You are not connected. Please login or register

Zwykłe Jezioro

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Go down  Wiadomość [Strona 5 z 7]

101 Re: Zwykłe Jezioro on Pon Lis 10 2014, 22:23

Arya Aemon

avatar
Latający Wilk
Biała... Nie. Teraz czerwona od krwi wadera pojawiła się nad jeziorem, by spróbować usunąć z siebie gęstą, kleistą ciecz. Do jej uszu doszła czyjaś rozmowa, odwróciła głowę i ujrzała trzy wilki. Na początku się przestraszyła i zawahała. Stała przez chwilę ukryta w krzakach, zastanawiając się czy wyjść czy nie. Postanowiła, że powoli skieruje się w stronę wody i obmyje, może jej nie zauważą. Jak postanowiła tak zrobiła. Nieśmiało ruszyła w stronę jeziora, a kiedy była już w wodzie zaczęła powoli usuwać z siebie gęstą warstwę krwi.

Zobacz profil autora

102 Re: Zwykłe Jezioro on Pią Lis 14 2014, 17:08

Alastair

avatar
Latający Wilk
Na tle ciemnego, mrocznego nieba zamajaczyła beżowa sylwetka. Zbyt wielka na ptaka, na smoka zaś za mała. Kimże był ten osobnik, który śmie się pojawiać nad jeziorem, mącąc zaiste spokój (a może wcale nie?) tu obecnej wilczycy? Wilk. Obdarzony pierzastymi, rozłożystymi skrzydłami oraz posiadający dar lotu. Może to i nie w pełni logiczne czy sensowne, niemniej tak właśnie było. Wylądował miękko całkiem niedaleko samicy, chociaż zdawał się nie zwracać na nią większej uwagi. Podszedł prosto do jeziora, przednie łapy wsadzając do wody i opierając się mocno oraz pewnie na nich. Coś było nie tak. Z ostatnią kąpielą w niedaleko położonym Jeziorze Zmian wiązała się chyba nie tylko przemiana wewnętrzna oraz modyfikacja wyglądu, lecz także wyzwolenie pewnego skarbu, od narodzin spoczywającego w jego ciele.
Magia. Żywioł Ognia. Alastair powoli odczuwał jego obecność coraz bardziej, dobitniej oraz pewniej. Jakby wewnętrzna energia koniecznie chciała zaznać ujście, przy okazji rozgrzewając go od środka. Miał wręcz wrażenie, jakoby wszelkie organy wewnętrzne zapalały się, jeden po drugim, parząc trzewia. Na razie nie radził sobie z żywiołem w pełni, będąc w stanie wyzwalać jeno nieduże jego 'ładunki' pod postacią małych oraz nie zawsze w pełni kontrolowanych promyków.
- Niech to piorun trzaśnie! - zaklął niewybrednie pod nosem, oddychając ciężej z każdą chwilą. Ostatecznie próby ochłodzenia organizmu nie odniosły skutków, a nie widziało mu się w całości zanurzać w wodzie, kiedy wokół panowała nieznośnie niska temperatura. Zapalenie płuc nie jest tego warte! Cofnął się poza obszar jeziora, przysiadając i przednią łapkę (mokrą, wciąż) przykładając do jasnego futra na piersi samca. Szybko parowała, co mogłoby świadczyć o gorączce.
- Api neraka, meninggalkan pada akhir hamba hina itu untuk menghapuskan beban dari dia dan memperoleh kekuatan.* - szepnął, odsunąwszy łapę od własnego torsu, kierując jej 'dłoń' w stronę jakiejś suchej trawy, która najwidoczniej nie zniosła zbyt trudnych warunków klimatycznych. Zaraz też za gestem łapki ruszył mały płomień, zapalając nieco sianka. Alastair poczuł się odrobinę lepiej, niemniej jednak wiedział, iż ulga ta nie jest długotrwałą. Nie przejmował się tym jednak.

* malajskie: "Ogniu piekielny, opuść w końcu sługę swego uniżonego, by brzemię z niego zdjąć i siły zwrócić."


___________________________________

AUTOR AVATARA: SAICCU
#63bde0 - kolor dialogu
Myślisz o fabule z którąś z moich postaci?
-> ZAJRZYJ <-
Zobacz profil autora http://kamilejszon.fbl.pl

103 Re: Zwykłe Jezioro on Nie Lis 23 2014, 02:37

Noish

avatar
Dorosły
Zaś do tanga trzeba trojga, wiecie? Zatem pustka wynikająca z braku trzeciego muszkietera nabierała właściwości przyciągających, przyciągała i przyciągnęła. Obraz zwyczajny, nieszkodliwy najprawdopodobniej, bo spokojny. Niewysoko trzymał głowę, wyglądało raczej na to, że co chwila sięga nosem ku ziemi, by zbierać z niej poszlaki, tropy. Dlatego szedł w leniwym tempie; między innymi - szło jednak i o to, że chciał odpokutować swoją nieobecność, poświęcając Krainie dużo czasu, wcale nie tak bezcennego. Czuł się zmobilizowany do zgłębienia wszystkich jej obszarów. A w miarę możliwości również do zamienienia paru słów z mieszkańcami, tak dużą ich liczbą, jak tylko okaże się to możliwe przez lata, które przyjdzie mu przeżyć. Tutaj, oczywiście.
Czego mógł szukać? Czego szukał? Do czego miały prowadzić go ślady? Rzecz prosta, oczywista i nieomal widoczna oraz namacalna, jeśli uwzględnić, że z postury wilczka emanowała tęsknota. Zmierzał ku komuś, nie czemuś. Sugerując się tym razem miną, można było jednakże wywiedzieć się, iż pragnienie nie ma się wcale a wcale ku spełnieniu. Nic nie wskazywało na to, by leżało to jako podstawa naprawdę zabójczego bólu, ale akurat młodzian mógł mieć uczucia mocno utwierdzone w swym środku, bez szans na wyrywanie się na zewnątrz, przyjść na świat jako aktor godny przypisanej mu sceny i aktów. Z drugiej strony nic nie było bardziej widoczne niż fakt, iż całego samca wzięło w okowy nerwowe napięcie, zamykając w hermetycznym okręgu tegoż wspomnianego pragnienia.
Była to przez pewien czas prawda, gdyż w jego oczach świat, który widział kątem, zamarł w pełnym wyczekiwaniu bezruchu, jak i sekundy przestały płynąć, coby zlepiać się w minuty, po nich w godziny, aż do lat. Rzeczywistość nie mieściła się w perspektywie. Dopiero poczuwszy zapachy istot nie dość, że żywych, to jeszcze jemu podobnych, zatem zobowiązujących go według ichniego kodeksu moralnego do okazania czegoś ponad obojętność, uświadomił sobie, że oprócz Yumi ktoś na świecie jest. I z większym zdziwieniem - że Yumi całym światem do końca nie jest. Na razie będzie musiała wciąż pozostać w stanie oczekiwania. Biedna. Lecz on też czekał i bólem niecierpliwości odkupował winę; a mimo to karmił się zarazem obrazem drogiej opiekunki i wyciągnął z niego radość, toteż pozwolił sobie nawet na uśmiech na kufie. A potem mimochodem rozważył ułowiony zapach spalenizny. Jeszcze moment potem poznał już tajemnicę jego pochodzenia - do uczynienia tego oczywiście musiał znajdywać się w pobliżu, tak zresztą było.
- Nie miej mi tego za złe, że spytam. Co czynisz? - mruknął wbrew woli po części, zaś na pewno niezgodnie z etykietą. Nie skłamie ni pomyli się, kto stwierdzi, że ciekawość wzięła nad wszystkim górę. Krokiem ostrożnym, anemicznym przysunął się na tyle, by móc zezować ciekawie na wilka po pierwsze, na zajścia skumulowane wkoło jego łap po drugie. Nie przejął się nawet za mocno tym, iże wychodzi na głodnego widowisk sępa. Może tak tego nie odczytają, a może odczytają, wtedy usprawiedliwi się argumentem, iż prawo do wykroczeń od czasu do czasu przyznane każdemu. A za zgubienie "dzień dobry" i kilku średnio poważnych uchybień kulturze, która szczytu chamstwa nawet nie mają szans mu zdobyć, nie trafi się do więzienia, na Sybir, pod ziemię. W ogóle poza jedną opinią niczego to nie zmieni, choćby wypadł najgorszy scenariusz. Tak w każdym razie mówią rachunki prawdopodobieństwa. W wyjątkach od nich mieszczą się spotkania z osobami nieprzeciętnie groźnymi. Ale ten tu jegomość posiada wyłącznie jakieś konszachty z ogniem. Co w tym dziwnego?


___________________________________
RESET miejsc na postaci.
Zobacz profil autora

104 Re: Zwykłe Jezioro on Nie Lis 23 2014, 23:38

Alastair

avatar
Latający Wilk
Krótki był to i nietrwały czar; zaraz bowiem zarówno powróciło złe samopoczucie Alka, jak i niemrawy, ledwo powstały płomyczek zatracił swej żywotności. Trzeba się doszkolić, poznać aspekty czarowania na innej drodze, aniżeli samo studiowanie zakurzonych, dawno nie używanych, zwiniętych z jaskini ojca ksiąg.
Obecności 'kogoś jeszcze' był świadomym, jednakże czymże była obawa o wyprowadzony na jego osobę atak w obliczu rozpalającego ciepła, wywołującego poczucie, iż lada moment organy wewnętrzne najzwyczajniej zaczną się topić, niczym narażone na ciepło żarówki, na lampce nocnej położone, plastikowe worki? I ten smród... Dość retrospekcji userki, wiele głupot niechcący się narobiło (a jeszcze więcej całkiem świadomie oraz dobrowolnie - w piekle już na mnie czekają). Brak ogłady nie wywołał na beżowym samcu najmniejszego wrażenia; może by się i przejął jeszcze kilka miesięcy temu - ale nie dzisiaj, nie jutro, nie w najbliższym stuleciu. Sporo się zmieniło w ostatnim czasie - ku zadowoleniu Alka i w jego mniemaniu tylko i wyłącznie na lepsze. Już żadne babsko nie zawróci mu w głowie, nie osłabi, nie pomnoży i tak już sporej liczby posiadanych kompleksów.
- Ćwiczę - odparł zdawkowo, odwróciwszy niespiesznie łeb, potem zaś całe ciało, tak, aby swobodnie i ze względną łatwością spojrzeć na swego rozmówcę. Nie oszczędził mu oczywiście przy tym niewybrednego spojrzenia, którym - nie dbając wcale o dyskrecję - omiótł cała sylwetkę przybysza. Nie poznał go wcześniej, chyba. Mam wrażenie, że znała go Amiru - powiedz, proszę, czy to jeno wrażenie?


___________________________________

AUTOR AVATARA: SAICCU
#63bde0 - kolor dialogu
Myślisz o fabule z którąś z moich postaci?
-> ZAJRZYJ <-
Zobacz profil autora http://kamilejszon.fbl.pl

105 Re: Zwykłe Jezioro on Sob Lis 29 2014, 19:50

Noish

avatar
Dorosły
Noish, gdyby pewne elementy jego charakteru miały się inaczej, miałby predyspozycję na dobrego przyjaciela. Najpewniej dobrego, bo szczerego. Co prawda z tej samej przyczyny mógłby być (a raczej był) osobą kłopotliwą, może złośliwą. Sam sądził o sobie trochę inaczej: po prostu nie jest hipokrytą. Jeśli ma zły humor, bez skrępowania da o tym znać każdemu wkoło, a już szczególnie, jeśli coś ma do kogoś, nie omieszka o tym zawiadomić. Chęć stania się wrednym skutkuje niczym innym, niźli stanie się wrednym. A gdy potem nachodzi go ochota złożenia przeprosi, składa je z taką starannością, na jaką go stać. Czy było to proste? Było, no ba. Akurat tak się miło złożyło, że te cechy osobowości w sobie lubił. Najmniejszego problemu, kłopotu, zmartwienia, czarnej refleksji. Nie przychodziło mu do głowy, że coś trzeba zmieniać, o nie. Toteż - nie zmieniał.
Wiązało się to z tym, że gdy miał ochotę wgapiania się w Alka i upodobnienia tą drogą do głodnego padliny sępa, skupił na postaci wilka wzrok, ze wzrokiem uwagę, opuścił nieco głowę i z tej dopracowanej w każdym calu pozycji spoglądał przenikliwie. Wcale przy tym nie stał daleko, gdzież tam, na cóż byłoby się ukrywać? Czyż to patrzenie jest zakazane czymś oprócz normy obyczajowej,absurdalnej zresztą? Nie. I ta odpowiedź usprawiedliwiała go w pełni we własnych oczach. Dodać trzeba, iż prędzej od ukrywania się przed uwagą, mógłby zostać posądzony o zabieganie o nią - nietypowo musiała wyglądać figura w tym ustawieniu, ponadto nieruchoma od czubka nosa po kitę, rzeźba z kamienia, oniemiała. Trochę faktycznie oniemiał. On sobie tylko ćwiczy? Rzecz ta brzmiała dla Noishowej pary słuchów za pospolicie.
- Tak po prostu? - Cofnął nieco głowę, zagryzł wyraźnie kły, a do tego głośno przełknął ślinę, zbierając się na odwagę, bowiem zbierał się do nie tak łatwego zadania, które jednakowoż poczucie obywatelskiego obowiązku nakazywało mu bezwzględnie wypełnić. - Nie. Kłamiesz. Powiedz mi prawdę. - Starał się prawić głosem zimnym jak trup, twardym niczym kryjący go nagrobek; przekonany był, że te przymioty dla tonu są w obliczu śmiertelnie poważnych sytuacji potrzebne. Wyjątkowo potrzebne. Zmarszczył się do tego, może nie srogo, ale sprawiło to chociaż tyle, że od beztroskiego wyrazu na pyszczydle było mu daleko.
Amiru nie, za to Laika - owszem.



Ostatnio zmieniony przez Noish dnia Sro Gru 03 2014, 09:42, w całości zmieniany 1 raz

Zobacz profil autora

106 Re: Zwykłe Jezioro on Nie Lis 30 2014, 18:53

Akira

avatar
Dorosły
- Pytasz mię czy znam? Oczywiście - odparł. Brzmiał tak, jakby jego umiejętności nawigatorskie dorównywały studentom z Akademii Morskiej. - Mogę nas tam zaprowadzić.
Podniósł się i przeciągnął. Jego kości zaczęły strzelać jak karabin maszynowy. Kilka wystrzałów i cisza. Normalnie jak początek III wojny światowej. Niby nie był jakiś bardzo stary, jednak rzadko uprawiał sporty. Ostatnio zaczął mu także dolegać ból w prawej, przedniej łapie. Zdarzało się, że kulał. Nie wiedział, cóż z nią uczynił. Złamał, skręcił... Po pewnym czasie do jego uszu dobiegła rozmowa innych wilków. Nie przejął się nią zbytnio. Nieładnie tak porzucać dotychczasowe towarzystwo tylko po to, by odejść do kolejnych.


___________________________________
#1A70A0 - mowa
#4396C6 - myśli
Zobacz profil autora

107 Re: Zwykłe Jezioro on Pon Gru 01 2014, 14:50

Arya Aemon

avatar
Latający Wilk
Kiedy sierść Aryi wróciła do normalnego stanu wilczyca wyszła z wody. Kątem oka zobaczyła przybycie dwóch nowych wilków, jednak dziś już nie miała nastroju do rozmów i nie chciała się wtrącać. Postanowiła więc iść w jakieś spokojne miejsce i odpocząć.
z.t

/przepraszam, że tak krótkie, ale nie miałam pomysłu co napisać

Zobacz profil autora

108 Re: Zwykłe Jezioro on Nie Gru 07 2014, 11:18

Alastair

avatar
Latający Wilk
- Ćwiczę - powtórzył z niezmąconym spokojem. Wiedział, że denerwowanie się było niewskazanym. W końcu nie panował nijak nad tym, co - jak mu się zdawało - potrafił z siebie wykrzesać. Wszelkie zbyt silne emocje wywoływały nieprzyjemne uczucie, jakoby ogień napierał na organy wewnętrzne, zamierzając wypłynąć każdym możliwym ujściem: nosem, uszyma, oczyma, pępkiem... Dalej nie będę kontynuować, bo jeszcze kilka tego typu otworów w ciele samca by się i znalazło, jednakże po co to roztrząsać? Na odchodzące istnienia nie zwracał najmniejszej uwagi, ba, nie dostrzegł nawet, iż były tutaj wcześniej. Userka wbiła Alkiem licząc na przypadkową fabułę z AA, jednak jak widać ona nie była zwolenniczką tego typu rozwiązań. Machnął ogonem, lustrując postać młodszego (jak się Alkowi zdawało) osobnika uważnie. Czy stanowił potencjalne zagrożenie? Czy latał? Jeśli nie - Alastair miał tę przewagę. Czy był groźny? Czy należał do Watahy Wiatru? A może do Nocy? Kim był oraz czego szukał?
- Dlaczego sądzisz, że miałbym jakikolwiek cel w okłamywaniu istoty, której nawet nie znam? - zapytał jeno obojętnie, poprawiając się nieco i wygodniej zasiadłszy na podłożu, skrzydłami swymi machnął nielekko, by zaraz po tym przykleić je ciasno do ciała. Wzroku od przybysza - tak na wszelki wypadek - nie odrywał, by w razie czego względnie szybko zareagować. Było w nim coś takiego, co sprawiało, iż Ali nie zaufał mu od pierwszego wejrzenia. W zasadzie... może to 'coś' - jakże ulotnego i mistycznego - trwało nie w Noish'u, lecz samym Alku? Całkiem prawdopodobne, całkiem...
Ach, Laika! No, tak! Kochana mała. Brak jej, jak każdej innej postaci, z której zmuszoną byłam zrezygnować.


___________________________________

AUTOR AVATARA: SAICCU
#63bde0 - kolor dialogu
Myślisz o fabule z którąś z moich postaci?
-> ZAJRZYJ <-
Zobacz profil autora http://kamilejszon.fbl.pl

109 Re: Zwykłe Jezioro on Nie Gru 07 2014, 19:56

Akira

avatar
Dorosły
Tutaj także zaszła w nim przemiana. Został otoczony przez tornado i... gdyby ktoś był ciekawy całej tej akcji, może zerknąć nad Zielone urwisko. Rośliny gięły się przed nim, a kiedy trąba powietrzna, w której sercu stał Akira zniknęła - wszyscy ujrzeć mogli postać przepełnioną potęgą. Zaśmiał się kpiąco. Popatrzył na Rapish i Melvinę. Na razie postanowił je oszczędzić. Ruszył za odgłosem rozmowy pomiędzy dwoma samcami. Ukazał im się. Uniósł łapę i unieruchomił Alastaira i Noisha. Spełniał swoje zadanie, mścił się. W pewnej chwili odrzucił samców na dwie różne strony. Obydwoje uderzyli w najbliższe drzewa, w wyniku czego prawa przednia łapa Noisha została złamana; kość w dwóch miejscach pękła z trzaskiem, powodując u basiora ogromny ból. Alastair natomiast jedynie się poobijał. Kilka siniaków i zadrapań pojawiło się na jego ciele. Akirę bawił ten widok. Kpił z doli wilków.
- Drżyjcie przed mą potęgą! - ryknął, śmiejąc się, a jego przerażający rechot wiatr poniósł daleko. Najpewniej z tego względu, iż śmiech miał bardzo donośny.
Jeżeli będą się stawiać, zapewne ukarze ich stosownie. Będzie niczym rozkapryszony dzieciak żądał pokłonów i błagań o litość; trzeba korzystać ze swojej przewagi.

P O D S U M O W A N I E
  • Noish - złamana prawa przednia łapa, dodatkowo w dwóch miejscach; towarzyszą temu silne bóle i znaczne osłabienie (-40 HP)
  • Alastair - ciało posiniaczone i podrapane w wielu miejscach; towarzyszy temu silny ból i osłabienie (-15 HP)


___________________________________
#1A70A0 - mowa
#4396C6 - myśli
Zobacz profil autora

110 Re: Zwykłe Jezioro on Sro Gru 10 2014, 18:50

Melvine

avatar
Dorosły
Wybałuszyła ślepia. Nie miała najmniejszego pojęcia, co właśnie się stało, więc spojrzała pytająco na Rę. Może Rapish wie więcej? W duchu dziękowała Bogu, że to nie ona po tyłku dostała, bo kwestia 'lotu' dwójki samców wyglądała na tyle poważnie, że wnioskowała, iż mogłoby się to zakończyć masą nowych siniaków. A po co jej to? Nie czekała jednak na odpowiedź koleżanki zbyt długo, podchodząc powoli i niespiesznie do Alastair'a i Noish'a. Nie znała żadnego z nich, podobnie jak nie znała oprawcy.
- Averege? - zapytała niepewnie, czując, że nie powinna się wtrącać. Zachowanie wilka i jego zmiana totalnie ją zaskoczyły, bo zdążyła samca polubić, tymczasem on w mgnieniu oka stał się kimś, kogo z pewnością nie powinna darzyć sympatią. Dla własnego dobra, dla swojego bezpieczeństwa. Stała, wpatrując się w Akirę pytająco.


___________________________________

[color=#ed9b91]
Zobacz profil autora

111 Re: Zwykłe Jezioro on Czw Gru 11 2014, 16:21

Noish

avatar
Dorosły
No, zabito Noishowi ćwieka. Ba, zabito jak zabito, żeby to był nieznany sprawca, lecz to Ali ze swym zbyt logicznym pytaniem o cel okłamywania. Pewnie mitomanem nie jest, prawdopodobieństwo tego jest żałośnie małe, więc nie ma innego wyboru niż przyznanie mu racji. Tak po cichutku, w myślach, przecież chwalić gobod razu nue musi. Wniosek dnia dzisiejszego: logika boli.
Uśmiechnął się wreszcie, nie mając zamiaru za długo świecić zdumionym wyrazem mordki i przyznawać tym samym, iż został zbity z pantałyku, zamiast tego wolał jąć sprawę bagatelizować, dopóki nie zrobi się maciupka i niewarta wspominania. Bo to troszkę jak plama na jego honorze, co wiąże się nieodłącznie z tym, że jej tak po prostu zostawić niepodobna. A uśmiech ponoć łagodzi obyczaje, że tak powiem.
- Bez przesady, nieznajomy, nie podejrzewam, że masz w tym cel, prędzej, iż zostało to zrobione nieumyślnie. Skutek zbytniego skrótu myślowego. To "ćwiczę" brzmi tak pospolicie wobec tego, że wyczyniasz coś łudząco podobnego do praktyk magicznych. O to mi chodzi. - Grymas na mordce rozszerzył się trochę, dołączając do ogólnego sensu wypowiedzi "ja nie miałem nic złego na myśli, ja tylko się szwędam, ja tylko sobie stoję, ja nikomu nie przeszkadzam". Oho, chyba trochę czasu minęło, odkąd ostatnim razem próbował odgrywać rolę baranka. Czy ją jeszcze wystawić potrafił? Czas pokaże, a więc czekał.
Doczekał się czegoś całkowicie niespodziewanego, a jeszcze bardziej niechcianego. Mimo że raczej niewielu jest masochistów, podejrzewam, że mało kto równie mocno jak ten samiec pragnąłby omijać ból szerokim łukiem. Tym razem owy go dopadł. Najpierw był głos, którego nie zignorował, ale "skupił" na nim tylko jedno ucho, poświęcając temu dźwiękowi tyle uwagi, ile było niezbędne do ogólnego orientowania się w sprawie. Błąd, no cóż, o tym dowiedział się, gdy można już było rzecz skwitować słowami "musztarda po obiedzie".
Dopóki nie stało się to, ci się stało, nie spozierał na mówiącego. Kiedy zaś już było post factum, to znaczy również po zamknięciu oczu, gdy zalała go potężna jak tsunami fala bólu, po syknięciu, na które nie znalazł się czss tuż przed, po zebraniu psychiki w całość dwukrotnie, pierwej po uderzeniu w ogóle, potem po otaksowaniu wzrokiem łapy i ocenieniu na podstawie deformacji, co mogło z nią być, po szepnięciu "do diaska" i dosyć bezpodstawnej myśli "pokarało mnie, moja wina" (userka jest przekonana, że nic naprawdę karygodnrgo jej postać od lat nie zbroiła, ale umysł wielka tajemnica, jak takuej przystało, ma swoje dziwactwa), oczami odszukał swego oprawcę, podczas poszukiwań zahaczając i waderę, stojącą od któregoś momentu w pobliżu niego. Ino sam nie wiedział, skąd się tqm wzięła, miał nadzieję, że jej sobie nie wyobraził. Niedobrze to jego stanowi psychicznemu prorokowało.
I wiecie co? Dziś Noish odnalazł w sobie herosa, taką małą cząstkę bohatera, kapkę odwagi. Zmotywowała go własna imaginacja. Obraz, w którym coś się dzieje osobom mu bliskim. Co nie miało prawa się stać, nie, jeśli on żyje i ma możliwości przeciwdziałania podobnym zwrotom akcji. Toteż choć prawa łapa nie była zdatna do użytku, wsparł się dzielnie na drugiej, chwiejna dźwignął, posławszy waderze, u której podejrzewał chęć pomocy, którą zaś wypadało docenić, uśmiech stworzony z drgnięcia kącika pyszczka, przekuśtykał kawałek ku oprawcy. Z wyrazem już zdecydowanie zimniejszym. Zmilczał na razie, bo z tym rodzajem typów gadać nie najłatwiej.


___________________________________
RESET miejsc na postaci.
Zobacz profil autora

112 Re: Zwykłe Jezioro on Czw Gru 11 2014, 18:34

Alastair

avatar
Latający Wilk
Alastair zdążył jedynie pomyśleć, iż trafił mu się dość sprytny rozmówca. Pyska otworzyć już nie zdołał - albowiem dziwna, irracjonalna siła uniemożliwiła mu chociażby poruszenie uchem. Zaraz też poszybował nagle ku drzewom. Najgorszym było to, iż nie miał najmniejszej kontroli nad ciałem, jak post zrozumiała bynajmniej userka, toteż nie był w stanie ułożyć jakkolwiek ciała, by zamortyzować w jakimkolwiek stopniu upadek. Osunął się po pniu na ziemię, upadając na brzuch. Zaklął pod nosem, dysząc ciężko: po części ze strachu przed niewiadomym, po części z bólu, po części też ze złości. Powoli, anemicznie wręcz, uniósł beżowy łeb, wbijając spojrzenie szmaragdowych ślepi najpierw w białą waderę; następnie zaś przerzucił wejrzenie na wilka, któremu nie zdążył odpowiedzieć; na samym końcu zerknął tylko na oprawcę. Kim był? Na ile jego obecność związana była z dziwną epidemią, którą - na całe szczęście! - znał jedynie z opowieści znajomego, nielubianego przez siebie, samca wilczej rasy? Alfa Ognia miał wrażenie, iż jego znajomy oberwał mocniej, silniej, solidniej. Albo tylko udawał, by ściągnąć na siebie litość dziwnego istnienia? Cóż, nie bylo wspomniane, aby złamanie było otwarte, a że Alek z medycyną nie miał po drodze - nie mógł się nawet domyślać, że Noish ma połamaną kończynę. Gdyby ujrzał kawał sterczącej kości (acz i na to był zbyt daleko od tamtego, chyba) - wiedziałby, że coś się dzieje.
Milczał. Wiedział, że nie najlepiej będzie, jeśli zdenerwuje tego ktosia. A najprawdopodobniej czego nie rzeknie, tamten wpadnie w szał. Pozbierał się zatem z podłoża, by następnie podejść nieco w stronę samca o limonkowej grzywce, spoglądając nań pytająco. Może on wie więcej? Albo powie przynajmniej, co i gdzie boli? Dostrzegł kuśtykanie, więc wnioskował, iż z łapami coś 'nietentego'.


___________________________________

AUTOR AVATARA: SAICCU
#63bde0 - kolor dialogu
Myślisz o fabule z którąś z moich postaci?
-> ZAJRZYJ <-
Zobacz profil autora http://kamilejszon.fbl.pl

113 Re: Zwykłe Jezioro on Sob Gru 13 2014, 10:32

Akira

avatar
Dorosły
Popatrzył na nich. Na jednego samca, potem na drugiego, a na koniec wbił świdrujący wzrok w drobne ciałko białej wadery. Melvine. Znał ją. Poznali się, była wobec niego uprzejma. Nie miał zamiaru jej krzywdzić... Dobre sobie! Nikt w to nie uwierzył. Na razie jednak pozostawił ją cało. Jako taki szacunek do samic istniał, ale jeżeli stanie mu na drodze to z pewnością ją ukarze.
- Żaden Averege! Jestem Akira! Bóg Wiatru! - ryknął głośno. Znów echo poniosło jego głos.
Miał na głowie więcej spraw, być może ciekawszych, dlatego postanowił się ulotnić. Zrobi chaos w innych miejscach z innymi bogami. Będzie się działo. Wzniósł się w powietrze, uniesiony przez potężne wiatry. Jego peleryna łopotała na wietrze. Oczy Akiry świeciły w tych ciemnościach. Wkrótce zniknął, pozostawiając po siebie jedynie silny wicher, który mógł obecnym tu utrudniać oddychanie.

zt.


Wiatr trwa przez pięć kolejnych postów!


___________________________________
#1A70A0 - mowa
#4396C6 - myśli
Zobacz profil autora

114 Re: Zwykłe Jezioro on Czw Gru 18 2014, 10:41

Noish

avatar
Dorosły
Odszedł. Z jednej strony to dobrze, a z drugiej jednak strach pomyśleć, jak to podziała na samczą dumę Noisha, bardzo skorą się podbudować i trochę satysfakcji mieć. W sumie... czemuż nie? Wszakże wątpliwe, by apogeum tego wszystkiego miała być pewność, że może walczyć ze smokami lub latać bez używania skrzydeł, a póki donkiszoteria nie zajdzie tak daleko, nie ma podstaw do paniki, najwyżej do lekkich obaw.
Zachciało mu się roześmiać z dumą na myśl, że - o ile coś się jeszcze gwałtownie nie zmieni - przeżył kolejny dzień, wiatr jednak nie przyzwolił mu dać ujścia wielkiej radości, nie gasząc jej co prawda, ale zmuszając do siedzenia w środku. Przeobraziła się dzięki temu w rozpierającą energię. Mimo trudności z oddychaniem miał ochotę zerwać sie do biegu, skakać, cieszyć się małymi rzeczami, a na dobry początek odwrócił się szybko ku swojej kompanii i... nie ta łapa. Przekonał się o rozmiarach swoich obrażeń, za naukę przyszło mu zapłacić dosyć drogo, przynajmniej nie najdrożej. Nauczy się na przyszłość, nauczy, szkoda, że do fakcie, ale co poradzić? Ryknął zgoła z bólu, zachwiał się, wycofał niemal do świata nieprzytomności, a oczy stały się na kilka chwil bezużyteczne, gdy przysłoniła je mgła. Oczywiście czynniki współpracowały tak skutecznie, oż na końcu spoczął na ziemi, a raczej upadł na bok, wydając z siebie miniaturę łkania. Wymsknęło mu się, nim odzyskał władzę nad każdym z aspektów swojej osoby, tak psychiką, jak ciałem.
- O...jejciu... - stęknął, raczej niesłyszalnie, podsumowując obecnie napotkany meander losu w najlepszy możliwy sposób, przy czym wsparł się na zdrowej łapie i ułożył tak, jak spoczywa Sfinks; tymczasem końcówka kity poruszała się, za czym ani chybi stały nadwyrężone nerwy. Zaraz zaczęła drgać również powieka, następnie kącik pyska, który próbował unieść w uśmiechu pod tytułem "żyję, nic mi nie jest!" - bezskutecznie. Przeglądając katalog wspomnień, zdał sobie ponadto sprawę, że jeśli teraz będzie się trzeba przytelepać do Lecznicy, to będzie to pierwsza wizyta tam. I daj Boże, żeby zarazem ostatnia. To nie przystoi królom obrywać. Króla się nie bije! Parsknął pod nosem. Królewska godność naruszona, ojejku, jejku, jeju. Marnie. Zdobył się na oddech, nawet dźwignął, całą moc swego umysłu kierując na nazdorowanie pracy łap: najpierw właśnie przy powstawaniu, potem zasie zwracając ku dreptaniu z powrotem do swego tymczasowego stadka. Wolniutko, ale przed siebie. Ahoj!
Doszedłszy, przekrzywił głowę, uzupełnił płuca zapasem powietrza za pomocą kilkudziesięciu świszczących wdechów, obrzucając jeszcze tymczasem pozostałe wilki spojrzeniem, w którym zawierało się pytanie o ich samopoczucia. Bo w tych warunkach mógłby je wystękać albo i wysapać, a to już naprawdę raniłoby jego godność. Nieugięty Noish - ten obraz świat musi zapamiętać!

Zobacz profil autora

115 Re: Zwykłe Jezioro on Czw Gru 18 2014, 11:34

Alastair

avatar
Latający Wilk
Alastair zaś przekonanym był o tym, iż to właśnie władza najbardziej narażoną jest na wszelkie ataki i nieprzyjemności. Poza tym nie uważał nader uwłaczającego oberwania po tyłku, dodatkowo z całą pewnością lepiej powiedzieć, że coś nas boli aniżeli udawać niezniszczalnego. Przesadna wiara we własną wytrzymałość może narobić problemów. Userka miga się od lekarza, ciekawe, czy nie skończy sie tym samym o wiele gorzej, aniżeli mozna by przypuszczać? Do rzeczy jednak, bo to w końcu nie userka, a postać, jest tutaj bohaterem.
- Mocno oberwałeś - zauważył obojętnie, z niemałym trudem - bo w końcu wiejący, silny wiatr nie tylko samo oddychanie utrudniał, ale także i przemawianie niemalże niemożliwym czynił. Wiewy porywały słowa, urywały głoski, niekoniecznie prowadząc je do ucha rozmówcy - a nieraz we wręcz przeciwnym kierunku. Dlatego więc Ali musiał przygotować się nieco dłużej, pozbywając się sapania i biorąc kilka - jakże krótkich, urywanych, nerwowych - wdechów, zanim ostatecznie wydał z siebie dźwięk. Miał wrażenie, iż znajomy nieco utykał. Niemniej jednak nie miał pewności, toteż pozbywając się chęci zakpienia z wilka, zapytał jedynie, z odgrywaną (w znacznej większości) troską:
- Mocno się poobijałeś?
Alek usiadł na podłożu, przeklinając pod nosem obity zad. Nie najwygodniej bowiem siedzi się, kiedy zamiast pośladków posiada się dwa ogromne, fioletowozielone, sińce. Zupełnie, jakoby zamiast pupy ktoś doszył mu dwie ogromne śliwy, gorzkie i najprawdopodobniej pozbawione pestek. Słodkie GMO doszło aż tak daleko? Bystrym spojrzeniem omiótł sylwetkę samca, po czym przetarł łapą lekko pyszczek. Poczuł wszakże, iż z jednej z ran na łbie wilka toczyła się szkarłatna kropla, napływając niemalże na oko - tym samym nie tylko utrudniając widzenie, ale także wywołując pewne poczucie dyskomfortu. Niemałego, swoją drogą.

{ drugi post }


___________________________________

AUTOR AVATARA: SAICCU
#63bde0 - kolor dialogu
Myślisz o fabule z którąś z moich postaci?
-> ZAJRZYJ <-
Zobacz profil autora http://kamilejszon.fbl.pl

116 Re: Zwykłe Jezioro on Czw Gru 18 2014, 12:53

Noish

avatar
Dorosły
Parsknął, tym razem już nie dlatego, iż rozbawiony własnymi myślami, czego łatwo się domyślić. Nie tkwiła w tym bardzo mocno potępiająca nutka czy jakakolwiek ironia, powiedzmy, że był to odgłos zupełnie bezpłciowy, nie będzie bowiem Noish ironizował. Prędzej wykaże cechy rozkosznego głuptaska, dla zabawy i po nic więcej. Wszak to miło dorosłemu pobawić się w szczenię, z tej samej przyczyny, z której przedtem szczeniak przyjmował marsową minę, oczami wyobraźni widział się już pełnoletnim.  
Mocno. Diabelnie mocno, ziomek. Ty sobie nawet nie wyobrażasz, jak ja cierpię. W sumie ja sobie nie wyobrażam nawet, czy i jak ty cierpisz - też prawda.
Rozweselającą mu była owa idea - średnio odkrywcza, na pewno przedtem śniła się filozofom - toteż uśmiechnął się poczciwie, skinął głową wyjątkowo zgodnie, wykonał coś a'la chuchnięcie w grzywkę, odpędzając zuchwałe kosmyki pierw tak, a gdy nie pomogło - lekkim trzepnięciem głowy. Troszeczkę niczym panienka, taki laluś, fircyk lub strojniś, ot, francuszczyzna, którą opisywał Mickiewicz w "Panu Tadeuszu". Szczęśliwie - zdecydowanie mniej groźna niż w tamtych czasach, okolicznościach.
- A pewnie. Bardzo boli - odparł, a choć głos musiał zabarwić na szary kolor neutralności, skoro ryzyko, że kiedy spróbuje ćwierkać wesoło, zamiast tego zacznie zgrzytać z wydźwiękiem całkiem przeciwnym, uśmiech rozlał mu się na pyszczku. Wspomniane było, że kącik drgał leciutko za ostatnim razem, gdy próbował przybrać minę dzielnego pacjenta, teraz działo się to samo, aczkolwiek wytrwale świecił uśmiechem. Na aplauz - w jego przynajmniej oczach - zasłużył sobie samym tym, że nie dość, że mówił (ludzkim głosem?), w dodatku suszył ząbki. Dzielny on.
- Interesujące to było grzmotnięcie - oznajmił zaraz, przysiadając. Dla niego było to akurat rozkoszą, w porównaniu z trudami balansowania na trzech łapach, które raptem pozbawione gracji, przypomniały mu szczudła; nie czuł ich wcale a wcale, nawet raz rzucił na nie okiem ukradkowo - mógłby przysiąc, że zniknęły, wyparowały trzy, istnieje tylko ta jedna, na której oprzeć się niepodobna. I zaraz runie na ziemię, zaryje pyszczkiem i obije sobie całe swoje wymyślne nadzienie w postaci narządów. Upewnił się, wynik zgodny ze spodziewanym, ale ulga była.
- Mnie się udało złamać łapę, tak coś czuję. A co u ciebie, przyjacielu? - Taka spokojna konwersacja, prawda? Nic, że właśnie zetknęli się z czymś dziwnym, że zazwyczaj posłuszne drogom oddechowym powietrze, tym razem zachowuje się tak, jakoby chciało ich udusić, nicością najprawdziwszą jest również ból. Co tam, wesoło jest. I patrzcie państwo, zmienił nawet mimochodem "nieznajomego" na "przyjaciela", cóż za stumilowy krok.

D R I T T E

Zobacz profil autora

117 Re: Zwykłe Jezioro on Czw Gru 18 2014, 22:49

Alastair

avatar
Latający Wilk
Post krótki, bom senna - a jutro rano psa wyprowadzić trzeba. Także, bez zbędnego przeciągania i karkołomnych wstępów, za co ubiczować mnie możesz. Doceniam Twoje posty, a sama ochłapem zarzucam - nie na skutek braku szacunku bynajmniej.
- Ja miałem wiele szczęścia, albo adrenalina i szok dają się we znaki. W każdym razie jestem w jednym kawałku, tylko na tyłku siedzieć nie sposób - wątpię jednak, by tego typu dylematy były tym, co chciałbyś wiedzieć. Lecznica? Lea na pewno dopomoże - zaproponował zatem, wiercąc się, jakby co najmniej miał owsiki. W rzeczywistości chodziło o szukanie bardziej komfortowej pozycji, ograniczającej zaiste kontakt zadu wilczka z podłożem. Jakoś nigdy nie zauważył, aby było ono aż tak twarde i nieprzyjazne, doprawdy!
- Ciotka Lea poskłada i szybko zapomnisz, że cokolwiek Ci dolegalo - dodał, na koniec mruknąwszy pod nosem jakieś niezbyt wybredne przekleństwo, którego - z racji na młodszych użytkowników - nie przytoczę. W każdym razie dotyczyło ono kobiety uprawiającej najstarszą z profesji. Na koniec dorzucił starodawne określenie "matki", tak dla podkreślenia niezadowolenia.

{ cztery }


___________________________________

AUTOR AVATARA: SAICCU
#63bde0 - kolor dialogu
Myślisz o fabule z którąś z moich postaci?
-> ZAJRZYJ <-
Zobacz profil autora http://kamilejszon.fbl.pl

118 Re: Zwykłe Jezioro on Pią Gru 19 2014, 12:28

Noish

avatar
Dorosły
Ha, mnie z racji sytuacji życiowych tak wyszło, że pies został wyprowadzony na przełomie dnia dzisiejszego i wczorajszego, toteż teraz mu się nie spieszy i spacer zapowiada się dopiero po odpisaniu bez przesadnego pośpiechu na kilka postów. Potem o szesnastej może oraz najpewniej dwudziesta trzecia. Ach, jak za to fajnie w wakacje było, wychodziło się z psiakiem około piętnastej, słuchawki z audiobookiem na uszy, powrót dziewiętnasta, może dwudziesta. Psy są cudowne. Aj, przeżywać zaczęłam jak mucha w ciąży, takie tematy na bloga, nie w post. Kurczaki. W ogóle dziwne rzeczy przywołuję, więc te moje rozpisane posty takie naciągane. Lecz co poradzić, że Tadek, ten nie z monopolowego, się kojarzy? Ano nic, skojarzeń chyba nikt nie kontroluje. Kurka wodna. A, pal sześć, nie jestem koniem dorożkarskim, nie mogę iść na wprost bez zauważania rzeczy po boku.
Alek (którego zawsze zdrabniam, aczkolwiek nie z przesadnej czułości, a dlatego, że widziałam tyle różnych pisowni jego imienia, a również tyle imion podobnie pisanych, że nie mogę zapamiętać, jak to wygląda w jego przypadku, więc wybieram opcję najpewniejszą i wymagającą najmniej wysiłku... przecież przewijanie co chwila strony by mnie wykończyło...) roztoczył przed zielonymi ślepiami wizję niedaleką temu, jak można by sobie wyobrażać dżannah. Zapomnienie o bólu? Kupujemy bez namysłu!
- Lecznica - przytaknął w tak znamienity sposób, że i głuchy nie rzekłby, iż to było ochoczo. Nie miał z tym na szczęście problemów o podłożu lękowym, gryzło mu się to za to z planami na najbliższy czas. A miał pecha i wpadł na jakiegoś miłośnika mocnych wrażeń. Lub miał szczęście i przeżył, przez co co prawda musi się teraz martwić, iże plany runęły na łeb na szyję, jednakże chyba cena niewygórowana, jeśli alternatywą miałoby być spoczęcie w piachu. Każdy medal ma dwie strony. Przysiadł na tylnych łapach, nie wspierając się ni jedną z przednich, a że pozycja była to troszkę daleka od zwykłych pozycji, jak siad, zwyczajne sterczenie na czterech łapach, leżenie czy cokolwiek, co zwierzęta robią w naturze, chwiał się przy tym jak galareta. Za to dało to możliwość "pozerkania" co nieco na poduszki przedniej lewej łapy, pomasowania się nimi po piersi, otarcia nawet jakoby nosa i drapnięcia się za uchem. Powróciwszy na ziemię, odchrząknął z kolei cicho, namyślając się, może w ten sposób wypełniając jakoś czas, aby nie wyszło, że milczy niby ten głaz zbyt długo. Myśląc swoimi schematami składającymi się na prywatną filozofię, w pewnych chwilach nie akceptował milczenia - bywało dla niego sygnałem, iż rozmówca nie ma za wiele do powiedzenia przez swój ograniczony umysł. Oczywiście, potrafił zrozumieć, że czasem się nie ma, bo nie ma nic do dodania, ewentualnie akceptował nieposiadanie z tej przyczyny, że sytuacja niezmiernie ciężka. Ale złamanie łapy niczym nie przypominało sensownego usprawiedliwienia, w każdym razie jeśli już jął nawijać i udowodnił, że może.
U niego to wyglądało tak - miał coś do powiedzenia, lecz wahał się, czy warto. A nuż troszkę wstydził. Odchrząknął zatem raz jeszcze, jakby to było remedium na wszystkie problemy doczesne.
- Ciotka Lea... Sympatycznie. Tak, tak, naprawdę sympatycznie. Wychodzi na to, że będę musiał zabłądzić, bo inaczej ani rusz. Ale pozwolisz, że cię przedtem o coś zapytam? - Zaśmiał się wyjątkowo dźwięcznie, bliźniaczo z dźwiękiem dzwoneczków, o tak, takich świątecznych, które wedle wielu dzieci zwiastują bliską euforię z otwierania prezentów. - Myślę, że tak - odrzekł, odpowiadając sam w sobie, możliwe, że w obawie, że nie, a możliwe, że właśnie z pewności twierdzącej odpowiedzi; w każdym razie przymknął oko, perskie oczko bez wątpliwości, w charakterystyczny rozrabiakom sposób. Cwaniaczek z niego, acz chyba całkiem milutki. Oby swoim urokiem osobistym mógł podbić świat. Oby się nigdy nie potknął na tym.
- Znasz może niejaką Yumi...? - W głosie coś nie grało, ba, mocno fałszowało, jak gdyby wirtuoz nacisnął naraz zły klawisz, stracił kontrolę nad smyczkiem albo jak gdyby dyrygent zmylił całą orkiestrę, stąd też efekt był taki, że zawiesił głos w pewien charakterystyczny sposób, wyrażający dokładnie, co działo się w umyśle. Sposób zakończenia wypowiedzi, jej urwanie, dawało znać, iż już-już zbierał się do dodania czegoś w ramach charakterystyki, gdy z bólem uświadomił sobie, jak niewiele tego ma. Nic, dokładnie rzecz ujmując. A pewnie, może opisać jej wygląd, który pielęgnuje we wspomnieniach niczym kwiat, opisać tembr głosu, gest, lecz coś o tych partiach prywatnego życia, jakie nie miał wiele wspólnego z jego szczenięcą (niegdyś...) personą, zajęcia, pasje - nic. Mówiła, a on, egoista, nie słuchał? Mówiła, a on, egoista, zapomniał? Nie mówiła, a on, egoista, nie pytał?
- Yumi. Dokładnie. Yumi - zapewnił bez potrzeby, nie myśląc, bo wypowiedź dla odmiany wymknęła się mimochodem i umysł nawet się do niej nie przyznawał, ale najprawdopodobniej w intencji zatuszowania swojego wahania.
- A poza tym... może miałbyś chwilkę, żeby mi wskazać drogę do Lecznicy? - Powrócił do nieważnych dla niego, filozofa z głową w chmurach, życiowych konkretów, wszak były wręcz prymitywne, a dzięki temu - bezpieczne. Jak ten mur, co ma odgradzać od poważnych przemyśleń.
No, Noish, nie trać humoru. Nieładnie z twojej strony. Nie martw się, tak każe specyficzny kodeks, etos rycerski w wersji odnowionej, obowiązujący go niemal od dnia urodzi, a dokładnie, bez ustępstw, do ostatniej doby. Czyli długo, miejmy nadzieję.


___________________________________
RESET miejsc na postaci.
Zobacz profil autora

119 Re: Zwykłe Jezioro on Pią Gru 19 2014, 19:46

Alastair

avatar
Latający Wilk
Przyznam się bez bicia czy tortur natury psychicznej - post przeczytalam baaaardzo pobieżnie,więc przepraszam za wszelkie błędy. Mam 13 minut do spłukania farby ze łba, a chciałabym odpisać, coby jakoś rozplanować czas. Wybacz zatem.
Alastair zmarszczył lekko czoło, najprawdopodobniej w sieci wspomnień usiłując odnaleźć właściwe oko, wskazujące na znajomość tejże samicy. Niestety, imię wadery brzmiało mu całkiem obco - chociaż jako Alfie watahy sojuszniczej powinien był znać jednostki 'ponadprzeciętne', dzierżące wyższe rangi, aby w razie problemów wiedzieć, gdzie pomocy szukać. POkręcił więc przezcząco głową, westchnąwszy krótko.
- Niestety, nie kojarzę. Należy do Ognia? - zagaił, następnie na celownik biorąc kolejne z pytań samca, ktory nagle zrobił się dziwnie wygadanym, zupełnie, jakby uderzenie o drzewo zmieniło mu co-nie-co w sposobie zachowania i postępowania:
- Do lecznicy mogę Cię nawet zaprowadzić, jeśli chcesz. To całkiem niedaleko - powiedzial, chociaż nie był pewien, czy tamten podobnie pojmuje odległosć. Do tego ta lapa... No, nic, raz kozie śmierć - jak mawiał wieszcz.
- Wskakuj na grzbiet, z tą łapą za daleko nie zajdziesz - zaoferował, jednocześnie zniżajac się niczym wielbłąd, oczekujący, aż ktoś go dosiadzie. Sześć minut, zdążyłam. Ale jakość... no, cóż. Następnym razem [może] będzie lepiej.


___________________________________

AUTOR AVATARA: SAICCU
#63bde0 - kolor dialogu
Myślisz o fabule z którąś z moich postaci?
-> ZAJRZYJ <-
Zobacz profil autora http://kamilejszon.fbl.pl

120 Re: Zwykłe Jezioro on Pią Gru 19 2014, 21:27

Noish

avatar
Dorosły
Nastąpił wybuch - gromkiego śmiechu. Złego w tym nie było nic, przynajmniej dopóty, dopóki intencja tak rzadkiego w tych czasach świadectwa radości tkwiła u Noisha w łebku. Tam zamiary pozostawaly krystalicznie czyste, mnóstwo jest jednak dróg interpretacji. Pomyślałby kto, że w takiej chwili śmiać się można co najwyżej złośliwie... skądże znowu! Chyba i nie aż tak rubasznie. Poczuł ochotę do śmiechu, wykorzystał, póki była, bo nigdy nie wiadomo, co to będzie, czy wbrew zapewnieniom nowego znajomego potem nie skończy w kąciku, płacząc żałośnie po operacji. A cytryna wpadła do koszyka tu i teraz. Bardzo prosta sprawa, prozaiczna: wspomnienia z dzieciństwa. Czyż to nie Yumi, najukochańsza Yumi, miała skrzydła, czyż zaś nie on marzył, jak przystało każdemu maluszkowi, kiedy zobaczy coś nowego i intrygującego, by dzięki podobnym sztukom niemagicznym a z prawami fizyki co niesamowite zgodnym wznieść się pod pułap chmur? A teraz, mimo że grubo po czasie, szansa na zrealizowanie niepoważnego zamysłu była blisko. W ostatecznym rozrachunku, który za jakiś czas należałoby wykonać, powinien być w stanie postawić nienaciągany wniosek - dzień się wprost niesamowicie udał. Czym bowiem innym jest udany okres od świtu do zmierzchu (przy niektórych stylach życia jeszcze dłuższy), niż czasem gromadzenia złych i dobrych wspomnień, tworzenia wielobarwnych kolekcji przeżyć, pięknych na kształt motyli, siania marzeń, które zbierze się jutro, pojutrze, za tydzień? I czy noc oprócz przerywnika, podczas którego ładuje się akumulatory, nie służy również do porządkowania tych kolekcji, tych bukietów? Ach, cóż, trudno rzecz.
Tak czy inaczej, wszystko zmierzało ku temu, iż pomijając turbulencje, dobrze dzisiaj rozgrywa swoją partię, mając oczywiście dobre karty, jako że bez tego nie sposób, jeśli wierzyć starym mądrościom - z pustego i Salomon nie naleje. Gdy przestał się śmiać, zmuszony był trochę pozipać, ale to niewiele. Zipnięcie za zipnięciem i uspokoił oddech, uciszył przynajmniej.
- Ja nie z ciebie. To znaczy... przez ciebie w gruncie rzeczy. Z radości - usprawiedliwił się czym prędzej; gdzieś tam w połowie drogi do eksplozji uświadomił sobie, iż należy zważać na konwenanse, tyle że wtedy w gardle zbierał się głos, a tak skwapliwie dążył do ujścia, że najprędzej skończyłoby się hamowanie go rykiem umierającego łosia. Ot, lepiej zrobić coś umiarkowanie normalnego, po tym się spowiadać. Słusznie, łatwiej rzucić kilka tego typu słów na krzyż, aniżeli tłumaczyć, że się jeszcze nie kona, ba, że się nawet nie ma zawału. Jeszcze nie uwierzą...
Drgnęło mu lekko ucho, z tym, że drgnięcie to było wywołane wewnętrznymi sporami różnych zdań na pewien temat. Drgnięcie pod względem przyczyn identyczne do tego, które czasem napadnie, kiedy leżąc w najwyższej gotowości do snu, zostanie się czymś nieznacznym, aczkolwiek skutecznym obudzonym. Albo nawet przy gwałtownych pobudkach, zdaje się, że też im od czasu do czasu towarzyszy. Osobliwy rodzaj strachu idący z tym w parze. Zwaśnione głosiki w móżdżku Noisha debatowały, czy powinno się coś niecoś wyjąkać jako odpowiedź na pytanie o przynależność mutter do watahy, czy też puścić mimo uszu, co nie wywołałoby bólu sumienia wynikającego z rozdrapywania ran, w dodatku świeżych, szczególnie, że już poniewczasie padłaby odpowiedź. Ostatecznie zdecydował się na opcję numer dwa, a coby się trochę ocucić z zamyślenia i nie drgać już więcej, dając z kolei podstawy domysłom, iż jest dręczony przez padaczkę, delikatnie, ile trzeba wyłącznie wkładając w to siły, ugryzł się w język. Na koniec powtórzył wszystkie manewry niezbędne do podrapania się po łbie. Chyba nie widać, że się trochę zmieszał? Na pewno nie widać. Na bank. Gdyby było widać, rzecz paskudna, bo powód, który jego co prawda nie wpędza w żadne zwątpienie, o panice nie mówiąc, mógłby to wszakże robić, a tedy o nieporozumienie nietrudno. No cóż...
- Przyjacielu, ufam twojej sile - dodał. Szkoda, że tonem nieudanie wyjątkowo zaznaczył, że żartuje, co lepiej w niektórych sytuacjach robić. Skupiał się jeszcze na samym sobie, w ten nieegoistyczny sposób, ogarniając własny umysł. Konstrukcja to była misterna, doprawdy, pociągało to konieczność ostrożnych oraz starannych zabiegów konserwacyjnych. A że nagadał się i powyczyniał w obliczu prostego wyzwania wgramolenia na grzbiet Ala więcej niż trza, przejdźmy to części zasadniczej: łamiąc prawdo Murphy'ego, nie potknął się, posuwając w tempie niegodnym młodziaka w kwiecie wieku ku swemu wierzchowcowi, zaś wykazując się elementarną zdolnością postępowania z odrobiną rozsądku, dostał na plecy basiora tak, by siebie i jego nie zostawić w gorszym stanie, niźli zrobił to Akira. Koniec ględzenia (wreszcie się doczekaliście!).
- Podziękuję na miejscu, żeby nie zapeszać, okej? - Zaczęło się śmiechem, skończyło chichocikiem.


___________________________________
RESET miejsc na postaci.
Zobacz profil autora

121 Re: Zwykłe Jezioro on Pią Gru 19 2014, 22:23

Alastair

avatar
Latający Wilk
Śmiech Noish'a nijak nie wywołał w samym Alku poczucia, jakoby został wyśmianym. Same zaś próby tłumaczenie się przed nim wręcz przeciwnie: zwłaszcza środkowa połowa, dotycząca "śmiania się przez niego", która to część - mimowolnie - zjeżyła z lekka sierść na karku wilka. Na szczęście rozmówca pospiesznie wyjaśnił, że nie chodziło o to, jakoby Alek zachowywał się śmiesznie, lecz był powodem radości. Może nie ufał w to - a przynajmniej nie całkowicie - jednak ego samca swoje zrobiło, uciszając podstawiane przez rozsądek wątpliwości. Dlatego zamiast zwiesic nos na kwintę... a nie, to nie te czasy. To już nie ten Alastair. Obecny nie smuciłby się ani nie rozpatrywał tego w dawnych barwach, a raczej rozgniewałby się solidnie, rzucając wyzwanie nie tylko osobnikowi, który ośmieliłby się upokarzyc Alfę Ognia w tak paskudny sposób, ale i całej jego watasze. Jeśli należałby do Ognia - wygnanie i po problemie, prawda?
No dobra, dobra. Przesadziłam. Ale fakt faktem pozostaje - zachowałby się mniej niemęsko, niźli dawniej, tak przynajmniej sądził sam Alek. Userka się z nim nie zgadza, uważając, iż właśnie wrażliwość jest prawdziwą miarą męskości.
- Lecisz mi przysługę, znajdę Cię w potrzebie - obiecał spokojnie, dość poważnie, chociaż powoli zapominał już, kto mu wisi jakiekolwiek 'rewanże'. Okasan i Noish, to jedyne miana, które obecnie nie tylko Alkowi, ale i samej userce, przychodzą na myśl. Widocznie pomimo przemiany serce Ali nadal posiadał dobre.
Kiedy poczuł, iż tamten znajduje się już na nim - jakkolwiek by to nie brzmiało - wstał, powoli oraz ostrożnie, przełykając odważnie gorzkie słowa, slużące temu, coby dać upust własnemu cierpieniu. Może bowiem Ali mniej oberwał, znacznie, od swego jeźdźcy, jednakże także obił sobie to i owo. Następnie wziął niewielki rozbieg, pewnie unosząc się w górę - tak sobie dodałam, zupełnie, jakoby można było unieść się w dół - aby ruszyć w kierunku lecznicy. Niezbyt szybko i niezbyt wysoko, coby przypadkiem nie zgubić pasażera - a jeśli już miałoby to nadejść, by nie spadł ze zbyt wysokiej... eee... wysokości. Co prawda nie wierzył, aby tamten się zsunął, a i upadek z niewielkiego pułapu narobiłoby sporo szkód.

zt.


___________________________________

AUTOR AVATARA: SAICCU
#63bde0 - kolor dialogu
Myślisz o fabule z którąś z moich postaci?
-> ZAJRZYJ <-
Zobacz profil autora http://kamilejszon.fbl.pl

122 Re: Zwykłe Jezioro on Sob Gru 20 2014, 00:50

Noish

avatar
Dorosły
Po prawdzie poleganie na kimś nie należy do bardzo przyjemnych, jednak dla niektórych profitów warto. Wszystko przeminie, co znajduje się poza, lecz to, co się w umyśle uchowa po wieki, to nasze. Nieprostym zadaniem jest odbieranie wspomnień i radzi sobie z tym dobrze tylko demencja starcza, po niej na podium stoją granice narzucane przez pojemnlść twardego dysku. Ale po przezwyciężeniu tych dwóch paskudztw - mamy na zawsze i nadto na każde zawołanie. Rozkoszował się więc tym przelotem, to po pierwsze, sporządzał mentalne notatki nasycone spostrzeżeniami, to po drugie, starał się nie być cięższym pasażerem, niż już wynikało to z kilogramów, które ważył, niestety. Nawet mu się nie śniło, że będzie dźwigany, więc jadł sobie przez całe życie co najmniej normalnie, czasem co prawda minimalne porcje, czasem pożerał pożywienie aż mu się uszy trzęsły i to w takiej ilości, że najlepiej liczyć w tonach; całokształt złożył się na to, iż jego waga dziś miała się raczej proporcjonalnie do wymiarów. Dobrym to było dla zdrowia i nie stwarzało problemów, aczkolwiek obecnie naszła go refleksja, że wszakże mógłby być trochę lżejszy, choćby nie mieszcząc się w normach. Żeby ten nieszczęsny dobroczyńca nie wysilał się aż tak bardzo. Wtem zawiniła pogoda, on sam albo niestabilność żywego podłoża przy podrywaniu się z ziemi, zatem z buszu myśli wyrwał go własny syk bólu, wydany przez działalność któregoś z wyżej wymienionych. Dopełnił reakcję cichuśkim przekleństwem, klnąc jedynie dla własnej satysfakcji, a jak najgorliwiej starając się, aby nie doszło to do niepowołanych uszu, przy czym oczywiście niepowołane były wszystkie na bożym świecie, nierównomiernie, jedne mniej, drugie bardziej, tym niemniej bez wyjątku. Tu pech dopadł go znowu, bo po wyrażeniu swojego nieukontentowania dziabnął się w klecący brzydkie słowa ozór. Chyba najlepiej będzie zamilknąć - dostosował się do tego, robić wszakże było co, dla głupot czas tracił, a nuż coś dojrzy mimo niesprzyjających warunków. Cuda czasem się zdarzają, toteż na przekór efektom marnym, czyli żadnym dokładniej,  strzelał oczyma tu i tam, tyle ogarniając wzrokiem, ile udało się bez poruszania. Początek go nie zraził. A grunt, coby przeżyć, wtedy będzie cacy. Zginąć zesztą też można w gorszych okolicznościach, śmierć Ikara to akurat lepsza z możliwości.

z. t.


___________________________________
RESET miejsc na postaci.
Zobacz profil autora

123 Re: Zwykłe Jezioro on Pon Gru 29 2014, 22:55

Melvine

avatar
Dorosły
- Akira... - powtórzyła dość mocno zaskoczona, próbując przekrzyczeć wiatr. Obserwowała, jak wilk znika, po czym skupiła się na tych tutaj dwóch samczych istnieniach. Na szczęście się pozbierali całkiem szybko i razem ruszyli, pewnie do lecznicy. A ona? Została tutaj całkiem sama. Jak palec. Rozejrzała się jeszcze raz po okolicy, po czym totalnie zdezorientowana odeszła, krocząc niepewnie przed siebie. Zaczynała się obawiać każdego kolejnego kroku, zupełnie, jakby znowu miało nagle coś się przed nią pojawić i skrzywdzić. W końcu wilk, który wpadł jej w oko, zmienil się nagle i zaczął ciskać innymi o drzewa. Nie każdy po czymś takim szedłby dalej z uniesionym czołem, dlatego Melvine wolała patrzyć pod łapki. Zapobiegawczo. Zaczynała żałować, że pojawiła się w tej jakże dziwnej i zaskakującej Krainie.

zt.


___________________________________

[color=#ed9b91]
Zobacz profil autora

124 Re: Zwykłe Jezioro on Pon Sty 19 2015, 20:34

Szary szczeniak przyszedł ze swoim nierozłącznym szkicownikiem
i ołówkiem w to miejsce.
Zamierzał troche poodpoczywać od Areny i ćwiczeń.
Cieszył się że znalazł to miejsce.
Było tu po prostu pięknie.
Wspaniałe miejsce na spędzenie czasu.
Akrin rozłerzył się na skale przy brzegu i zaczoł rysować.

Zobacz profil autora

125 Re: Zwykłe Jezioro on Wto Sty 20 2015, 15:18

Leise

avatar
Dorosły
W końcu tu dotarł. Tak ślicznie. Poczuł się, jakby ktoś lał miód na jego obolałe serce, które chłonęło tę słodycz niczym gąbka.
To dziwne, że zwykły, nijaki widok wody potrafił aż tak poruszyć. Po tak długiej wedrówce, po takiej wielkiej męce, po tak wielu przeżyciach i tak wielu paskudnych mordach, które widział na drodze, w końcu dotarł tam, gdzie mógł usiąść i odetchnąć powietrzem nie śmierdzącym typowym powietrzem. Dla niego typowy był smród
paliwa, które przelane było do butelek po napojach gazowanych, nieprzyjemny zapach wilgoci i gnijących, przesiąkłych wodą i moczem desek.
Był brudny. Brudny od łap dwóch sadystów. Brud trzeba zmyć, pozbyć się go z pamięci, by nie mieszał się z innymi brudami, które pewnie wyjdą i z, podobno, raju.
Chociaż było ciemno, praktycznie pusto, a każdy wdech był suchy, myślał, że to tylko złudzenie. Nie czuł niebezpieczeństwa, które mogło czychać na niego w tej krainie.
Teraz jego punktem docelowym było jedno - woda. To słodkie, że dostrzegał przez ten moment tylko dobre strony, prawda?
Na chwilę jego serce przestało bić, wszystko się zatrzymało. Za dużo uczuć na raz, za wiele myśli.
Delikatnym truchtem podbiegł do jeziora, by zaraz łapą, pomimo bólu ran, zmącić taflę. To wyraźnie była oznaka zachwytu. Niemego, acz zachwytu.
Powoli zaczął wchodzić do wody. Ostrożnie, spokojnie, nikt się przecież nie śpieszył. Mógł jak opętany wskoczyć, wytarzać się i w cholerę się utopić ze szczęścia, ale świadomość nie przychodzi tak szybko. Rany piekły. Świadomość nie wracała.
Jedyne, co zrobił po oprzytomnieniu, to gleba. Taki ciapowaty, kluchowaty upadek do wody, zatopienie łba. ale już w pełni świadome, o dziwo.
W żadnym wypadku nie było to samobójstwo, czy coś podobnego w stylu rozwydrzonego nastolatka. Zszyte wargi przeszkadzałyby w piciu, będąc w pozycji stojącej.
Kiedy wstał, był pobudzony. Nowe miejsce, daleko od bólu. Ból minął. Już go nie było. Niestety, minął tylko ból tlący się przez cały czas w duszy samca. Ale jednak, lepiej, by piekły rany, zdobyte w sposób honorowy, niżeliby samemu się okaleczyć, lub zrobić sobie krzywdę przez bycie niesamowitą sierotą.
Westchnął głęboko, napełniając płuca jak największą ilością tlenu.

W końcu. Jestem wolny.

Nie miał siły polować, nie miał nawet na co. Nie miał siły nawet otrzepać się z wody. Kiedy tylko wylazł z wody, położył się przy samym brzegu.
Pysk mimowolnie opadł mu na skrzyżowane łapy. Długa wędrówka, męczące myśli - wszystko złożyło się na - logiczne - zmęczenie, także Leise miał prawo odsapnąć, prawda? Nie specjalnie zwrócił uwagę na szczeniaka, który rozłożył się nieopodal. Tyle rzeczy do zwiedzania, Leise, a ty chcesz spać? Pogrzało do reszty?



/// Mogę prosić o dłuższe posty? Bo nijak nie wiem jak na nie odpowiadać ;w; ///


___________________________________
reset dnia 17 stycznia 2015r. Dziękuję.
Zobacz profil autora

Sponsored content


Powrót do góry  Wiadomość [Strona 5 z 7]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach