You are not connected. Please login or register

Na ratunek potrzebującym [wyprawa Tempus'a]

Idź do strony : 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 2]

Taharaki

avatar
Latający Doświadczony Wilk

Nie wiesz, jak to możliwe. Nie podejrzewasz nawet, co się wydarzy. Długotrwała, wieczna noc, która pochłonęła Krainę już dawno temu, powodowała zapewne zmęczenie istot, żyjących na jej terenach. Dezorientacja oraz chaos powodują, iż wilki padają na legowiska i zasypiają w dowolnej porze doby. Słońce nie wyznacza już części dnia ani nocy, nie świadczy o przejściu z jednego stanu w drugi.

Cóż więc dziwnego, iż objawia się to zmęczeniem?

Zasnąłeś, Tempusie, bo i Tobie nieco snu potrzeba. Jednak... Jednak czy się obudzisz? Czy świat będzie takim samym, gdy rozkleisz powieki? Ha, nie znasz życia na tyle dobrze, by nawet podejrzewać, z czym przyjdzie Ci się zmagać!


Śnił Ci się koszmar. Twój ludzki opiekun znalazł się w poważnych tarapatach. Tajna organizacja koniecznie chciała przejąć wyniki jego badań, wykorzystując je - z pewnością! - do nieszczególnie przychylnych światu celów. Obudziłbyś się zapewne zlany potem, widząc, jak paskudnym torturom zostaje poddawany człowiek, gdyby nie fakt, iż psowate się nie pocą. Migawki rozmaite, w kolorze oraz część czarno-białych, przemykały wewnątrz umęczonego trudami dnia codziennego umysłu: zdewastowany dom, w którym się wychowałeś; zakrwawione i wykrzywione grymasem bólu lico opiekuna, związanego i zamkniętego w czymś na kształt ciasnej, ciemnej celi; szczerzące się szyderczo mordy oprawców, wymyślających coraz bardziej wymyślne sposoby 'wyszarpania' informacji. Widocznie nie znaleźli wyników, toteż jedyna nadzieja w naukowcu - należy go zmusić do mówienia!
Chociaż był to jedynie koszmar senny, a i dom stał cały (w końcu oprowadzałeś po nim Wheat!), obudziłeś się pełen niepokoju. Nie tylko o los opiekuna, lecz także o własny zad oraz losy wszechobecnych istnień. Dziwna siła pchnęła Cię ku przodowi, nie zważając na sprzeciwy. Musiałeś. Nie przebierałeś nawet łapami, ot, jakbyś lewitował. A może to nadal element snu? Otwórz oczy, na pewno wszystko będzie lepsze, normalniejsze, okraszone solidną dozą zwyczajności...
Nie, to nie sen. Unosiłeś się kilka centymetrów nad podłożem. Pokonałeś niewielki lasek, by stanąć przed ukrytym za zaroślami wejściem do jaskini. Co dziwniejsze: jaskinia ta wyglądała, jakoby wnętrze jej zbudowanym było z fioletowego kryształu. Nie masz wyjścia, musisz się dostać do środka. Czujesz, że musisz.


Po pokonaniu jaskini ukazuje się dziwna kraina: drzewa przypominają swoją budową ogromne, fioletowe grzyby - a z ich gałęzi zwisają jasnofioletowe, dziwne owoce, przypominające nieco znane nam meduzy; niebo zdawało się być oświetlonym przez dziwną gwiazdę, której światło także miało barwę znaną jako lila róż (żegnaj, nocy!); skały przypominały stare, przesadnie twarde żelki; trawa była świeża, niemniej jednak z zielonym kolorem miała niewiele wspólnego; po krainie tej kroczyły pokraczne i nieznane ze świata wcześniejszego stworzenia - część z nich przystawała na moment, przyglądając się wilkowi z należytą uwagą i niemałym zainteresowaniem, aby nagle wydać z siebie ostrzegawczy ryk, co stało się hałasem nie do przetrzymania. Wszelkie żyjątka uciekły oraz pochowały się po kątach, jamach, drzewach, kwiaty natomiast (w barwie... zgadnij!) zwinęły płatki, trawy schowały się w głąb bladofioletowej gleby, drzewa urosły nagle do niemałych rozmiarów, koronami niemalże nieba sięgając.
Cały świat zdawał się czmychnąć przed spojrzeniem samca. Wszelkie dźwięki ucichły. Jakby wszystko obumarło...



Ostatnio zmieniony przez Taharaki dnia Nie Gru 14 2014, 10:17, w całości zmieniany 1 raz


___________________________________

#7a6773
Zobacz profil autora

Tempus

avatar
Lekarz
G...gdzie ja jestem?! To wszystko wygląda jak sen... czy przypadkiem wypiłem jakąś butelkę z nieznaną mi substancją zamiast wody, czy najzwyklej w świecie jestem świadkiem świadomego snu? Po za tym co to za miejsce? Wygląda jak z baśni dla ludzkich dzieci, a do szczęścia brakuje tylko szczęśliwego zakończenia. Wilk nie mógł uwierzyć w to co widzi, a co gorsza nie mógł określić czy to sen czy jawa. Uderzył się raz w pysk ,ale słychać było tylko syk, jaki wydało stworzenie czując ból. W tym momencie uwierzył w swoje istnienie w tym świecie. Rozejrzał się czując jak dalej przeszywa go koszmar ,który przeszył jego rozum, boleśnie kłując jego wyobraźnie co ożywiło obawy jak i strach. Tempus rozglądał się odczuwając to co narodził w nim koszmar, lecz teraz był w realnej rzeczywistości i musiał zrobić wszystko aby przynajmniej dowiedzieć się co tu robi. Naturalna ciekawość pchnęła go dalej, a po drodze ,wilk kontemplował to co przed chwilą ujrzał, jak i moment w którym to wszystko prysło. Zaczął obwąchiwać teren chodź nie miał tego w zwyczaju, jednak może natrafi na jakąś poszlakę? Niestety powonienie go zawiodło, jego nos nie jest nawet przyzwyczajony do używania go po za odróżnieniem składników jakie posiadał jego pan w swoim domku.
-Hallo! Jest tu ktoś!
Ryzykowne posunięcie na nie swoim terenie, lecz jakby nie patrzeć...może i już jest martwy? Po okolicy poniosło się echo jego głosu, a uszy nastawiły się w oczekiwaniu na odpowiedź. Byłby podekscytowany i radośnie by skakał gdyby nie to co przed chwilą go spotkało. Po raz pierwszy poczuł jak w jego duszy zagościło całkiem obce mu uczucie...


___________________________________
Avatar by Kassandra
Zobacz profil autora

Taharaki

avatar
Latający Doświadczony Wilk

Zawołanie samca rozniosło się echem po okolicy, odbijając się od przeszkód w postaci skał czy długich, wysokich drzew, by ostatecznie powrócić do Tempus'a - w nieco zmienionej brzmieniowo wersji. Jeśli wsłuchasz się, Śmiałku, w treść komunikatu zorientujesz się, iż echo niesie niepewne "jest tu ktoś.. jest tu ktoś... jest tu ktoś.." - nieco niepewne, lecz w formie zdania oznajmującego. Zupełnie, jakby las odpowiedział na zadane pytanie - choć uczynił to w nieco niecodzienny, tajemniczy sposób, nieszczególnie powiązany chociażby luźno z logiką lub jakąś namiastką sensu. Jednak czy było w tym cokolwiek dziwnego? Cokolwiek bardziej zaskakującego, niźli wszystko to, co działo się do tej pory?

Po krótkiej chwili kompletnego milczenia, która zdawała się ciągnąć w nieskończoność - choć liczba upływających sekund powinna sugerować coś zgoła innego - w odległości raptem dwudziestu czy może trzydziestu metrów od wilka z mechaniczną łapą zmaterializowała się niecodzienna sylwetka. Choć na pewno każdy pokemaniak skojarzy ją z pewnym stworkiem (Suicune, tak), o tyle userka uznała, iż wygląd tegoż stanowi ideał postaci, którą zamierzała 'przemycić' do świata fabuły.
Istota pojawiła się znikąd, nagle wyłoniwszy z nicości. Ciało wyższej o dobre 20 centymetrów od wilka istoty pokryte było dość gęstym, ciepłym futrem w kilku odcieniach barwy niebieskiej: kolorem tworzącym niejako bazę był ciemny błękit, gdzieniegdzie przyozdobiony subtelnymi, granatowymi refleksami (dzięki czemu w odpowiednim świecie zdawał się skrzyć czy lekko błyszczeć), natomiast pysk, palce, pierś i podbrzusze były znacznie jaśniejszymi. Dodatkowo na kończynach samca znajdowało się kilka rombów w tymże kolorze. Dwoje bacznych uszu sterczało dumnie ku górze, zaś czubek głowy 'ustrojony' był tajemniczym, twardym tworem, momentami przypominającym sopel lodu - niemniej zdecydowanie nie miał on niczego wspólnego z kruchym materiałem. W centralnej części rogu lewitować zdawał się niewielki, owalny klejnot. Za istotą tą unosił się puszysty, ogromny warkocz, falujący delikatnie - pomimo braku wiatru w tymże miejscu.
Istota powoli ruszyła w stronę wilka, niespiesznie stawiając łapy; zaś w każdym kroku czaiła się ogromna doza dostojeństwa i majestatyczności. Brązowe oczy łagodnie wpatrywały się w przybysza.
- Witaj - rzekł, a ton jego brzmiał dość... oschle i lodowato. W spojrzeniu także czaiła się oziębłość oraz obojętność.

Nie wiedzieć, dlaczego, masz wrażenie, iż ta istota doskonale wie, kim jesteś oraz w jakim celu tu przybyłeś.
Czy to tylko przeczucie? A może... Może sprawa jest poważniejsza? 


Zobacz profil autora

Tempus

avatar
Lekarz
Echo...to tylko echo. Chodź pięknie brzmi niczym nadzieja że nie jest tu sam, to mimo wszystko znał zasady rozchodzenia się fal mechanicznych. Nabrał powietrza w płuca i wypuścił je przez nozdrza z zrezygnowaniem. Będzie musiał dowiedzieć się ponownie sam ,co go tutaj sprowadziło...sam...on zawsze jest sam. Przesunął łapką po ziemi wydając cichy szelest i kopnął protezą jakiś drobny kamyczek ,który poleciał niedaleko. Samotność i jego największy lęk zaczynały się o niego dopominać wraz z chwilą kiedy pochłonęła go melancholia i zrezygnowanie. Na szczęście uczucie nie towarzyszyło mu długo bo coś zwróciło jego uwagę. 'Rzeczywiście nie jestem tu sam...' Pomyślał wilczur, spoglądając przed siebie. Dostrzegł jak jakaś kreatura nagle pojawiła się przed nim. Przeszył go strach, a jego łapa miała już wędrować do protezy, lecz o dziwo ostrze jak i pazury odmówiły posłuszeństwa. Spojrzał mu w oczy i lekko uniżył głowę.
-K...Kim jesteś i...gdzie ja jestem? Nie mam złych zamiarów, pozwól mi odejść w spokoju...nie mam nic wartościowego co bym mógł ci dać.
Przez jego gardło przeszedł ten przestraszony głos ,zdeterminowany przetrwaniem i adrenaliną. Tylna łapa już zrobiła krok w tył ale poczuł że coś go powstrzymuje by zrobić kolejny ruch. Zastygł w bezruchu i patrzył się na zwierzę szybko oddychając. Było dostojne i piękne...nie dało się ukryć że wilk był zachwycony tym wyglądem i majestatem lecz zważywszy na okoliczność ,nieco inaczej odbierał te wspaniałe cechy.


___________________________________
Avatar by Kassandra
Zobacz profil autora

Taharaki

avatar
Latający Doświadczony Wilk

Stworzenie trwało przez chwilę w bezruchu, zatrzymawszy się niedaleko Ciebie. Poza bijącym od niego chłodem i dostojeństwem wyczuć można było delikatną, subtelną nutę troski, która niepostrzeżenie przebiła się do tonu wypowiedzi istoty.
- Oto dotarłeś do Zagłębia Purpury, krainy na tyle wyjątkowej oraz niewiarygodnej, iż dotąd żadna z innych istot z Twego świata nie ujrzała jej nawet przez moment. Nie lękaj się więc, bo i my mamy do stracenia zdecydowanie więcej, niż Ty - zaczął spokojnie, zaś krańce jego błękitnej kufy uniosły się nieznacznie w dość krótkim, przelotnym (przez co i nie tak łatwym do zauważenia) uśmiechu. Zaraz jednak na facjatę czworonoga powróciła dawna obojętność oraz opanowanie, chociaż - choć nikt inny poza głównym zainteresowanym nie ma prawa o tym wiedzieć - wewnątrz chował niepokój i strach. Nie było dobrze, czego był w pełni świadom.
- Jestem Riteris, opiekun tego miejsca. Twój wychowawca prosił, abym się z Tobą skontaktował. Obawia się o Twoje bezpieczeństwo. Ludzie, których widziałeś we śnie, wiedzą doskonale, jak bardzo jesteś mu bliski i podejrzewają, że tylko położywszy rękę na Tobie, zmusić go będą mogli do podania informacji, na których im zależy. Tutaj jesteś bezpieczny - powiedział spokojnie, bez cienia żadnej z jakże wielu emocji, które pojawiłyby się podczas owego ostrzeżenia u każdej innej istoty. Nie chciał od Ciebie niczego, a jedynie czuł się zobowiązanym, aby dopomóc. Dlaczego? Jaki miałby w tym cel? A może wszystko jest tylko grą? Parszywym podstępem, aby zwabić Cię w to miejsce?
Z gardła samca wydobył się głośny pomruk, w momencie, gdy nieco zmienił swoją pozycję, by spojrzeć w głąb ziemi, którą poprzysiągł bronić całym sercem, ciałem i umysłem. W momencie wydawania tegoż dźwięku kryształ ulokowany w odmętach rogu Riteris'a zaczął jarzyć się jasnobłękitnym, napawającym dziwnym spokojem, światłem. Drzewa powoli powróciły do pierwotnych rozmiarów, spomiędzy kamiennego podłoża wyłoniły się niepewnie źdźbła fioletowej trawy, wszelka zwierzyna zaś wystawiła łebki, z zainteresowaniem przyglądając się przybyszowi. Nawet dziwna gwiazda na kilka sekund zaświeciła jakby mocniej, witając Cię na terenach niecodziennego świata.



___________________________________

#7a6773
Zobacz profil autora

Tempus

avatar
Lekarz
Przez jego umysł przeszło setki myśli oraz pytań, lecz rozpłynęły się one w spokoju jakie ogarniało to miejsce, jak i tą uroczą postać. Nieco uspokoił się, i otworzył szerzej oczu, przyglądając się wszystkiemu... to było piękne miejsce, a obraz jaki miał przed swymi oczyma był nie do opisania mimo że przed chwilą zrobiła to mistrzyni gry (żeby nie było że dyskryminacja płci czy coś). Złapał w płuca świeże powietrze i kiwnął główką. Zaczął przyglądać się stworzeniu, które hipnotyzowało go jego wspaniałym wyglądem. Nie miał najmniejszych podstaw by mu nie ufać, w końcu jest taki piękny, okazały i miły...gości go we własnej krainie. Jednak logika i racjonalizm jakim ociekał wybiła się przez uczucia.
-Chwila moment...przecież to był sen. Może i był straszny i widziałem go tam...lecz nie jest to prawda...a zresztą jakim cudem znasz moje sny? To wszystko nie ma sensu...ja dalej śnie?
Spojrzał się na niego z miną wyrażającą niepokój oraz ciekawość. Był zmieszany,a nie ma nic gorszego jak pomylić świat snu i rzeczywistość...bo nie wiesz gdzie popełniane przestępstwo to tylko wybryk,a gdzie jest to czymś strasznym ,odbiegające od normy oraz skazujące na potępienie.
-Zresztą...jak ja się tu znalazłem? Nawet nie mam pojęcia jak tu dotarłem...to miejsce jest piękne ,ale jeśli to co mówisz jest prawdą to...to mój opiekun jest w niebezpieczeństwie i nie mogę tu tak stać bezczynnie!
Po raz pierwszy tak bardzo pożałował że kiedykolwiek opuścił dom. To jego winna...gdyby tam był, mógłby go ochronić, albo przynajmniej pomóc mu uciec zanim go schwytano. Wilk zaczął ruszać głową na boki szukając wyjścia, lecz był tak zmieszany że stracił orientację popadając w kłębek nerwów i cień strachu.


___________________________________
Avatar by Kassandra
Zobacz profil autora

Taharaki

avatar
Latający Doświadczony Wilk


Riteris podejrzewał, że nie uwierzysz. W zasadzie był niemalże pewien, iż tak będzie. W końcu niecodzienna sytuacja, w której znalazł się jego gość, z całą pewnością nie sprzyja budowaniu więzi oraz pozyskiwaniu zaufania. Łeb Opiekuna Purpury powoli przekręcił się tak, aby oczy stworzenia odnalazły Twoje, spoglądać w nie dość przenikliwie. Mogło to wywoływać swego rodzaju dyskomfort; poczucie, jakoby ten tutaj zamierzał zajrzeć w Twe mózgowie, nie bacząc na przeszkodę z kości czaszki.  Obojętność, która dotąd odmalowywała się w spojrzeniu jak i ogólnie rozumianem postawie samca, ulotniła się niespiesznie, miejsce trosce oraz zaniepokojeniu ustępując. Głowa poruszyła się nieco ku dołowi, następnie zaś uniosła się z powrotem, zastygnąwszy w pozycji pierwotnej.
- Obrazy, których doznałeś, były jedynie spreparowaną iluzją. Fakt, nieco podsyciłem efekt, by poruszyć Cię nieco bardziej, zaszczepiając w Twym sercu lęk. Powinienem był przewidzieć, że szacunek względem opiekuna okaże się silniejszy, niż strach. Teraz jednak znajdujemy się w świecie jawy, choć pewnie wszystko dookoła wydaje się oderwanym od rzeczywistości - mówił spokojnie oraz z nienagannym opanowaniem. Wiedział, że przybysz zasługuje na wyjaśnienie. Nikt nie dał w końcu dziwnemu psowatemu stworzeniu prawa, aby przetrzymywać Cię na siłę. Był zobowiązanym rzetelnie przedstawić niewiarygodną sytuację, w której oboje się znajdujecie. Musiał przedstawić wszelkie ryzyko, na które możesz być narażonym. Nie może odebrać Ci prawa wyboru.
- Nie lękaj się - rzekł, dostrzegając swego rodzaju panikę, zmieszanie i nerwowe poszukiwanie dogodnej drogi ucieczki. Jaskinia znajdowała się niedaleko grzbietu samca, aczkolwiek wejście do niej zasłonięte było purpurowymi zaroślami, spomiędzy których 'wyglądały' leniwie korony jasnofioletowych kwiatków, przypominających nieco znane nam niezapominajki.
- To ja Ciebie tutaj sprowadziłem. Obiecałem 'Twojemu człowiekowi', że zadbam o Twoje bezpieczeństwo, jednocześnie zastrzegając sobie prawo do narażenia Twego zdrowia - jeśli taka będzie Twoja wola. Nie powiem, aby zgodził się od razu... Widzisz... Potrafię porozumiewać się z istotami z Twego świata za pomocą telepatii, zaś potężnymi mocami pochodzenia umysłu potrafię czynić kilka... sztuczek - na przykład tworzyć iluzję lub sprowadzić do siebie istotę, która na to zasłużyła. Twój opiekun swego czasu bardzo mi dopomógł, jestem mu winien przysługę. Jednak po przekroczeniu Zagłębia Purpury tracę swe zdolności - bardziej przydatnym będę zatem zostając tutaj. Możesz zginąć. Możesz solidnie oberwać po głowie. Możesz doznać poważnych urazów nie tylko fizycznych, ale także psychicznych. Tutaj ONI Cię nie dosięgną. Jesteś pewien, że chcesz rezygnować z tego azylu na rzecz akcji ratunkowej, która wcale nie musi zakończyć się powodzeniem? - zapytał, przysiadając naprzeciw Ciebie. Zdawał się apelować do Twojego zdrowego rozsądku, zaś kryształ na czole samca nie jarzył się już na błękitno, lecz przybrał barwę 'lila róż' - takowa też dookoła rogu roznosiła się poświata. Wiedz, że coś się dzieje.


___________________________________

#7a6773
Zobacz profil autora

Tempus

avatar
Lekarz
Spojrzał w kierunku wyjścia ,które po chwili się mu ujawniło...zamknięte. Fuknął z zrezygnowaniem, lecz domyślał się że na prośbę wydostałby się. Poczuł na sobie wzrok stworzenia ,które spowodowało pewne skrępowanie jak i ciekawość. Może i nie było to przyjemne, ale jego oczy miały piękny wygląd, jak i nieco uspokajały jego wnętrze. Mrugnął dwa razy by powrócić do stanu przemyśleń. Był między młotem ,a kowadłem...zostać i żyć z świadomością że zginął ktoś przez jego występek czy iść i umrzeć w walce o czyjąś wolność.  Żadna odpowiedź nie wpadła mu do gustu. Doskonale wiedział że nie umie walczyć ,a jedyne co może robić to stawiać pozory walecznego. Wilk uderzył z wściekłości ziemię protezą i położył się czując że opuszczają go siły. Przestał przejmować się obecnością nadzwyczajnej istoty oraz wspaniałą krainą w której przebywał. Teraz tylko liczyło się to jedno istnienie ,które zaraz mogło stracić życie. Po dłuższej chwili załamywania się nad sobą ,spojrzał się z dołu ku górze by wbić oczy w Riteris'a.
-I co mam zrobić? Jeśli tu zostanę on zginie...jeśli udam się ja zginę...co mogę zrobić w takim przypadku? Proszę pomóż mi!
Uniósł na niego głos w rozpaczy, czując jak łzy napływają mu do oczu. Podobno nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż człowiek ,który straci wszystko...ciekawe czy przełoży się to na wilka.


___________________________________
Avatar by Kassandra
Zobacz profil autora

Taharaki

avatar
Latający Doświadczony Wilk

 Riteris ponownie skinął głową.
- Oczywiście, że Ci pomogę - jeśli taka będzie Twoja decyzja. Albo raczej znam kogoś, kto z pewnością okaże się bardzo pomocnym. Sam nie pójdę  z Tobą, Twój świat potraktowałby mnie jako nieznany dotąd, mistyczny gatunek, a to mogloby się dobrze nie skończyć. Rzucam się w oczy, a bez swoich zdolności, w całkiem obcym świecie, będę jedynie kulą u nogi. Znam świetnego alchemika, jednocześnie będącego nieco niecodzienną, acz niezmiernie odważną, sprawną jednostką. Myślę, że wpierw do niego powinniśmy się udać - mówił spokojnie, kojąco. Zaraz też zmrużył oczęta, usiadł stabilnie na podłożu, zaś jego grzywa zdawała się unieść jeszcze wyżej, jakoby targana niezmiernie silnym wiatrem - chociaż Ty czujesz jeno miarowy, delikatny podmuch od czasu do czasu. Róg samca strzelił nagle jasnofioletowym światłem, łeb uniósł się niego ku górze. Po chwili dopiero światło poczęło tracić na swej jasności, by stopniowo powrócić do pierwotnego, kompletnie się niejarzącego nijak, stanu. Grzywa przestała także sprawiać wrażenie tak bardzo targanej, opadając nieco niżej; powieki stworzenia natomiast uniosły się, a na pysk wkroczył delikatny, subtelny zarys uśmiechu. Namierzanie zakończone.
- Mój przyjaciel znajduje się raptem kilkaset metrów stąd. Jeśli chcesz, możemy się do niego udać już teraz - zaoferował spokojnie. Pojmował już, że wybór jego śmiałego gościa był tylko jeden. Może nie do końca rozsądny, jednak w pełni zrozumiały. Jak zachowałby się Riteris, gdyby to któremuś z jego przyjaciół groziło niebezpieczeństwo? Najprawdopodobniej tak samo. Obiecał chronić Zagłębia Purpury; poprzysiągł bronić każdego tutejszego stworzenia. A co jak co, ale honorowy był w stopniu wyższym od przeciętnego!


___________________________________

#7a6773
Zobacz profil autora

Tempus

avatar
Lekarz
Pokiwał szybko głową na znak że ten pomysł mu się podoba. Wszelki pomysł jaki by powiedział w tym momencie ,podobałby mu się ,jeśli posiadałby jakikolwiek sens w brzmieniu. Stanął i z typową niecierpliwością i chęcią działania ,zaczął nerwowo przebierać kończynami w miejscu, co chwile przesuwając jedną w prawo to w lewo, jakby nie mógł ustać i chciał już biec by coś zrobić i działać.
-W takim razie...prowadź! Zrobię wszystko, jeśli uważasz że to może mi pomóc w próbie uratowania tego człowieka!
Wraz z powagą chwili ,racjonalizm jak i logika wymarła w jego rozumku. Nie miało to teraz znaczenia, jako że emocje stłukły centrum sterowania rozumu. Teraz trzeba działać, trzeba pomóc, a to stworzenie miało mu w tym pomóc, czy nie może być już lepiej? To najlepsza wiadomość jaką usłyszał od wielu dni. Na jego pysku zakwitła ulga jak i pewnego rodzaju radość że mogą coś zrobić by uratować jego opiekuna.


___________________________________
Avatar by Kassandra
Zobacz profil autora

Taharaki

avatar
Latający Doświadczony Wilk



Riteris doskonale wiedział o tym, jak zażyła więź łączy Tempus'a z człowiekiem, wobec którego - notabene - miał dług. A że honorową był istotą, wszelkie długi spłacał najszybciej, jak to było możliwym. Inna sprawa, że nijak nie pojmował sensu tego typu relacji: sam nie przywiązywał się do nikogo, a pomoc innym mieszkańcom Zagłębia miała swoje podstawy u poczucia obowiązku, odpowiedzialności za innych czy własnego sumienia. Przywiązanie uznawał za słabość, czego wilk był idealnym przykładem. Gdyby nie ta więź pomiędzy nim a dwunożnym opiekunem, schroniłby się tutaj, przetrwał i żył, jakby nigdy nic. Ewentualnie można by spróbować rozpatrzyć jego postawę na zasadzie właśnie 'spłacania długu' - bo w końcu zajęcie się bezbronnym szczeniakiem mogłoby być traktowane w taki sposób.
Opiekun Zagłębia Purpury wysłuchał spokojnie odpowiedzi swojego gościa, chociaż z całą pewnością i nie słuchając wilka wcale wiedziałby, jaka on jest. Zareagował nieco może lakonicznie, skinąwszy jedynie dość powoli, ociężale wręcz głową, by zaraz odwrócić się i - bez słowa wyjaśnienia - ruszyć dość szybkim truchtem przed siebie. Jednakże! Wiedza o tym, iż to jedynie trucht, wynikała ze sposobu stawiania kończyn, nie zaś szybkości kroku niecodziennego stworzenia. Chociaż bowiem nie miała miejsca sytuacja, kiedy chociażby na ułamek sekundy wszystkie kończyny oderwały się od podłoża (co ma miejsce podczas cwału oraz ludzkiego sprintu, o ile userkę pamięć nie myli), o tyle jednak tempo narzucił niezłe. Wilk będzie musiał ruszyć galopem, aby nie utracić Riteris'a z oczu.

Dokąd prowadził? Do kolejnej z jaskiń, ukrytych nieco dalej, za wodospadem o tyle nadzwyczajnym, iż zamiast błękitu oko ciemnofioletową barwą napajał. Samiec zatrzymał się dopiero na miejscu - a na szczęście nie skłamał i wodospad znajdował się dość niedaleko! - spojrzeniem szukając Tempus'a. Po lewej stronie fioletowej "ściany" znajdował się nasyp w kamieni, a że mokrymi były uważać trzeba, coby się nie poślizgnąć. Właśnie na jednym z nich przystanął samiec, na pysku swoim goszcząc jeno chłodną powagę.
Na samej górze nasypu znajdowało się przejście do ukrytej jamy - kłoda, prowadząca wprost do groty. Groty, z której wyłonił się rudy łebek, ogromnymi, niebieskimi oczyma wypatrując tego, kto miał się pojawić za Opiekunem. Właścicielka głowy spodziewała się wizyty, dlatego nie musiała o nic pytać.


___________________________________

#7a6773
Zobacz profil autora

Tempus

avatar
Lekarz
Ojeju, ale że tak szybko?! Wilk zaczął biec najszybciej jak mu na to pozwalała proteza. Czuł jak przeszywał go ostry ból za każdym razem gdy lądował stanowczo na swojej kończynie ,a dokładniej kikucie. Utrzymywał dystans wyciągniętej łapki ,jednak z każdą sekundą ten dystans był coraz większy i większy. Po pewnej chwili wilk wyłożył się czując jak jego głowa ściera się z podłożem, i zaczyna całym ciałem turlać się po ziemi. Tempus przeklną pod nosem ,czując jak zdarł sobie skórę na barkach od upadku. Wstał i zaczął truchtem śledzić drogę ku dziwnemu wytworowi natury. Zaczął wywąchiwać otoczenie ale i tutaj pustka w jego nozdrzach. Chemia jak i życie z człowiekiem przeżarły mu nos. Spojrzał się ze smutkiem na podłogę i dostrzegł ślady. Bogu dzięki za to że nie jest on taki lekki. Ruszył biegiem w tamtym kierunku, kuśtykając na protezę po chwili dobiegając do wyżej opisanego miejsca. Szybko oddychając padł na ziemię ,nie zważając na otoczenie jak i to że ktoś z góry patrzy na nich ciekawymi oczkami. Brakowało mu tchu, a ból jaki powodowała ta przeklęta kończyna dała o sobie właśnie znać.
-W...Wybacz, zgubiłem się...
Wysapał ,zamykając oczy, czując jak zaczyna tworzyć się w tamtym miejscu rana. Niestety ale system jaki miał zamocowany nie był najlepszej jakości i dużo kosztowało to go. Nawet nie wiedział że przed nim znajduje się możliwa droga ratunku. Czyżby tak miał wyglądać ratunek? Ta niepozorna postać znajdująca się tam ,nieco wyżej w swoim małym azylu? Kiedy wilk uniósł oczy i dostrzegł ten wyróżniający się element- jej głowę. W jednej chwili wkradła się w jego duszę ciekawość i zainteresowanie ,jak to miał w zwyczaju.
-Kto to jest?
Zapytał cicho do stojącego obok Riteris'a. Był zafascynowany kolejną postacią i coraz bardziej podobało mu się to miejsce. Gdyby nie okoliczności ,zapewne zamieszkałby tu.


___________________________________
Avatar by Kassandra
Zobacz profil autora

Taharaki

avatar
Latający Doświadczony Wilk



Kiedy Tempus przeprosił, Riteris powoli i jakoby dość ospale skinął głową, zaś delikatny podmuch wiatru poderwał jego grzywę w szaleńczym - acz wcale nie długotrwałym - tańcu, targając końcówkami fioletowej grzywy raz za razem i unosząc falujące kosmyki. "Nic nie szkodzi, rozumiem" - zdawało się głosić spokojne spojrzenie stworzenia. Wiedział, iż liczy się każda sekunda, jednakże nie mógł wymagać od swojego gościa, aby przeskoczył własne ograniczenia. Riteris był istotą rozumną, wyrozumiałą oraz opanowaną - a komplet tychże cech przydawał się co nie miara w niełatwym życiu Opiekuna.
Na pytanie dotyczące jestestwa, wyglądającego z niemałym zainteresowaniem z jaskini za wodospadem, usłyszeć mógł delikatny, dźwięczny chichot. Dopiero po krótkiej chwili serdecznego, aczkolwiek nieco na pewno drażniącego czułe ucho psowatej istoty, śmiechu oczom samca ukazało się stworzonko o iście magicznym wyglądzie: nieco podobne do rudawego rysia, o charakterystycznie dla tego gatunku wyglądających uszach, niemniej jednak nie kroczyło ono pewnie na czterech łapach, a przypominało bardziej przygarbionego, kucającego człowieczka. W tej pozycji rysiopodobny zwierz był nieco mniejszym od przeciętnego wilka, choć zapewne gdyby się porządnie rozciągnął tudzież stanął na dwóch kończynach (a potrafi, choć nieco nieporadnie!) sprawiałby wrażenie ogromnej bestii. Długi, puszysty ogon zdawał się być równie chwytnym jak te, które posiadają małpy, zaś za uszami kryły się przykryte pióropuszem (z piór pawich oraz należących z dawna do rajskich ptaków), kręte nieco, chude i subtelne rogi, które istotka owa przyozdobiła - nazwijmy to w ramach uproszczenia - kolczykami. Stworzonko skierowało swój pyszczek w stronę Tempusa, uśmiechając się doń ciepło - a co za tym idzie, demonstrując jeszcze bardziej zbyt długie kły, coby pomieścić je w całości w pyszczku. W jej niebieskich oczętach widniała ogromna doza entuzjazmu, który z resztą szybko znalazł ujście także i w czynach tego stworzonka.
Oto bowiem doskoczyła w kilku większych susach (a tylne kończyny miała potężne, niczym u żaby - idealne wręcz do skoków) do wilka, gwałtownie chwytając lewą przednią łapę samca i potrząsając ją nader energicznie. Zupełnie, jakoby chciała ją oderwać i powiesić nad kominkiem, niczym trofeum po niesłychanie rzadkim okazie.
- Och, och, nie wierzę, canis lupus jak malowany! Ojej, będę miała co dzieciom opowiadać, w końcu nie spotyka się takich na co dzień! Ach nie, nie nieeee! - jęknęła, puszczając łapkę wilka i pacnąwszy się wybitnie w czoło, czemu towarzyszył głośny plask. - Przecież ja nie mam komu opowiadać o tym niecodziennym i wspaniałym spotkaniu! Zawsze intrygowała mnie ta wasza zwyczajność, tak wiele chciałabym się od Ciebie dowiedzieć! Och, och! - niemalże piszczała z zachwytu, skacząc dookoła Tempus'a i mierząc go uważnie spojrzeniem, starając się zapamiętać każdy szczegół wyglądu, sposobu ruchu i budowy ciała wilka. Chociaż bowiem  był zwyczajnym basiorem (poza niecodzienną łapą), o tyle w Zagłębiu Purpury stanowił nie lada ewenement. Ostatecznie po dogłębnych oględzinach doskoczyła do Riterisa, uśmiechając doń przesadnie słodko i - nim samiec zdążył jakkolwiek zareagować - rzuciła się nań mocno odbijając z tylnych kończyn i przewracając Opiekuna. Śmiała się przy tym w głos, podczas, kiedy jej 'ofiara' zdawała się być śmiertelnie poważna. Ostatecznie nadpobudliwa rysiopodobna samica spełzła z samca, pozwalając mu się podnieść. Długa kita stworzonka wiła się po podłożu, a na pyszczku wciąż widniał serdeczny grymas.
Riteris spojrzał przepraszająco na wilka.
-  Wybacz mojej towarzyszce, zawsze miała problem z zachowaniem powagi... To Sypsene, tutejszy szaman i legenda alchemii, Sypsene, oto Tempus, nasz nowy przyjaciel. Udasz się z nim do jego świata - tylko, błagam, nie rzucaj się tak w oczy i zachowuj się... no, nie jak Ty. Musicie uratować opiekuna Tempus'a, a to wcale nie będzie takie proste! - przestrzegł, piorunując rysiopodobną spojrzeniem.
- Z tą legendą bym nie przesadzała! - zaśmiała się głośno i dźwięcznie, by natychmiast sie uspokoić i dodać, znacznie spokojniej:
- Ale fakt, jestem dobra.
Sypsene odchrząknęła wymownie, zatrzymując ogon w bezruchu i starając się (naprawdę!) zachować wymaganą przez Riteris'a powagę, w końcu Opiekunowi podpaść nie wypada. Skinęła ze zrozumieniem łebkiem, prosząc towarzyszy, aby dołączyli do niej w jaskini, bo musi "spakować najważniejsze rzeczy" oraz przestrzegając, aby uważali na kamieniach. Zerknęła  z niepokojem na protezę samca, po czym pogrzebała przez moment w niewielkiej, skórzanej torbie, przewieszonej przez ramię, by dobyć maści, zamkniętej w niedużym słoiczku. Maść, jak maść, jeno... ta tutaj fosforyzowała nieco, kiedy tylko znalazła się w cieniu czy nieco ciemniejszym miejscu. Nie pytając nikogo o zdanie oraz niczego nie wyjaśniając wykonała ze dwa susy, by znaleźć się przy samcu i posmarować metalową łapę specyfikiem. Teoretycznie nic się nie zmieniło - jednak Tempus mógł czuć niecodzienne mrowienie; o tyle dziwniejsze, iż przecież.. łapy nie miał, prawda? Metal stał się czuły na dotyk?
Uśmiechnęła się krótko i zniknęła w jaskini, nucąc pod nosem jakieś skoczne melodyjki.
- Cała Syps... - mruknął Riteris, pokręcając z pewną dezaprobatą łbem. Uważał wesołość kompanki za co najmniej nieodpowiedzialne oraz lekkomyślne, nie pochwalał jej sposobu bycia wcale. Ruszając kamieniami za samicą wyjaśnił krótko, iż maść ochroni protezę przed rdzą. Dodatkowo wilk mógł poczuć, z jaką łatwością oraz swobodą mógł nią poruszać, niemalże jak prawdziwą, zbudowaną z krwi i kości kończyną...


___________________________________

#7a6773
Zobacz profil autora

Tempus

avatar
Lekarz
Nie do wiary...a jednak! Najpierw on, teraz jakieś rysiowate coś...ta kraina jest zaskakująca i nader interesująca. Tempus nie mógł dowierzać że jest świadkiem tak wspaniałego miejsca oraz kolejnej ciekawej osóbki. Kiedy tylko dostrzegł jak Sypsene z wielkim entuzjazmem zaczyna przyglądać się mu, na jego twarzy za widniał rumieniec. Nieco zapeszony, spuścił pyszczek ,lecz dalej patrząc się w jej oczy, niepewnie się uśmiechnął. W końcu nie wypada aby dał po sobie nadmiernie znać że jest przerażony i zbity z tropu.
Tempus jakby nie patrzeć również był tak samo zainteresowany nią, co ona nim ,to też uznał że krok za krok, spojrzenie za spojrzenie. Szybko nabrał pewności siebie i również parę razy okrążył ją ,lustrując od góry do dołu ,by przekonać się że nie jest to zjawa ,a żywa istota co ma serce i mózg... czyż nie? Nawet...uroczo przy tym wyglądała, a kocie ruchy jakimi się przemieszczała nadawały komizmu jej osobie. Cicho zachichotał, widząc jak po chwili skoczyła na przepełnionego powagą Riteris'a. Już zyskała jego sympatię i wiedział że będzie to ciekawa znajomość.
-Miło mi ciebie poznać Sypsene...Tempus
Lekko się ukłonił ,jak to miał w zwyczaju. Nim jeszcze wyprostował się, ona już chlasnęła jego mechaniczną łapę jakąś maścią. Wilk podskoczył lekko z przerażenia czując jak zaczyna czuć ją...jakby miał tam jakąś...kończynę. Przyglądał się z niedowierzaniem, a zarazem radością. Miał żywą, odczuwającą i działającą łapę, która nie wadziła mu już jak wtedy. Zaczął radośnie biegać w kółko i wymachiwać łapką.
-W...widziałeś to?! Zobacz co ona zrobiła!
Krzyknął z entuzjazmem kiedy już ona dawno zniknęła. Pomachał mechaniczną łapą przed jego oczami.
-To jest istny cud, ja mam łapę! Widzisz to! Mam łapę! O jeju ale super, mogę teraz odczuwać każdy krok i stąpać jak prawdziwy wilk, a nie jak cyborg z nieogarniętą kalibracją motoryczną
Dodał ,szczerząc ząbki. Jego zły humor jak i strach przeminął widząc co ona potrafi dokonać, spowodowało że zaufał jej i wierzył że wraz z nią, będą w stanie bez najmniejszego problemu ruszyć na ratunek jemu najbliższej osobie. Ruszył radosnym krokiem w wskazanym kierunku gdzie to za chwile mieli się spotkać.


___________________________________
Avatar by Kassandra
Zobacz profil autora

Taharaki

avatar
Latający Doświadczony Wilk



Oczom Twoim ukazała się większa, aniżeli początkowo śmiałeś przypuszczać, jaskinia. W jej ścianie trwało kilka wbitych pochodni, a światło przez nie rzucane rozpraszało mrok, zastępując ciemność przyjemnie grzejącą, tańczącą poświatą, jaką rzucał ogień. Im bliżej pochodni, tym większy cień rzucać można na przeciwległą ścianę - zero w tym magii, a czysta fizyka! W części centralnej znajdował się wielki kocioł, w którym bulgotała ciemnobrązowa, gęsta ciecz. Z naczynia wystawała ogromna, drewniana rączka - najprawdopodobniej na drugim jej końcu trwała zanurzona w miksturze łycha. Oczywiście pod kotłem tańczyły raźno płomienie ognia. Ale... Gdzie była Sypsene? Riteris stał spokojnie i majestatycznie nieopodal gara, niemniej jednak nie było w najbliższej okolicy szamanki. Albo przynajmniej nie była łatwa do zauważenia...
Wszelkie wątpliwości jednakże miały się lada moment rozwiać, albowiem oto z donośnym śmiechem wprost na Tempusa upadła Panna Ryś. Zeskoczyła zgrabnie z niewysokiej półki skalnej, lądując wprost na samcu, zwalając go z łap oraz koziołkując z nim przez chwilę. Po chwili zatrzymała się, chichocząc wesoło, jednakże - spiorunowana wzrokiem Opiekuna - pospiesznie uspokoiła się nieco, odchrząknąwszy wymownie. Wstała, przeciągnęła się lekko, stając na moment na tylnych jeno łapach, przednie wspierając na ścianie. Podeszła do ognia, przechodząc już do czworonożnej postawy, by zalać ognisko wodą.
- Nie zostawię kotła na pełnym gazie, bo mi się jeszcze eliksir zważy - zauważyła niegłośno, by zaraz odstawić na bok spore wiadro, które przed momentem jeszcze napełnione było po same brzegi bezbarwną cieczą. Spojrzała jasnobłękitnymi oczyma na wilka, by zaraz wyjaśnić pospiesznie, nazbyt wręcz szybko, ledwo panując nad tonem - coby nie krzyknąć z nagła, upust entuzjazmowi dając:
-  Maść niestety nie działa bez końca, efekty utrzymują się około dziesięciu godzin. Przy odrobinie szczęścia - dwunastu. Na tę wyprawę przyda się nam po komplecie sprawnych kończyn. Och, tak, tak! Przecież w obecnej postaci rzucać się będę w oczy, a tego nie chcemy! Pełna konspiracja! - rzekła, ostatnie zdanie niemalże wykrzykując, toteż pospiesznie zasłoniła pyszczek łapką, bezdźwięcznie zaśmiewając się z własnej siebie - co można było poznać po nieco nerwowym poruszaniu się łopatek i ramion istotki: to w górę, to w dół. Następnie odstawiła wszelkie łapki na podłoże, co trwało o tyle krótko, iż zaraz podrapała się pazurkami lewej przedniej kończyny po brodzie, jakoby zastanawiając się nad czymś.
- Gdzie ja to schowałam... - mruknęła do samej siebie w zamyśleniu. Widocznie poza tym, iż sprawiała wrażenie nader podekscytowanej wszystkim była dodatkowo niezbyt zorganizowaną personą. Idealny zwiadowca, misja zakończy się pelnym sukcesem - śmie ktokolwiek w to wątpić? Pospiesznie okrążyła w kilku susach ognisko, by sięgnąć łapkami do czegoś na kształt 'skrytki': oto bowiem pomiędzy dwoma wyrwami ukryła to, czego (prawdopodobnie!) szukała. Grzebała tam przez moment, mamrocząc pod noskiem coś do siebie: bez rozgorączkowania tudzież zniecierpliwienia, a - standardowo - ze sporą dozą rozbawienia w głosie, co kilka słów chichocząc niezbyt donośnie pod noskiem. Riteris jedynie kręcił z pobłażaniem łbem, przeprosiwszy Tempusa za kompankę.

W czasie, kiedy samica poszukiwała owego tajemniczego 'czegoś', czego szukała od chwili, po płatku ucha Tempus'a przemknęło coś zimnego, nieco chropowatego, acz oślizgłego zarazem. Oto bowiem z półki skalnej, położonej nieco-nieco ponad głową wilka, zwisało stworzenie podobne do znanych nam węży, z tą jednak różnicą, iż zamiast łusek ciało zwierzaka pokrywały ostre, mocne kolce, a za głową miało ono kępki jasnoróżowego puszku, przyjemnie komponującego się z ciemnofioletowym ciałem i jasnopurpurowymi oczkami. Kolce obecnie trwały położone po ciele, przypominając nieco uspokojonego jeżyka, który nie stroszy igieł bez powodu. Ozór istoty, który właśnie zaprzestał lizania ucha basiora, nie był rozdwojony ani nie wysuwał się raz za razem: stwór tenże oddychał zwyczajnie nozdrzami, nie za pomocą języka. Dodatkową cechą, która poza długością ciała i sposobem przemieszczania się, łączyła owe zwierzę z wężami był syk, który wydostawał się z gardełka tejże istotki.
Wężowaty stwór zsunął się z półki, upadając obok wilka. Niczym kobra wzniósł przednią część ciała, przyglądając się z zainteresowaniem obcej istocie. Łebek zwierzaka przekręcal się to w lewo, to w prawo, niemniej nie wyglądało, jakoby fioletowa istota zamierzała atakować. Mogła jedynie zaskoczyć nagłym polizaniem małżowiny wilka.


___________________________________

#7a6773
Zobacz profil autora

Tempus

avatar
Lekarz
Wilk był zachwycony mając możliwość oglądać taką jaskinię. Ogień na środku z kociołkiem jak i pochodnie ,nadawały elementu zgrozy. Całe to miejsce było takie niecodzienne i wyjątkowe ,do tego stopnia że wilk zaczął wolniej kroczyć by przyjrzeć się każdemu elementowi tego miejsca. Ktokolwiek to miejsce urządzał miał niezły gust... i chyba po części mógł się domyśleć kto to. No właśnie...gdzie jest ten ktoś ,co zadbał o wystrój? Po chwili do jego uszu wpadł znajomy jej śmiech ,który w pewnym stopniu go przeraził. Nim zdołał się obejrzeć, już turlał się z posiadaczem tego głosu. Przeszył go wstyd i zmieszanie, patrząc w bok to gdzie indziej, lecz nie musiał czekać długo by wyszedł z tej niekomfortowej dla niego sytuacji. Spojrzenie opiekuna uratowało go od niezręcznej chwili. Kiedy tylko był wolny, przetoczył się na bok i wstał, strzepując z siebie kurz i mizernie się uśmiechając. Cóż...dziwne to stworzenie jak i urocze. Miejmy nadzieję że nie będzie go nadmiernie kompromitować bo by się jeszcze zakochał od tych dziwnych chwil. Spojrzał się kątem oka na Riterisa jakby chciał powiedzieć "nie przejmuj się, jakoś to przetrwam...trzymaj za mnie kciu...łapki? "

Kiedy tak czekał na wyniki eksperymentu naszej alchemiczki, nagle poczuł jak coś smyrnęło go po uszku to też zastrzygł nim, z początku ignorując to uczucie. Po chwili powtórzyło się to uczucie to też strzepnął nim bardziej energicznie i spojrzał się ku górze by dostrzec wężyka który łaskotał go po uchu. Z początku przeszył go strach i lęk to też sparaliżowany nie ruszał się i przyglądał się stworzeniu ,nie chcąc go sprowokować. Po chwili dostrzegł że...zachowuje się dość neutralnie a może i nawet...przyjaźnie? Tempus nieco uspokoił się i obniżył postawę, pochylając nos na jego wysokość. Ciekawe...ten wąż jest całkiem zabawny. Szybko polubił nowe stworzenie. Kto wie? Może zostaną przyjaciółmi.


___________________________________
Avatar by Kassandra
Zobacz profil autora

Taharaki

avatar
Latający Doświadczony Wilk



- Pimpuś, przestań straszyć nam gościa! - skarciła wężopodobnego Sypsene, odwróciwszy na moment wzrok od wyrwy. Najprawdopodobniej gadzina była pupilem tejże istotki o rysim pyszczku. Ostatecznie znalazła ona to, czego szukała.  Zaśmiała się serdecznie i doskoczyła do Tempus'a, aby - machając mu przed nosem niewielką buteleczką z jasnobłękitnym, buzującym nieco płynem - obwieścić mu niemalże krzykiem:
- MAM! TAK, TAK! ZNALAZŁAM! - po czym zachichotała ponownie, nieporuszona ganiącym spojrzeniem czerwonawych ślepi Opiekuna. Może nawet nie zauważyła owej próby skarcenia jej osoby - bo w końcu ekscytacja niecodziennie wyglądającą substancją osiągnęła wysoki stopień stężenia, ograniczając świadome odbieranie zewnętrznych bodźców. Samica wspięła sie na tylne kończyny, po czym wykonała krótki taniec radości, przypominający harce przy ognisku w wykonaniu dość nieskoordynowanego plemienia, obarczonego calym szeregiem chorób, wpływających na nogi oraz na utrzymywanie równowagi w znacznym stopniu - kiwała się, o mało nie przewracała, ale w przód kilka kroków wykonała, dumna oraz szczęśliwa jak malo kto i mało kiedy (aczkolwiek jej ten stan zdarzał się niemal codziennie...) Aby było zabawniej, Pimpuś uniósł łebek jeszcze nieco, by następnie także pokołysać się kilkukrotnie na boki. Mawiają "jaki pan, taki pies", widocznie i w tej sytuacji to porzekadło to znaleźć może swoje zastosowanie. Wąż dodatkowo wywalił ozór, rytmicznie machając długim organem to w lewo, to w prawo.
- Och, och, och! Teraz jestem już prawie gotowa, jeszcze tylko spakować kilka rzeczy... - rzekła szamanka rozmarzonym tonem, zaprzestając szaleńczych pląsów oraz przytykając prawą, przednią łapkę do podbródka, coby podrapac się po nim znacząco. Oczywiście przykucnęła, aby trwać w nieco stabilniejszej postawie. Chociaż budowa jej ciała może sprawiać wrażenie niepraktycznej i niewygodnej, posiadała o wiele więcej atutów, niźli mogłoby się na pierwszy rzut oka zdawać; jednym z nich były np. silne nogi, poprzez wyprostowanie których mogła wybić się mocniej, wyżej, dalej aniżeli wilk o standardowej anatomii.
- Powiedz mi, dużo u was istot Twojego gatunku? - spytała, wbijając pazur w korek, trwający u szyjki buteleczki, coby następnie spowodować wyskoczenie zatyczki, czemu towarzyszył charakterystyczny, niezbyt głośny odgłos.
Pimpuś, wijąc się niczym rasowy wąż, znalazł się tuż obok Sypsene, by wspiąć się po jej ciele i owinąć wokół rudej szyi, przypominając gustowny szal, którym kark swój przyozdabiają prawdziwe damy.


___________________________________

#7a6773
Zobacz profil autora

Tempus

avatar
Lekarz
Tempus w jednej chwili odciągnął główkę do tyłu ,czując wręcz jak jej pysk niczym ostrze rozcina jego sferę prywatną. W jednej chwili jego oczka zrobiły zeza, patrząc na fiolkę ,którą machała Sypsene tuż przy jego nosie. Wewnątrz przelewała się jakaś substancja, która przykuła jego uwagę. Jakby nie patrzeć te owacje szczęścia nie wynikają chyba z odkrycia czegoś niepotrzebnego. Zapewne to co trzymała w swoich łapkach musiało mieć wielką wartość dla niej ,to też spotęgowało to jeszcze jego ciekawość. Co to może być?
-Em...jeśli mogę wiedzieć...co znajduje się w tej buteleczce i do czego to służy?
Zainteresowanie wygrało ze wstydem i spowodowało że jego wargi rozwarły się by wydobyć z nich głos. Szybko dodał ,by udzielić odpowiedzi na jej pytanie ,w końcu ona zadała je pierwsze.
-Om...u nas? Co masz na myśli? Tam skąd pochodzę czy w lesie? Bo jeśli masz na myśli miasteczko...to znikoma ilość. Wilki nie są tam mile widziane... mnie na tyle znają że mnie tolerują. Wychowałem się tam i jestem rozpoznawany jako zwierzę domowe. Aczkolwiek widziałem parę wilków...jeśli zachowujesz się jak one i nie skaczesz ludziom do gardeł to nie powinni ciebie potraktować jako przedmiot który ma posłużyć za dywan i obiad.
Tym razem nieco poważniejszy głos ,a raczej pewniejszy siebie jako że sytuacja wymaga właśnie tego. Powróciły myśli o opiekunie jak i o tym co może mu się stać jeśli nie uda im się go uratować... przeszły go nie miłe ciarki i zagryzł lekko wargę. Cała nadzieja w tej wyprawie.


___________________________________
Avatar by Kassandra
Zobacz profil autora

Taharaki

avatar
Latający Doświadczony Wilk

Sypsene zaśmiała się serdecznie w odpowiedzi na pierwsze pytanie wilka, po czym odchrząknęła wymownie, by zaraz wrzucić do torby jeszcze kilka innych fiolek, butelek i ampuł, wypełnionych płynami, proszkami i innymi substancjami, zaczynając od owłosionych pajęczych nóg (zasuszonych!), poprzez liście roślin, na nieapetycznie wyglądających papkach kończąc. Wsunęła też wgłąb torby grubą księgę... Tudzież wsunąć ją próbowała, ostatecznie bowiem okazało się, iż potężna, oprawiona w skórę, wielostronicowa "przyjaciółka" szamanki nijak się nie zmieści to wypelnionej już niemal po brzegi torby. Wywróciła oczyma, kładąc wielkie tomiszcze na podłożu oraz wydobywając z torby jedno z pudełeczek, z którego wydobyła szczyptę proszku, którym obsypała księgę, jednocześnie mruknąwszy coś pod nosem. Chwilę później tom zmalał w oczach (dosłownie!), osiągając rozmiar naparstka. Co zabawniejsze: oprawa ze skóry zdawała się odpaść, pozostając niewzruszoną na działanie pyłu.
- Szlag, znów zapomniałam o rozszerzeniu działania prochu! Widzisz... działa tylko na przedmioty pochodzenia drzewnego - wyjaśnila, spoglądając z niepewnym uśmiechem na wilka. Opiekun pokręcił tylko łbem, pożegnał się i wyszedł - widocznie cierpliwość poczciwego Riteris'a posiada swoje ograniczenia. Wyjaśnił jeszcze, że Syps zna wszelkie szczegóły wyprawy i że on sam nie jest już potrzebnym, zapewnił także, że zostawia Tempusa 'w dobrych łapach', na co szamanka zareagowała pociesznym chichotem.
- Ach, pytałeś o ten płyn! - przypomniała sobie, plasnąwszy sobie łapką w czoło. Wsunęła książkę w zdecydowanie kieszonkowym formacie do jednej z bocznych kieszonek torby, zawieszając ją na ramię. Następnie upiła solidny łyk napoju, szepnąwszy pod nosem formułkę w nieznanym basiorowi języku. Po chwili ciało Sypsene strzeliło jasnym światłem, zmuszającym Tempusa do zmrużenia oczu. Kiedy blask ustał, a samiec mógł otworzyć oczy, ujrzał...





... piękną wilczycę, nieco mniejszą od siebie, o gęstym, aksamitnie miękkim futrze o barwie złota. Długi, puszysty ogon zakończony był ciemnym znaczeniem, podobnie jak paluszki samicy, zakończony tą samą barwą. Posiadała także czarne wzory na uszkach oraz ciemny nosek. Bystre oczęta lustrowały wilka, by zaraz skupić się na czarnych paluszkach Sypsene. Zaśmiała się niezbyt cicho, by zaraz podskoczyć kilkukrotnie.
- Och, och, ooooch! To ciało jest zdecydowanie wyśmienite! Tylko... och, takie jasne? Myślisz, że będę się baaardzo rzucać w oczy? - spytała z uśmiechem, strzygąc uszkami. Działają. Machnęła zamaszyście puchatą kitą, smyrnąwszy ciemną jej końcówką wilka po nosku, by zaraz chwycić ją łapkami, przygnieść do podłoża i zachichotać pociesznie.
- Ojej, wybacz, jeszcze nie panuję nad tym ciałem tak dobrze, jak powinnam! - wyjaśniła z rozbawieniem.


___________________________________

#7a6773
Zobacz profil autora

Tempus

avatar
Lekarz
Zastanawiające te jej proszki, płyny i takie tam. Wiecie ,gdyby posiadać coś takiego i przypadkiem posypać paru ludziów, albo jakieś inne zwierzęta. Inaczej ujmując, z serii, jak stać się bogiem świata dzięki magicznemu proszkowi. Nagle wszyscy są mniejsi niż ty. Ciekawa wizja ale trochę nie pasująca do móżdżka naszego wilczka- Tempusa, który właśnie był pod podziwem tego co ujrzał na własne oczy, a konkretniej...kogo ujrzał. Przed nim stała wilczyca w dość jakby to ująć...ciekawych barwach. Wyglądała zabawnie i uroczo. Gdyby wilk był nieco bardziej podobny do mnie wydało by się "ouuuu" od tego widoku. (Przecież ona jest przesłodka *-*) ale że nie...to pozostaniemy przy spojrzeniu ,który mówiło samo za siebie. Szeroko otwarte ślepia, i lekko rozwarty pyszczek- tak ,dokładnie w taki sposób wyglądał w tym momencie nasz wilkowaty. Miał już coś powiedzieć ,ale kiedy tylko wilczyca posmyrała go po nosie, ten zalał się rumieńcem i kichnął.
-Om...eee...tak jest okey...aczkolwiek nie widziałem jeszcze wilka o takim ubarwieniu. Ludzie zaczną podejrzewać że wylądowałaś w kotle z farbą czy czymś.
Niepewnie się uśmiechnął i skulił uszka, co właściwie robił przez większość czasu, biorąc pod uwagę jego aspołeczną naturę ,która powodowała lekkie ograniczenie pewności siebie w otoczeniu innych. Tempus raczej nie był samcem alfa... i prędzej uciąłby sobie drugą łapę niźli by nim został.
-Zatem...gdzie mamy się teraz udać? Jaki jest plan? W sensie...jak mamy uratować mojego tat...pana?
Nie chciał już tu traktować jak swojego ojca, bo wszyscy mu to wytykali i nie rozumieli że była to jedyna osoba z jaką miał głębszą relację. Człowiek i wilk... oni byli taką parą wręcz. Od urodzenia się nim opiekował więc tak go nazywał. Niestety nie każdy rozumiał jego intencje, to też nie miał zamiaru używać słów których inni nie pojmą.


___________________________________
Avatar by Kassandra
Zobacz profil autora

Taharaki

avatar
Latający Doświadczony Wilk




Sypsene zdziwiło nieco to, jak nagle podstawił do zdania inne określenie. A że zawsze była szczera i bezpośrednia, nie potrafiła kryć tego typu emocji. Przekręciła zatem łepek, puszczając ogon i spoglądając nieco karcąco na wilka, unosząc lekko brewki.
- Twojego Tatę przetrzymują w jakimś opuszczonym z dawna laboratorium. Kiedyś podobno prowadzono tam nielegalne badania i eksperymenty związane z mutacjami genów ale miejsce to zostało zlikwidowane, zaplombowane czy jak to się tam u Was mówi. Z tego, co wiem, laboratorium znajduje się w promieniu 30 km od Waszego miejsca zamieszkania, wiesz, gdzie to może być? Riteris też nie zna dokładnego miejsca, jego zdolności porozumiewania się z innymi są zaburzane przez pewien minerał, którego podobno mają tam od zaj... ęczej nory - wyjaśniła, na koniec zaśmiewając nerwowo. Nie wolno brzydko mówić! Kobiecie nie przystoi.


___________________________________

#7a6773
Zobacz profil autora

Tempus

avatar
Lekarz
Zrozumiał po części spojrzenie ,które na niego padło. Przejechał zawstydzonymi oczkami to na lewo, to prawo, jakby był małym dzieckiem w szkole i właśnie dostał naganę od nauczyciela. Po chwili wsłuchując się w temat, zaczął rozmyślać o wyżej opisanym miejscu. Jakaś tajna kryjówka? Nielegalne badania? Wilk opuścił głowę z zrezygnowaniem i wypuścił powietrze z płuc.
-Wybacz, ale rzadko kiedy wychodziłem z mojego miejsca zamieszkania. Co najwyżej oprowadzał mnie po wiosce ale po za tym...
Urwał i nagle zaczął rozmyślać. Przywoływać obraz z tak nie dawna... zaledwie rok nie? W końcu czas tu tak szybko płynie ,a on ma wrażenie że spędził tu już całkiem sporą część swojego życia. Tutaj, znaczy po za tym drewniakiem gdzie kończył się jego świat gdy dorastał. Nagle spojrzał na nią, mając nadzieje że przynajmniej to pomoże.
-Wiem że raz znikł na długi wieczór i unosił się za nim charakterystyczny zapach...Nigdy niósł się za nim taki odór. Miałem wrażenie że był wręcz przeżarty chemią i wszelkimi możliwymi składnikami chemicznymi. Mógłbym spróbować go wytropić w tamtych okolicach czy coś, jednak promień 30 kilometrów to dość sporo. Wątpię abym mógł wyczuć kogoś na takim obszarze biorąc pod uwagę mój nos...jedyne co mam to jeden jego przedmiot, a dokładniej księgę ,jaką mi dał...
Wzruszył ramionami, mając nadzieję że ona coś wymyśli.


___________________________________
Avatar by Kassandra
Zobacz profil autora

Taharaki

avatar
Latający Doświadczony Wilk




Sypsene nie sprawiała wrażenia przejętej, machnęła przysłowiową łapką na to, iż wilk nie wiedział, o jakie miejsce chodzi. Zupełnie, jakby stanowiło to mało istoty fragment rzeczywistości - nie zaś element stanowiący o tym, czy człowiek przeżyje. Klasnęła tylko znów w łapki, a oswobodzony ogon mimowolnie oplótł się - wyginając niczym u dumnej kotki - wokół tylnej 'stopy'. Zaśmiała się dźwięcznie, aczkolwiek nieco ciszej, niźli jeszcze wcześniej. Wiedziala, że musi chociaż probować zapanować nad własną hiper-aktywnością, inaczej misja może zakończyć się tragicznie.
- Nic to! Nic a nic! Wynajmie się stado feniksów, turuli, rarogów czy jakie wy tam latające istoty posiadacie. W każdym razie nie ma co czekać, czas ruszać - zawołała wesolo, zaglądając do torby. Po chwili rzuciła zdawkowe "chyba wszystko", po czym powoli ruszyła przed siebie.

Najpierw zgrabnie zeskoczyła po kamieniach na podłoże, potem podeszła w stronę wodnej ściany, wsuwając w jej krople łapę. Wodospad zdawał się rozstąpić na dwie strony, a jej łapka niejako znajdowała się po środku. Syps zabrała złocistą łapkę, a oczom wilka ukazała się szpara szeroka na niespełna metr, za którą widniał korytarz - ulokowany widocznie pod jaskinią, w której mieszkała złotofutra. Prowadził ostro w dół, zapewne więc najprzyjemniej będzie użyć go niczym zjeżdżalni.
- To przejście zamknie się za pięć minut, szybko zatem. Nie bój się, na dole tunelu znajduje się ogromny kopiec owczego runa, upadek będzie przyjemnie zamortyzowany - wyjaśniła, łapką zachęcając wilka do powrotu do dawnego świata. Zabawa dopiero się zaczyna!


___________________________________

#7a6773
Zobacz profil autora

Tempus

avatar
Lekarz
Niczym w bajkach fantasy ,gdzie wodospad prowadził do jakiejś tajemniczej krainy...no w tym przypadku było to wyjście z tegoż to świata. Nie chciał stąd wychodzić ,ale jeszcze bardziej nie chciał aby jego opiekun musiał cierpieć ,bądź co gorsze zaznać śmierci...nie wybaczyłby tego sobie. Skazałby swojego własnego ojca...jedyną istotę która się nim opiekowała, na śmierć tylko dlatego że pragnął sobie pobiegać. Wilk skinął główką i postąpił zgodnie z poleceniem Sypsene. Skoczył w dół gdzie jego los miał nabrać innego znaczenia.

(wybacz za krótki post :< )


___________________________________
Avatar by Kassandra
Zobacz profil autora

Amiru

avatar
Latający Wilk




Żaden problem! Wybacz, proszę, że z konta Amiru - czas nagli i biedna się nawet przelogować nie zdążę za każdym razem.

Po kilku chwilach zjeżdżania Tempus poczuł, jak twardy tunel się kończy, a on spada z raptem pół metra wprost w miękką, usłaną owczym runem, kupę (brzydko to brzmi, lecz problem z odszukaniem odpowiedniego synonimu robi swoje, czasu coraz mniej!). Lądowanie było, zgodnie z obietnicą złożoną przez Sypsenę, całkiem miękkie oraz przyjemne. Wilczek zapadł się nieco w 'podłoże', bo te w końcu wbiło się pod naporem jego ciała, formując wygodną rynienkę, w której znalazł się wilk. Zaraz za nim z niewielkiej groty, będącej zwieńczeniem korytarza, wypadła złocista wilczyca, miękko lądując... Na samym Tempusie. BYŁO SZYBCIEJ SIĘ ZBIERAĆ, a nie lenić na miękkich tworach, ha! MG ma dobry nastrój, klękajcie narody. Oczywiście procesowi lądowania na basiorze towarzyszył radosny okrzyk:
- Z DROOOOOOGI DZIECI, ŚLEEEDZIUCH LEEEECI!!! - Bo i kimże byłaby Syps, gdyby nie dodała od siebie jakiejś żartobliwej, pozytywnej nuty. Chociaż czasami entuzjazm tejże istotki bywał uciążliwy, trudno nie zgodzić się z twierdzeniem, że - mimo wszystko - trudno jej nie lubić. Przynajmniej Pani MG tak sądzi. Tak stara sie ją wykreować.
Wilczyca pospiesznie zgramoliła się z basiora, przy okazji wbijając mu to łokieć między żebra, to zaś łaskocząc po nosie ogonem, to następnie nieopacznie przyszczypując łapkami. Znalazła się obok niego, stojąc na zapadających się we wełniste twory łapkach, próbując dostać się do okna. Tak, tak, runa było tak wiele, iż drzwi z dawna przestały być używane, zasypane owymi elementami. Sypsene przystawiła przednie łapy do szyby, czując, jak z każdą chwilą coraz bardziej się zapada, co mogło wyglądać całkiem zabawnie - zwłaszcza z wewnętrznej strony. Zupełnie, jakby pochłaniały ją ruchome piaski lub piranie pożerały kolejne centymetry tylnych kończyn. Złoty ogon powoli poruszał się na boki, po chwili jednak nie znajdował się już w powietrzu, lecz opierał o runo.
- Okej, znajdujemy się w Twojej wiosce. Tak obiecał Riteris, mam nadzieję, że nie spłatał mi psikusa? - spytała, przenosząc spojrzenie w stronę Tempus'a, jakoby w ten sposób prosząc go, by i on się rozejrzał po okolicy.

Masz prawo zadecydować o tym, czy to wioska, w ktorej się wychowywałeś, czy Riteris spłatał nam figla! Możesz też ocenić, gdzie mniej więcej znajduje się Twój dom. Pamiętaj jednak, że wraz z powrotem do Krainy, powraca mrok i inne czynniki, które opuściłeś, trafiając do Zagłebia Purpury.


___________________________________



#6aa7a5 - Ami mówi. Bo kto jej zabroni?
avatar - art & char. - Damykuna
Myślisz o fabule z którąś z moich postaci?
-> Z A J R Z Y J <-
Zobacz profil autora http://kamilejszon.fbl.pl

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 2]

Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach