bliżej, by nadrobić stracony dystans. Nie zwracając więcej na tego typu potknięcia, wybyłam.

/zt


___________________________________
Postać jest czarna (tylko przez "oświetlenie" na avie wydaje się być szarą)

Aktualny stan: brak obrażeń, niewielka blizna na prawej łapie

Nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś wbijał do mnie na fabułę, więc śmiało można wpadać (wystarczy wyrazić chęć na pw lub gg) ;)
Zobacz profil autora

Sponsored content


Powrót do góry  Wiadomość [Strona 2 z 2]

Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach