You are not connected. Please login or register

Na tamtą stronę i z powrotem (o ile przeżyjemy)

Idź do strony : Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 2 z 2]

Berenika

avatar
Latający Wojownik, Przewodnik
Latający Wojownik, Przewodnik
Tym razem Berenika postanowiła sobie zrobić spacer po ziemi, ale chyba się zgubiła na nieznanych terenach. Tak to jest, jak się ląduje bez wyczucia. Co prawda mogłaby polecieć, ale po co? Nie pomyślała o tym w tej chwili. Po jakimś czasie trafiła na polanę, gdzie znajdował się fioletowy(?) basior. Pośrodku był jakiś dziwny owal... może portal? To chyba za bardzo sci-fi... albo nie. Co jest bardziej niemożliwe od ciągłej ciemności, się pytam?! Albo Ber się pyta, haha...
- Ayano, nieznajomy. Wiesz może, gdzie się znajdujemy? - zapytała, lustrując wilka wzrokiem. No, może jej coś powie... oczywiście, nie mogła wiedzieć, że ów jegomość nie posiada takiego czegoś ja kstruny głosowe.


___________________________________


Zastrzegam całą postać - by Amathaze!
Zobacz profil autora

Marano


Latający Lekarz
Bezcelowo, jak i jej towarzysze, przybyła do tego dziwnego miejsca. Wokół panował spokój, jakby czas się chwilowo zatrzymał. Dreptała wolno po twardej ziemi, bezdźwięcznie. Podążała ku dwóm postaciom w oddali. Szła z lekka przygarbiona, z podkulonym ździebko ogonem. Czuła się osaczona przez wszędobylską ciemność. Błyskała ślepiami w mroku. Wreszcie znalazła się pięć metrów przed Bereniką. Której imienia jeszcze nie znała. Jedynie userka znała Bereta. Więc spoglądała Marano na białą wilczycę z czerwonymi szczegółami, ozdobami. Całkiem ładna, być może i urocza.
- Przepraszam... Oh, gdzie moje maniery. Dzień dobry - poprawiła się natychmiastowo, unosząc lekko łeb i spoglądając wilczycy w oczy. Bo od Marano była ona znacznie wyższa. Jak każdy zresztą. - Jestem Marano, pochodzę od Ognistych - przedstawiła się. Bo tego przecież wymagała kultura. Po chwili zwróciła wzrok na samca, stojącego opodal. - Tobie też cześć, kimkolwiek jesteś. - dodała, uśmiechając się przyjacielsko.
Jej uwagę po chwili przykuł tajemniczy owal i ślady na ziemi po wilkach, całkiem świeże. Węszyła. Z nosem przytkniętym do ziemi podreptała w stronę "wielkiego koła". Trop się przy nim urywał. Patrzyła na portal przerażonym wzrokiem. I po głowie krążyło jej tylko jedno pytanie: "Cóż to jest?".


___________________________________


MOJE IMIĘ? MARANO.
MÓJ WIEK? PIĘĆ LAT.
MOJA RANGA? LATAJĄCY LEKARZ.
WYMARZONY ZAWÓD? BETA.
MOJA ORIENTACJA? HETEROSEKSUALNA.
MOJE ATRYBUTY? SPRYT, LATANIE, PIERWSZA POMOC,
WIEDZA MEDYCZNA, PONADPRZECIĘTNY WZROK
ORAZ WYTRZYMAŁOŚĆ
.
MOJA PRZYNALEŻNOŚĆ? WATAHA OGNIA.
MÓJ EKWIPUNEK? 405 KOŚCI,
SZTYLET, SMOCZA ŁUSKA
.


Zobacz profil autora

Leise

avatar
Dorosły
// Leise jest taki... Fioletowo-piaskowy :3 Bu, zaczynam się bać, moje posty są trochę krótkie ;_; //

Lesio, zapatrzony przedtem w tajemniczy owal, tak sobie bez pytania będący na polanie, drgnął nieco przestraszony, szerzej otwierając ślepia. Szybko zarzucił łepetyną za siebie, nieco, bo na tyle, ile pozwalały nici, otworzył pysk. Zaraz jednak ciekawski wyraz na jego kufie zmienił się - samiec przybrał spokojny uśmiech, pozostawiając ślepia półotwartymi. Westchnął ciężko. Bardzo ciężko. Nie zdawał sobie raczej sprawy, przynajmniej na początku, że będzie tak trudno. Bywa, trzeba się troszkę wysilić, żeby się dogadać. Pewien user, który również tutaj pisze, pewnie domyśla się, jakich sposobów na rozmowę uniknę, prawda? W końcu wyglądał na raczej rozbawionego, niż zakłopotanego, zamknąwszy powieki z sardonicznym uśmieszkiem. Obrócił się powoli, bo, jak mówi stare... Chyba stare, chińskie przysłowie:
"Ten, kto kroczy powoli, zajdzie daleko."
Zaczął biegać wzrokiem, lustrując samicę. Skrzywił się nieco. Nie z powodu jej wyglądu, bo według niego Beret wyglądał nieziemsko sympatycznie... Ale Leise na każdego ma dobre spojrzenie, nawet, jeżeli ktoś będzie naprawdę arcyłotrem. No chyba, że ludzie. Ludzie są dewastatorami na największą możliwą skalę. Żmije, bezmyślne szuje, są nikim. Chwila, zboczyliśmy odrobinkę z tematu. Otóż, skrzywił się kapkę, kiedy coś przyszło mu do głowy.

Jak ja się z tobą dogadam, panienko?

Westchnął jeszcze ciężej, niż zwykle, dostając poniekąd... Martwoty? Zanim się z resztą domyśli, to minie ruski rok, bo aspekt bycia niemym dla niego wydawał się zwłaszcza na początku tragedią, teraz jednak... za Chiny ludowe się nie domyśli. Nie domyśli się na 100%. Prawdopodobnie dlatego, że przez tą wszechobecną ciemność jego myśli ruszały się jak krew z nosa, a on wszystko robił strasznie niemrawo. No i rany go swędziały. Bardzo.
Co prawda, po tym opisie wydaje się, że wadera musiała sążniście czekać na odpowiedź, jednakże Leise dość szybko się opamiętał, zaraz przecząco kręcąc głową. Nie wiedział, gdzie byli.
Tymczasem według Lesia znikąd pojawiła się druga samica. O, rany, będziesz miał dwie kobietki tylko dla siebie, stary! Haha, nie. Basior z pewnością nie jest typem bawidamka, więc o serca to on nie zabiega. Chociaż, bycia dosyć urokliwym samcem mu nie wolno odmówić, prawda?
Przyjrzał się dokładniej szarej samicy. Co zwróciło jego uwagę? Początkowo nic, gdyby nie bycie dosyć bystrym, zapewne nie zauważyłby blizny na ciele Marano.
Przywitała tamtą... I jego też. Ale on poczuł to trochę, jakby powitanie było na takie "odwal się"... Ale to jego wyobraźnia, bo w jego wiosce wszyscy się znali... Tutaj jest rzeczywiście kimkolwiek. Niemniej, odwzajemnił uśmiech, uchylając nieco łeb.
Coś sobie przypomniał. Ah, tak, a co z portalem, proszę pana? Także, Leise wstał, odwracając się w stronę tajemniczego owalu. Podniósł łapę na parę centymetrów, próbując dotknąć tego... Tego czegoś. Po chwili zrezygnował. Nie, nie, nie, nie, poczekajmy, a może i się ktoś domyśli...
O nie! Lesio hardkor! Wsadził łapę w bok tajemniczego przejścia, by zaraz wyciągnąć ją i zbadać, czy coś mu jej nie obgryzło, jakaś rybka przykładowo. Nie, było to prawdopodobnie (!) bezpieczne przejście.
Kolejny raz obrócił łeb w stronę samic. Łypiąc na nie wzrokiem, przełknął, i z pewnym wzrokiem prawdopodobnie zachęcił je do drogi.
LESIO HARDKOR! Ale bez dziewcząt nie rusza, jeszcze się pogubią i ich coś zeżre.


___________________________________
reset dnia 17 stycznia 2015r. Dziękuję.
Zobacz profil autora

Shathow

avatar
Dowódca Wojowników
Przedsiębiorca
Drużyna 2

Kysz, Leise! Kolejka jest po to, by się trzymać. A kolejka na ten moment jest taka: Leise, Berenika, Marano, ja, wasza kochana, wszechwładna MG. I dopiero po mnie znów Leise. Ok?

Gdy wilki się zbliżyły, portal zafalował, pociemniał. Ponownie, bezszelestnie wyłoniły się z niego potrójne posągi, których obrazka naprawdę nie mam siły i czasu wstawiać. Cofnijcie się o stronę, to zobaczycie. Czas na kompie w poniedziałek to cud!
Posągi się wyłoniły, zaś portal zaległ płasko przed nimi. Ponownie zerwał się wiatr. Nic z tego, co was spotyka nie jest nowe, wszystko miała poprzednia drużyna... Cóż, pozostaje czekać, aż dotrzecie gdzieś. Wtedy dopiero będzie ciekawie.


___________________________________

[color=#9083d2]

Avatar zrobiłam sama, na podstawie prac Gorsh'y
Podoba się wam?
Zobacz profil autora

Yumi

avatar
Latający Tropiciel
Wybaczcie, nie byłam pewna jak z kolejnością, ale dobra, lecimy drużyno!
Cóż, chyba pora wziąć się w garść i przestać gdybać, przyszedł czas na podejmowanie konkretnych decyzji i pewnego działania.
Tak, Yumi zazwyczaj była cierpliwa, dosyć bezkonfliktowa. Jednak na słowa Hadesa zareagowała z cichym warknięciem. Warkot, który wydobył się z jej gardzieli był niekontrolowanym, przez co od razu skarciła samą siebie, mamrocząc coś pod nosem.
Kein miał rację. Nie powinno ich tu być. Ona sama mogła zachwycać się miejscem w jakim się znajdowali, ale powinni ulotnić się stąd tak szybko, jak to było możliwe. Zrobić to co należy do ich zadań czy obowiązków, w należnym tempie.
Chrząknęła cicho. No cóż, czyli to jej została oddana decyzja odnośnie wybrania jednej z dróg. No dobrze. Zastanawiałaby się nad pójściem w prawo albo schodami. Spojrzała w jedną i drugą z wybranych przez siebie stron. Najchętniej łapy skierowałaby jak najwyżej, jednak jej wybory pod wpływem chwili zazwyczaj nie były właściwymi, zresztą tak samo jak użytkowniczki, więc nie będzie popełniać tego samego błędu.
- No to.. nie mamy na co czekać. - Powiedziała spokojnym głosem, zawierającym w sobie nutkę entuzjazmu. Słabiej wyczuwalną niż wcześniej, ale jednak wciąż obecną. Machnęła łbem w prawo i tam też zaczęła iść.

Zobacz profil autora

Hades

avatar
Dorosły
Hades przeciągnął się leniwie, obserwując wilczycę. Czyli z odpoczynku nici, co było w sumie nietrudnym do przewidzenia - lecz nie dla kogoś pokroju Desowatego. Machnął ze zdenerwowania ogonem, mamrocząc coś pod nosem. Ruszył, co prawda, za Yumi, jednak nie zamierzał się spieszyć. Nie był pewnie świadomym niebezpieczeństw, które czyhają na śmiałków (lub nierozważnych szaleńców) na każdym kroku. W końcu przekonany był o własnej nieśmiertelności, bowiem pod skrzydłami ONEJ nic mu nie grozi. Kroczył więc spokojnie, na tyle tempo utrzymując, aby czasem nie stracić wadery z oczu. Nie chciałby się tutaj zawieruszyć. ONA co prawda dawała mu poczucie bezpieczeństwa, lecz widocznie zachowały się w nim resztki instynktu samozachowawczego. Ten nakazywał nie oddzielać się od grupy, przynajmniej, jeśli nie będzie to niezbędnym.
- Tak, też mnie to boli. Powinienem, wiem. Tak, tak. Wszystko nadrobię, obiecuję. Jak tylko ten koszmar się skończy. Tak, wrócimy do domu. Znajdę dla Ciebie tylu niewiernych, ilu będziesz chciała. Wyprujemy flaki, przygotuję koktajl z mózgowia. Zamorduję, ilu będziesz chciala. Teraz... Teraz nie wiem, jak wrócić. Nie wiem, gdzie jestem. Wybacz, ja... ja... jaaaa... - mówił pod nosem, po czym upadł na posadzkę, czemu towarzyszył huk, by przystawił łapy do uszu. Nie chciał słyszeć. Nie chciał głosu ONEJ. Krzyczała, a on nie lubił, jak na niego krzyczą... Przez moment tarzał się oraz rzucał po podłodze, klnąc niewybrednie. Po kilkunastu sekundach wstał i dogonił Yumi, by być już całkiem blisko wilczycy. Nie patrzył na to, aby nie stracić jej z oczu, lecz szedł obok, łapa w łapę, sapiąc i dysząc - ze zmęczenia i ze strachu. Strachu przed ONĄ...


___________________________________

[color=#5990bb]
Zobacz profil autora

Kejn

avatar
Latający Doświadczony Łowca
Admin
Hmmm.. czyli SBW ma jednak robotę potem.
Dobrze wiedzieć, że zostanie pierwszy wilk do testów i... pocięcia oraz sprzedania jego flaków na jakimś czarnym rynku. Jednego psychola mniej, a jego organy może ocalą komuś życie. Lepszy to deal aniżeli pozwolić mu kogoś zabijać.
- Nie spodziewaj się, że nie będę cię śledzić. Nic się nie ochroni. - rzucił w stronę Hadesa.
Niech wie co go czeka.
Więc w teorii plan jest. To dobrze. Wilk miał co prawda zamiar ruszyć do prawego odbicia, ale czemu tego nie zrobił to nawet nie opłaca się pytać. (Ta, sens tego zdania).
Ale ciekawa drużyna to była szczerze mówiąc. Psychol, wojownik oraz tropicielka.
Każdy inny.
Co tu się może nie udać? Otóż wszystko. Zobaczymy właściwie jak to będzie niedługo. Wpierw trzeba gdzieś dojść, ale basior nie miał zamiaru podążać za resztą. Właściwie wolał iść jednym z korytarzy.. no cóż, w każdym razie nie poszedł za resztą.

Zobacz profil autora

Shathow

avatar
Dowódca Wojowników
Przedsiębiorca
Drużyna 1

W prawym korytarzu były drzwi. Za drzwiami - korytarz skręcający w lewo. W połowie korytarza, po prawej, drzwi. Kolejne drzwi na końcu korytarza.
Na całej lewej ścianie mogliście zobaczyć przepiękną mozaikę z drogich kamieni i złota, z zadziwiającą jak na tę technikę dokładnością przedstawiającą wielką ucztę bogów i śmiertelników, przy jednym stole. Wyszukane, egzotyczne potrawy, miseczki z wonnymi kadzidłami, radość bijąca z pyska każdej sylwetki... Mozaika z pewnością miła dla oka.
Co ciekawe, na stole stała wyłącznie czysta woda w charakterze napojów. Tylko w jednym kielichu dostrzec można było czerwone wino. Właściciel kielicha spał, oparty o krzesło, choć i na jego pysku trwał uśmiech.
Co robicie dalej? Skręcacie w drzwi po prawej? Idziecie do końca korytarza? A może obie rzeczy na raz, rozdzielicie się? Do wyboru, do koloru.


___________________________________

[color=#9083d2]

Avatar zrobiłam sama, na podstawie prac Gorsh'y
Podoba się wam?
Zobacz profil autora

Berenika

avatar
Latający Wojownik, Przewodnik
Latający Wojownik, Przewodnik
//Teraz moja kolej? Bo Lesio już napisał... Jak nie, to przepraszam. ;-;//

Rzuciła nowoprzybyłej krótkie "dzień dobry". Dodatkowo, szybko zrozumiała, że samiec chyba nie może mówić. Również przyjrzała się owalowi, gdy wtem... Ber odskoczyła, gdy coś dziwnego zaczęło się dziać z portalem. I wtedy pojawiły się posągi... przyjrzała się im, po czym spojrzała na resztę grupy. Ciekawość pchała ją do tego, by wejść do portalu, ale sama tego nie zrobi. Aż taka naiwna nie była. Poza tym, chyba ów wilk już też chciał wejść tam. No, może coś ciekawego ich tam czeka...
- Nieznajomy i Marano... ryzykujemy? - rzuciła ku nim, uśmiechając się krótko. - To znaczy, wskakujemy do portalu?
Z góry piszę, że gdy tamci wskoczą, to i Berenika to uczyni. Po prostu pójdzie sobie za nimi.


___________________________________


Zastrzegam całą postać - by Amathaze!
Zobacz profil autora

Marano


Latający Lekarz
Odskoczyła w tył, kiedy z portalu wyłoniły się posągi. Towarzyszyło temu ciche piśnięcie, wywołane ogromnym strachem. Podkuliła lekko ogon. Spoglądała na trzy nieruchome postacie, a jej ciałko drżało. Uważnie zapamiętywała każdy szczegół. Być może przyjdzie kiedyś odtworzyć ich obraz lub... lub coś innego. Lepiej dmuchać na zimne. Miała ochotę pacnąć łapą jeden z posągów, ale ilekroć takowa chęć ją nachodziła, tylekroć odsuwała się na kolejne dwa kroki.
Nie! Wybij to sobie z głowy!
Zastanowiła się przez chwilę nad tym wszystkim. Wejście do portalu równało się wielkiemu ryzyku utraty zdrowia lub nawet życia. Może teleport ten przeniesie ich do innego wymiaru, na przykład do drugiego, gdzie wszystko ponoć jest odwrotne niż w ich pierwotnym. Lub do innego z pozostałych dziewięciu. Chyba dziewięciu. Przez chwilę pogrążyła się we własnych myślach. A potem potrząsnęła lekko łbem, jakby próbowała się wybudzić z jakiegoś transu.

- Trzeba się przekonać, dokąd to przejście prowadzi, więc... chodźmy. - skinęła lekko łbem, jakby chcąc samą siebie upewnić, iż to powiedziała. Bo tak naprawdę to w swym wnętrzu drżała cała. Żołądek obrócił jej się o sto osiemdziesiąt stopni. Serce przyspieszyło swój rytm.
Zamknęła oczy, wzięła rozbieg i popędziła przed siebie. Wskoczyła dzielnie do portalu. Miała nadzieję, że jej towarzysz i towarzyszka nie wystawią jej i nie zostaną tam. A nadzieja przecież zawsze umiera ostatnia. Póki co nie miała zamiaru otwierać oczu. Zbytnio się bała. Bo co zobaczy? Piekło, raj, może świat do góry nogami? Wszystko było możliwe, a bujna wyobraźnia Baranicy płatała jej w tej chwili niezłe figle.


___________________________________


MOJE IMIĘ? MARANO.
MÓJ WIEK? PIĘĆ LAT.
MOJA RANGA? LATAJĄCY LEKARZ.
WYMARZONY ZAWÓD? BETA.
MOJA ORIENTACJA? HETEROSEKSUALNA.
MOJE ATRYBUTY? SPRYT, LATANIE, PIERWSZA POMOC,
WIEDZA MEDYCZNA, PONADPRZECIĘTNY WZROK
ORAZ WYTRZYMAŁOŚĆ
.
MOJA PRZYNALEŻNOŚĆ? WATAHA OGNIA.
MÓJ EKWIPUNEK? 405 KOŚCI,
SZTYLET, SMOCZA ŁUSKA
.


Zobacz profil autora

Shathow

avatar
Dowódca Wojowników
Przedsiębiorca
Portal pochłonął Marano, a następnie Berenikę. Leise słówkiem o wskoczeniu nie wspomniał, więc zakładam, że tego nie zrobił.
Nasze dwie piękne wadery spadały. I to dość długo, bo dobre pół godziny. Dość czasu, by przemyśleć swoje życie ze trzy razy.
Z portalu wypadły w otwarte niebo, które wydawało się znajdować pod nimi. Nad nimi chmury.
A potem grawitacja się odwróciła, góra stała się dołem, powstała wilcza kanapka. Na dole Berenika, na górze Marano.
Miękkie chmurki sprawiły, że lądowanie Ber było całkiem komfortowe. Marano, lądująca na towarzyszce, miała nieco mniej szczęścia.
A gdzie się znalazły? Cóż, w niebie najwyraźniej. Chmurki, słońce... Było ciepło, jasno i miło. Dla niewidzących od dawna światła wilczyc istny raj!
Trop drugiej drużyny można było znaleźć i tutaj.


___________________________________

[color=#9083d2]

Avatar zrobiłam sama, na podstawie prac Gorsh'y
Podoba się wam?
Zobacz profil autora

Yumi

avatar
Latający Tropiciel
Po grzbiecie Białej przeszedł silny, nieprzyjemny dreszcz wywołany słowami Hadesa. Nie, z pewnością to co mówił wilk nie było normalnym. Z pewnością powodowało, że czuła się dość niekomfortowo, mało bezpiecznie. I zaczynała się zastanawiać czy na pewno trwanie w grupie wyjdzie na lepsze. W momencie upadku basiora zatrzymała się i odwróciła szybkim ruchem łeb w jego stronę. Musiała upewnić się czy przypadkiem źródłem huku nie jest coś innego i niechcianego. Odetchnęła z ulgą. Będąc szczerą chyba wolała jednak tę wersję, aniżeli mieliby spotkać się z czymś nieznanym. Że się powtórzę w Yumisiowej głowie.. Kein miał rację, nie powinno ich tu być. Nie powinni też zwracać niczyjej uwagi, a z tym jak widać było juz trudniej.
Wadera przeżywała w tym momencie swojego rodzaju wewnętrzny dylemat. Zachowanie Hadesa jednocześnie ją przerażało, ale i powodowało coś.. co nakazywało jej się upewnić czy z samcem jest wszystko dobrze. Cóż, może to ona i Kein mieli złe podejście? Może jednak powinni traktować go w jakiś inny sposób? Może bardziej poważnie? Może po prostu powinni go potraktować w sposób bliżej określany "należytym"..
I jesli dobrze rozumiem końcówkę postu Keina, to ten się odłączył. No chyba, że to kwestia nie postawionego przecinka. No ale dalej opierając się na poście naszej MG, zakładam, że jednak zostali w trójkę.
Yumi lekko popchnęła drzwi, napierając na nie barkiem. Te zaś bez przeszkód ujawniły im to, co znajdywało się za nimi. Uchyliła delikatnie pyszczek. Niby widziała wciąż to samo, jednak gdzieś podświadomie dalej nie mogła wyjść z zachwytu. Wiadomo - bogowie, należy się im bogactwo godne ich.. boskości. Ale podczas swojego wilczego życia, nigdy wcześniej nie miała okazji ujrzeć czegoś takiego na własne oczy. Lekko przyspieszając kroku podeszła do mozaiki, w głowie userki będąc więcej niż miłą dla oka - ale może to kwestia dosyć wybujałej wyobraźni. Czerwonymi oczami lustrowała całą ilustrację, zwracając uwagę na każdy z szczegółów. Zauważając nawet różnicę w serwowanym na obrazie napoju, gdzie w jednym z kielichów było wino. Cóż.. czyli jednak kiedyś bogowie i śmiertelnicy nie tyle co żyli w zgodzie, ale i mogli choć w jakiejś części stawiać się na równi.
Uśmiechnęła się delikatnie jakby sama do siebie. Niewątpliwie - trzeba zagęścić ruchy. Machnęła energicznie ogonem, spojrzała na swoich towarzyszy i odwróciła się w stronę drzwi, znajdujących się na końcu korytarza, tam też zaczęła iść.

Zobacz profil autora

Hades

avatar
Dorosły
Słowami czarnego wilka się nie przejal. Nie po raz pierwszy słyszal tego typu groźby czy ostrzeżenia i pewnie też nie po raz ostatni.

Hades zaś nie zamierzał udawać się na koniec korytarza bez sprawdzenia, co znajdowało się w pozostałych pomieszczeniach. Zatrzymał się zatem przed drzwiami, które najprawdopodobniej Yumi minęła, kierując się na koniec korytarza. Rozejrzał się dookoła. ONA kazała iść w prawo. ONA ostrzegała przed korytarzem, wyraźnie dając znać, że nie powinien podążać za Tropicielką. Hades nie pomyślał nawet przez chwilę o tym, że być może ONA zwyczajnie pragnie jego śmierci. W końcu służył jej, a sługów się pozbywać nie powinno. Sama by sobie nie poradziła, bo w końcu nie posiadała własnego ciała.
- Bogactwo, taaa, gardzę - mruknął jedynie pod nosem, otwierając drzwi znajdujące się po jego prawej stronie, nie przejmując się mknącą do końca korytarza samicą.


___________________________________

[color=#5990bb]
Zobacz profil autora

Kejn

avatar
Latający Doświadczony Łowca
Admin
''Gardzić bogactem w momencie kiedy jest się powalonym psychicznie.''
- Poczekam chwilkę i dam znać jak będzie coś nadchodziło. Lepiej abym sprawdził tyły wam aniżeli żeby nas zaszli.
Tak też i on wolał wyczekać przeciwników. Jeśli ma paść tylna linia to lepiej aby stało się to jak najpóźniej. Czasu trzeba im dać niestety jak najwięcej.
Ile to potrwa.. dzień może dwa, a może i uporają się z tym w zaledwie kilka minut i wszystko będzie dobrze? Miał taką szczerą nadzieję, ale jednocześnie była ona totalnie zgubna.
Zobaczymy jak to będzie z tym wszystkim. Niestety problem również polegał na braku weny usera. Koniec i tyle.

Zobacz profil autora

Shathow

avatar
Dowódca Wojowników
Przedsiębiorca
Drużyna 1

Z tego, co zrozumiałam, Yumi drzwi nie otworzyła. Jak otworzy, zastanie za nimi schody w górę. Marmurowe, oczywiście, zdobione złotem.
Hadesio zaś za swymi drzwiami dostrzec mógł ogromną salę balową, pod ścianami której stały stoły zastawione zastawą z najznakomitszym jadłem.
Stały stoły zastawione zastawą. Szedł Sasza suchą szosą. Kto powtórzy?
Kein'a nic nie niepokoiło. Wszystko było cicho i spokojnie, nikt nikogo nie zachodził od tyłu.
I to w sumie tyle.


___________________________________

[color=#9083d2]

Avatar zrobiłam sama, na podstawie prac Gorsh'y
Podoba się wam?
Zobacz profil autora

Alastair

avatar
Latający Wilk
Zdecydowanie w Krainie nie działo się dobrze - i to już od dawien dawna. Alastair, jako istota obdarzona względnie wysokim poziomem moralności oraz sumieniem, nie pozwalającym, by siedzieć i przyglądać się jeno cierpieniom istot wszelakich, nie pozwolił sobie na nicnierobienie - chociaż to do niego właśnie (ku jego rozpaczy) uciekała się znaczna część mieszkańców. Alastair wiedział doskonale, że siedząc jedynie i oczekując dalszego rozwoju wydarzeń, niczego nie osiągną. Postanowił więc działać, chociaż nie miał jeszcze sprecyzowanego planu owego działania. Nie wiedział ani, co dokładnie się dzieje, ani - tym bardziej - jak można by temu zapobiec. Wybrał się zatem na patrol, oblatując Krainę i próbując dostrzec wszystko to, co niepokojące - a ze względu na ciemność było to wyraźnie utrudnionym.
Znajdując się ponad opisaną powyżej łąką odniósł wrażenie, jakoby znajdowało się tam coś niecodziennego; srebrna skierka przemknęła po podłożu. Najprawdopodobniej kątem oka dostrzegł skrawek owalu, jednak na tyle ulotna była to chwila, iż nie był w stanie dokładniej zorientować się w tym, czymże było dziwne 'coś'. Zniżył lot, by zatoczyć okrąg dookoła łąki, następnie wylądował miękko, niemalże przed samym srebrzystym owalem. Jako mag przeczuwał, że to kwestia 'nie z tej ziemi', jednak nie był pewien, co powinien zrobić. Złożył jasne skrzydła, zbliżając się do portalu niemalże na wyciągnięcie łapy. Czuł niecodzienną energię, moc, której nie sposób opisać znanymi nam słowami. A może tylko mu się wydawało? Ostatnio źle sypiał, a i czasu na drzemki poświęcał zbyt mało, by w pełni wyeliminować ryzyko omamów czy innych efektów ubocznych przemęczenia.


___________________________________

AUTOR AVATARA: SAICCU
#63bde0 - kolor dialogu
Myślisz o fabule z którąś z moich postaci?
-> ZAJRZYJ <-
Zobacz profil autora http://kamilejszon.fbl.pl

A'lel

avatar
Bóg Nocy
Może Keina nic niepokoiło, ale A'lel owszem, wszystko nie niepokoiło. Święte miejsce zostało naruszone, a ona czuła to każdym milimetrem swego ciała. Czuła, że nadejdzie ten czas kiedy wtargną. No bo po cóż inaczej powstałyby portale? I to z JEJ wizerunkiem. Kto wpadł na ten chory pomysł? A, no tak, ona.
Z portalu nie korzystała, nie chciała wpaść na bandę wilków z samego początku. O ile to wilki wkroczyły na tereny jej posesji... No ale któż by inny? Otóż przybyła drogą lotną, z samego dołu na samą górę. Szybowała bezszelestnie nad świętym miejscem aż mniej więcej rozeznała się w sytuacji.
Zapewne znacie te przysłowie; "wszystkie drogi prowadzą do Rzymu", otóż w tym pałacu wszystkie drogi prowadzą na plac. A więc jakie miejsce jest idealne do poczekania na nieproszonych gości? Tak, dokładnie! Dobrze myślicie, otóż plac.
Cichutko i jakże nieefekciarsko wylądowała w tymże przestronnym miejscu. Zewsząd otoczony jest on murami pałacowymi. Można mu się również przyglądać z balkonów, które również otaczały ten mały kwadracik chmur. A co było na tym kwadraciku? Drzewa białe niczym śnieg o złotych liściach, które nieustannie opadały i równie szybko odrastały. Ziemia pokryta grubą warstwą szeleszczących rzeczy utrzymywała ten sam poziom grubości, przez co łatwo można się domyśleć, że od czasu do czasu ów niesforne listki znikały. A co się z nimi działo? Nawet A'lel tego nie wie. Być może to odwieczny Tetris, który nie ma prawa się zakończyć? A może to dzisiaj, dzisiaj jest jego dzień ostateczny? Cóż za dramatyczne przeżycia czekają tą, w tym przypadku naturalną grę.
Bogini rozejrzała się bacznie wokół szukając dogodnego miejsca na skrycie się bądź czekanie. Wybrała to drugie. Usiadła na ławce z jasnego drewna, która znajdowała się tuż przy delikatnej fontannie, na środku placu.

Zobacz profil autora

Yumi

avatar
Latający Tropiciel
No cóż, więc krótko, konkretnie i na temat, ze względu na zdrowotny stan użytkowniczki, który mógłby być o niebo lepszy. Ale jak to w jednej piosence happysadu "tylko nie mów mi, że chcieć, to móc", więc w zasadzie, na co ja liczę?
Yumiśka pchnęła pyszczkiem drzwi, a te ponownie uległy bez większych komplikacji. Rozejrzała się dookoła, jeszcze raz oglądając się za siebie, po tym jak dotarły do niej słowa Keina, a przy okazji gdy zorientowała się, że już nie słyszy za sobą kroków Hadesa. Przytaknęła łebkiem, jakoby sama do siebie. Zadarła głowę w górę i bez większego rozpisywania się po prostu po nich wchodziła.

Zobacz profil autora

Shathow

avatar
Dowódca Wojowników
Przedsiębiorca
*wtrąca się w nie swoją kolej*

Dobrze więc. Leise, z uwagi na opóźnienia lądujesz w 3 drużynie. Na ten moment składy wyglądają tak:
Drużyna 1
- Yumi
- Hades
- Kein

Drużyna 2
- Berenika
- Marano

Drużyna 3
- Leise
- Alastair

Posty drużyn mogą się przeplatać, słowo honoru, nie pogubię się. A'lael nie obowiązuje kolejka - pisz, kiedy i ile chcesz.

*koniec wtrącania się*


___________________________________

[color=#9083d2]

Avatar zrobiłam sama, na podstawie prac Gorsh'y
Podoba się wam?
Zobacz profil autora

Hades

avatar
Dorosły
Bogactwem może i gardził, bo chłopak z niego prosty, kasy potrzebuje tyle, by napełnić brzuch. Potrzeby wyższe były mu praktycznie obcymi, nie gonił za samorealizacją czy czymkolwiek innym, co niezbędne do funkcjonowania istotom inteligentnym. Tak, wniosek słuszny, nie grzeszył intelektem, chociaż miewał lepsze momenty - był wtedy całkiem sprytny, choć może nie bylo go stać na cięte, błyskotliwe riposty. Zwykł też do tego, by brać to, na co miał ochotę. Pechowy zbieg okoliczności, bowiem akurat był głodny. Oblizał kufę, wskakując łapami na stoły, zaglądając w każdy w zasadzie półmisek i kosztując wszystkiego, co się napatoczyło. Miejmy nadzieję, że to bylo świeże oraz niezatrute, bo Desia nieco - mimo wszystko - szkoda. Miły chłopak.
- Co za żarłoki tutaj mieszkają i sknery, dzielić się nie mogą. To wysłannicy morderczej cziłały. Meksykańskie szuje, one znane są z apetytu przekraczającego normy - mruczał do siebie pomiędzy kolejnymi daniami. Ostatecznie jednak pojadł w koncu, bo umiar miał i nawet za darmo nie żarł więcej, niż potrzeba, aby się najeść. Może instynkty podpowiadały, że przesadna żarłoczność powoduje ociężałość i ospałość? Z pewnością zły to moment, aby sobie na nie pozwolić.


___________________________________

[color=#5990bb]
Zobacz profil autora

Kejn

avatar
Latający Doświadczony Łowca
Admin
Czas więc minął. Nie ma sensu zostawać aż tak długo z tyłu skoro osłanianie ''pleców'' kogoś kto już może nie żyć.. nie ma zbytniego sensu szczerze mówiąc.
- Dobra, koniec stróżowania. Najwyżej się coś stanie i tyle. - rzucił ze śmiechem.
W sumie to była prawda, bo czegoś takiego oczekiwał. Jakiegokolwiek dobrego posunięcia.. coś.. coś co by w końcu rzuciło chociaż trochę światła na sprawę pozbycia się tych bogów z Krainy.
Tak więc jego decyzja była prosta - poszedł za Yumi, bo nie sądził aby nasz Hades był na tyle ''bezpieczny'' żeby podróżować trochę dłużej przy nim.
Szczerze mówiąc wiedział, że akurat psychopata taki jak on sobie poradzi bez większego problemu. Jeśli się mylił to mówi się trudno.
Nie obchodziło go życie tamtego.
Miał swoje. Długie i nie do końca piękne, ale miał i nie chciał go jeszcze tracić.
Tyle.

Zobacz profil autora

Shathow

avatar
Dowódca Wojowników
Przedsiębiorca
Mimo zgłoszonej nieobecności i braku lapka...

Drużuna 1

Yumi wspinała się po schodach... Choć po pierwszym zakręcie, gdy drzwi zniknęły jej z oczu, wydawać się może, że stoi w miejscu - mimo dłuższej wspinaczki nie natrafiła na żadne drzwi, nic, co wskazywać by mogło koniec schodów.
Kein za nią, tak? On więc również ulegał temu złudzeniu. Mogłoby się wydawać, że idą tak już godzinami, jeśli nie latami, a krajobraz wcale się nie zmieniał - czarny basior wciąż widział tylko białe ściany, białe schody, złote zdobienia i zadek Yumi.
Hades'owi nic nie przeszkadzało w konsumpcji. W końcu to może być jego ostatni posiłek, nie? Niech się biedak naje do syta.


___________________________________

[color=#9083d2]

Avatar zrobiłam sama, na podstawie prac Gorsh'y
Podoba się wam?
Zobacz profil autora

Shathow

avatar
Dowódca Wojowników
Przedsiębiorca
UWAGA!
KOLEJKA NIE OBOWIĄZUJE.


___________________________________

[color=#9083d2]

Avatar zrobiłam sama, na podstawie prac Gorsh'y
Podoba się wam?
Zobacz profil autora

Shathow

avatar
Dowódca Wojowników
Przedsiębiorca
Z uwagi na brak jakiejkolwiek aktywności zamykam wyprawę. Każdy otrzymuje 50k.

Obudziliście się wszyscy na polanie, z której wyruszyliście. Portal zniknął.


___________________________________

[color=#9083d2]

Avatar zrobiłam sama, na podstawie prac Gorsh'y
Podoba się wam?
Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 2 z 2]

Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach